Europoseł Sylwia Spurek znana jest z płomiennych wystąpień w Parlamencie Europejskim. Często krytykuje Polskę i jej władze, przedstawiając kraj w negatywnym świetle. Tym razem było podobnie.

- Ludzie chorują, umierają, tracą pracę i firmy, pracownicy i pracowniczki ochrony zdrowia bohatersko walczą z pandemią przy często bardzo ograniczonych środkach. A rządy niektórych państw korzystają z okazji - do naruszania demokracji i fundamentalnych praw człowieka. I kiedy Victor Orban na Węgrzech ogranicza prawa osób LGBTI, a Jarosław Kaczyński w Polsce prowadzi debatę o odbieraniu kobietom ich praw musimy stanowczo reagować

- mówiła Sylwia Spurek.

Eurodeputowana postanowiła jednak iść krok dalej:

- Przypomnę, że kobiety w Polsce mają i tak utrudniony dostęp do aborcji, nie mają dostępu do nowoczesnej antykoncepcji, w szkołach nie ma nowoczesnej edukacji seksualnej. To co dzieje się i na Węgrzech i w Polsce, pokazuje, że czas najwyższy na szersze kompetencje wspólnoty. Prawa kobiet i prawa osób LGBTI muszą stać się jednym z priorytetów Unii Europejskiej

- stwierdziła. 

Oczywiście padły też słowa o "ograniczaniu prawa do aborcji":

- Nie możemy dłużej uciekać od odpowiedzialności, bo równość ludzi i jednolite gwarancje ich praw są naszymi kluczowymi wartościami. Ograniczanie prawa do aborcji uderzy najbardziej w kobiety, które są i tak wykluczane i dyskryminowane

- zakończyła Spurek. 

Wystąpienie europoseł Spurek na forum europarlamentu wywołało burzę. Głos zabrał Sebastian Kaleta. Miał on do Sylwii Spurek jedno pytanie. 

- Nie jest Pani wstyd rozsiewać kłamstwa o własnej Ojczyźnie za granicą? Debata, która według Pani narusza demokrację odbyła się na wniosek obywateli w terminie, do którego zobowiązywało prawo. A potem sobie wstawicie relacje zagranicznych mediów o niszczeniu demokracji w Polsce...

- napisał wiceminister sprawiedliwości.