Pierwotnie Zgromadzenie Ogólne SN, które miało wybrać kandydatów na I prezesa, zostało zwołane na 17 marca. Jednak z uwagi na epidemię koronawirusa prezes Gersdorf przesunęła termin tego zgromadzenia na 31 marca, a następnie na 21 kwietnia.

Dziś prezes Gersdorf wydała kolejne zarządzenie w tej sprawie, w którym... odwołała kwietniowy termin Zgromadzenia. "Stwierdzam, że Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego będzie mogło być zwołane po ustaniu zakazów lub ograniczeń w zakresie bezpośredniego kontaktowania się obywateli w stanie epidemii lub w stanie zagrożenia epidemicznego" - brzmi treść zarządzenia I prezes SN.

Kadencja obecnej I prezes SN wygasa z końcem kwietnia br.

Ponadto rzecznik SN Michał Laskowski poinformował, że na podstawie ustawy o Sądzie Najwyższym, po 30 kwietnia obowiązki I prezesa SN przejmie prezes Sądu Najwyższego najstarszy służbą, do którego będzie należało zwołanie Zgromadzenia Ogólnego. Obecnie jest to prezes Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Józef Iwulski, który orzekał m.in. w stanie wojennym, a ponadto był oficerem LWP i szkolonym żołnierzem WSW

O kontrowersyjną decyzję I prezes Sądu Najwyższego, a także mogące z niej wynikać konsekwencje, spytaliśmy wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kaletę.


Dzisiaj prezes Gersdorf wydała zarządzenie, na mocy którego „Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego będzie mogło być zwołane dopiero po ustaniu zakazów lub ograniczeń w zakresie bezpośredniego kontaktowania się obywateli w stanie epidemii lub w stanie zagrożenia epidemicznego”. Czy pierwsza prezes Sądu Najwyższego miała podstawę prawną do podjęcia takiej decyzji?

- Ustawa o Sądzie Najwyższym reguluje m.in. kwestie uczestnictwa sędziów w Zgromadzeniu Ogólnym, które miałoby przedstawić prezydentowi kandydatów na I prezesa SN. Ustawa ta nie reguluje sposobu przeprowadzenia tego zgromadzenia, więc w pierwszej kolejności pan prezes Gersdorf powinna szukać rozwiązań, ażeby sędziowie mogli w sposób zgodny z obostrzeniami się zebrać. Wydaje mi się, że takie rozwiązania są możliwe, skoro Sejm w liczbie 460 posłów może przygotować nową ustawę, to myślę, że podobnie Sąd Najwyższy mógłby przeprowadzić czynności, związane z wyborem pierwszego prezesa, przedstawieniem kandydatów. Niemniej jednak, dobrze się stało, że pod koniec ubiegłego roku - mimo, że nie było wówczas zagrożenia koronawirusem – ale inne niebezpieczeństwa, związane z tym, co mogłoby sparaliżować Sąd Najwyższy, zdecydowaliśmy się zaproponować przepisy, które zabezpieczają Sąd Najwyższy na wypadek niemożności zgodnego z prawem wyboru kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego. To oznacza, że po upływie kadencji pani prezes Gersdorf, pan prezydent Andrzej Duda wskaże pełniącego obowiązki I prezesa SN, aby ta osoba zarządziła przeprowadzenie głosowań, które miałyby wyłonić kandydatów na I prezesa SN i jednocześnie zapewnić ciągłość funkcjonowania tej instytucji.

Najwyższe organy państwa polskiego mimo epidemii funkcjonują normalnie. Sejm prowadzi obrady zdalne, a przedstawiciele władzy wykonawczej wykonują swoje konstytucyjne obowiązki. Rzecznik SN Michał Laskowski stwierdził natomiast, że „Sąd Najwyższy nie dysponuje urządzeniami, które pozwoliłyby na przeprowadzenie posiedzenia zgromadzenia zdalnie z zachowaniem tajności głosowania”. Czy pana zdaniem taki jest stan faktyczny, czy może pod pretekstem epidemii dochodzi właśnie do próby kolejnej obstrukcji ze strony niektórych sędziów SN?

- Oczywiście, że oddanie głosów w sposób tajny jest możliwe. Wystarczy, żeby po gabinetach sędziów Sądu Najwyższego przeszła się pani Gersdorf, albo pan Laskowski i zebrali głosy do urny. Wszyscy przecież są w pracy. Ja rozmawiam z panem, będąc w pracy w ministerstwie. Posłowie są w pracy, Polacy pracują, więc te przeszkody są jak najbardziej do pokonania. Ale jak już mówiłem, przepisy na szczęście zabezpieczają Sąd Najwyższy i ciągłość jego funkcjonowania, na wypadek okoliczności, które skutkują tym, że nie ma wybranych w terminie kandydatów na I Prezesa i w tym przypadku, po upływie kadencji pani Gersdorf pan prezydent Andrzej Duda powinien wskazać osobę pełniącą obowiązki, która już będzie mogła wymyślić sposób, ażeby sędziowie mogli wybrać swoich kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego.

Sędzia Laskowski oznajmił, że w tej sytuacji, po upływie kadencji obecnej I prezes SN, która wygasa z końcem kwietnia br., obowiązki I prezesa SN przejmie prezes Sądu Najwyższego najstarszy służbą, czyli sędzia Józef Iwulski. Z tego, co pan wcześniej mówił wynika, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę, ale jednak dopytam: czy scenariusz przedstawiony przez sędziego Laskowskiego jest możliwy?

- Art. 13 a, par. 1 ustawy o Sądzie Najwyższym wskazuje procedurę postępowania w przypadku niewybrania kandydatów na stanowisko I prezesa SN i w takiej sytuacji, ustawa ta przewiduje, że jeśli nie zostali zgodnie z zasadami wybrani kandydaci lub w ogóle nie zostali prezydentowi przedstawieni, „prezydent niezwłocznie powierza wykonywanie obowiązków I prezesa SN wskazanemu przez siebie sędziemu Sądu Najwyższego”. Ta regulacja została przygotowana przez ustawodawcę w tym celu, ażeby – gdyby doszło do sytuacji, że sędziowie SN w sposób niezgodny z przepisami wyłaniają kandydatów, bądź ich po prostu nie wyłaniają – prezydent mógł zapewnić trwałość funkcjonowania Sądu Najwyższego. Co istotne, ten przepis jest przepisem, który następuje po artykule 13, który wskazuje jakie jest kworum do wyboru (zgodnie z przepisami) kandydatów, zatem nie ma wątpliwości prawnych, że po upływie terminu kadencji pani Gersdorf, pan prezydent będzie mógł, a wręcz powinien wskazać pełniącego obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego, spośród wszystkich sędziów, a zatem niekoniecznie sędziego Iwulskiego.