W związku z epidemią koronawirusa, szkoły prowadzą nauczanie zdalnie. Zajęcia stacjonarne w publicznych i niepublicznych szkołach zostały zawieszone od 12 do 25 marca, później przedłużono ten okres do 10 kwietnia, następnie o kolejne dwa tygodnie – do 26 kwietnia. Pytany o dalsze decyzje szef MEN wskazał, że będzie to zależeć od sytuacji epidemicznej.

- Na razie nie ma bezpiecznych warunków do powrotu do szkoły. W związku z tym podjęta została kolejna decyzja o zawieszeniu zajęć w szkołach, prowadzonych w formie tradycyjnej. Być może ten czas będzie jeszcze wydłużony. Dziś tego jeszcze nie wiemy. W konsultacji z ministrem zdrowia, głównym inspektorem sanitarnym i oczywiście z panem premierem podejmiemy decyzję w tej sprawie przed 26 kwietnia

- tłumaczył.

Dopytywany, czy ministerstwo bierze pod uwagę zajęcia zdalne do końca roku szkolnego, odparł, że „resort jest gotowy również na taki wariant”. - Dziś już są podstawy prawne do tego, aby oceniać i klasyfikować uczniów zdalnie. Najszybciej skorzystają z tego uczniowie klasy maturalnej. Dla nich rok szkolny kończy się 24 kwietnia. Już wiemy, że nie wrócą do szkoły na tradycyjne zajęcia, mimo to będą mogli zostać ocenieni i sklasyfikowani przez swoich nauczycieli - ocenił.

Kolejnym z rozpatrywanych wariantów jest powrót uczniów do szkół, pod rygorem sanitarnym, tj. z obowiązkowymi maseczkami i rękawiczkami. - Będzie to głównie zależało od wskazań ministra zdrowia, który określi, czy będzie to bezpieczne dla uczniów i nauczycieli oraz dla ich rodzin - przyznał. Przywołał też rozwiązanie z innych krajów, gdzie do szkół wraca tylko część uczniów, zwłaszcza uczniowie najmłodsi.

- Wtedy byłoby ich zdecydowanie mniej w szkole niż przy powrocie wszystkich uczniów, mniejsza byłaby możliwość kontaktu w szkołach. Na razie nie podjęto jeszcze żadnej decyzji. Mamy nadzieję, że uda się na tyle opanować epidemię, że powrót uczniów do szkół będzie możliwy przed zakończeniem zajęć dydaktycznych. Jeżeli będzie to bezpieczne, to taką decyzję podejmiemy

- mówił Piontkowski.