W filmie w reżyserii Emila Marata, przygotowanym przez Muzeum Historii Polski, o bezradności wobec oficjalnego zakłamania i o próbach walki z nim mówią m.in. Wanda Rodowicz, wnuczka mjr. Stanisława Rodowicza, Witomiła Wołk Łaniewska – córka Wincentego Wołka, porucznika artylerii, oraz Krystyna Krzyszkowiak i Ryszard Adamczyk – dzieci przodownika policji polskiej w miejscowości Sarnaki. 

Członkowie Rodzin Katyńskich – bliscy zamordowanych przez NKWD oficerów – odgrywali bardzo ważną rolę w podtrzymywaniu prawdy o zbrodni. Naprzeciwko nich stał aparat państwowy starający się przez dziesięciolecia fałszować historię i wymazywać prawdę o Katyniu.

To ostatnia chwila, by oddać głos żyjącym dzieciom pomordowanych żołnierzy – taka myśl przyświecała nam przy pracy nad tym krótkim filmem – filmem nie tyle o Katyniu, ile o kłamstwie i prawdzie, o starciu tych dwóch żywiołów w ludzkiej pamięci i ich roli w życiu społecznym.

 – mówi Emil Marat, reżyser filmu. 

„Uciekli do Mandżurii” – taką odpowiedź na pytanie o losy polskich oficerów słyszy od Stalina gen. Władysław Sikorski podczas wizyty na Kremlu 3 grudnia 1941 r. To zdanie wypowiedziane przez sowieckiego dyktatora można uznać za symboliczny początek historii kłamstwa katyńskiego, historii, która zdaje się nie kończyć nawet dzisiaj.

Poszukiwania polskich oficerów zaginionych po 17 września 1939 r. rozpoczęły się wraz z podpisaniem układu Sikorski-Majski z końca lipca 1941 r. Jednym z efektów umowy był dekret Prezydium Rady Najwyższej ZSRS o amnestii dla obywateli polskich więzionych w charakterze jeńców wojennych (lub „na innych wystarczających podstawach”) na terytorium sowieckim. Polski rząd emigracyjny liczył, że z Polaków przebywających na wschodzie uda się utworzyć armię liczącą nie mniej niż 200 tys. żołnierzy. Na informacje prasowe o amnestii Polacy rzeczywiście masowo zgłaszają się do ośrodków i miejsc koncentracji. Wśród żołnierzy i ochotników jest jednak zaskakująco mało oficerów. 

Prawie dwa lata po ataku na Związek Sowiecki, w 1943 r., Niemcy podają informację o masowych grobach w Katyniu. Prasa publikuje artykuły i zdjęcia, Niemcy przywożą do Katynia kilka delegacji, komisję Czerwonego Krzyża i świadków, w tym Polaków; są wśród nich m.in. pisarze Józef Mackiewicz i Ferdynand Goetel. Jasne jest, że zbrodni dokonali bolszewicy już w 1940 r., potwierdza to nie tylko stan zwłok, ale i świadectwa okolicznej ludności. Sowieci podejmują jednak grę propagandową: starają się przekonać świat, że zbrodni dokonali Niemcy. Sowieckie Biuro Informacyjne ogłasza, że „polscy jeńcy byli zatrudnieni na robotach budowlanych na zachód od Smoleńska i wpadli w ręce niemieckich katów faszystowskich latem 1941 r.,po wycofaniu się wojsk sowieckich”. Po wyparciu Niemców z rejonu Smoleńska bolszewicy przysyłają do Katynia specjalną komisję, która po ekshumacji blisko tysiąca ciał ogłasza, że zbrodni dokonały nazistowskie Niemcy. 

Taka „wykładnia” Katynia obowiązuje w bloku wschodnim przez kolejne dziesięciolecia. Również władze mocarstw zachodnich nie są skłonne oficjalnie uznać winy Związku Sowieckiego za masakrę w Katyniu. 

Katyń ma jednak w Rosji także swoich „negacjonistów”, którzy znajdują sobie miejsce również w państwowych mediach. W przeddzień 80. rocznicy zbrodni agencja RIA Nowosti opublikowała artykuł sugerujący, że mordu w Katyniu dokonała III Rzesza. Przeciw podobnym kłamstwom występuje (oprócz strony polskiej) rosyjskie Stowarzyszenie „Memoriał”, zajmujące się badaniami historycznymi i prezentowaniem wiedzy o sowieckich zbrodniach.