Drugi hołd berliński Sikorskiego

  

Przeczytałem depeszę Polskiej Agencji Prasowej z Berlina i nie mogłem uwierzyć własnym oczom: to dzieje się znowu? Wrażenie upiornego deja vu niestety nie chciało ustąpić.

Oto znowu do stolicy Niemiec wybrał się minister Sikorski (tym razem jako jeden z gości niemieckiej narady ambasadorów razem z MSZ Belgii, swoją drogą ciekawe to zestawienie państw i kolejny dowód, że Trójkąt Weimarski to mrzonka) i znowu wygłosił brzemienne politycznie wystąpienie.

I znowu mamy ten sam problem: w czyim imieniu mówił minister Sikorski? Z kim uzgadniał treść tej "drugiej mowy berlińskiej"? Czy prezydent i premier znali jej tezy? I dlaczego, jak zwykle, parlament został przez obóz władzy poniżony jako miejsce niegodne wysłuchania nowej doktryny polityki europejskiej w wydaniu rządowym i odbycia nad nią debaty? Znowu, jako posłowie, z Berlina dowiadujemy się o celach polskiej polityki zagranicznej.

Czy taką recydywę w wydaniu ministra Sikorskiego można jeszcze tłumaczyć przypadkiem? Czy to już nowy i utrwalający się standard? Czy trzeba będzie odtąd śledzić wyjazdy ministra do Berlina, aby poznać najważniejsze założenia polityki obecnego obozu władzy (te mniej ważne minister zakomunikuje na Twitterze)? Jak nazwać  państwo, które ma takiego szefa dyplomacji?

Oto bowiem w "Hołdzie Berlińskim 2" minister Sikorski zawarł tezy fundamentalne i szokujące, jeśli zważyć, iż nie odbyła się na ten temat ani jedna debata w Sejmie, ani raz nie wypowiedział się w tych sprawach prezydent, nie znane są w uchwały rządu. Znane jest za to, od zeszłego tygodnia, stanowisko kanclerz Merkel. I to właśnie to stanowisko poparł minister Sikorski. Nie stanowisko polskich ośrodków władzy, (bo jako się rzekło ono jeszcze nie istnieje), ale niemieckiej szefowej rządu.

Jak pisze w depeszy PAP: "Szef polskiego MSZ Radosław Sikorski opowiedział się w poniedziałek w Berlinie za reformą unijnych traktatów (...) Nie wykluczył dyskusji o konstytucji europejskiej. "Jeżeli chcemy być silniejsi, musimy zreformować traktaty" - powiedział Sikorski". To dokładne echo weekendowego wywiadu kanclerz Niemiec.

Potem depesza staje się jeszcze bardziej zdumiewająca: "Obecny kryzys może być też, zdaniem ministra, dobrym punktem wyjścia do dyskusji o konstytucji. Musimy jednak najpierw przekonać obywateli, że potrafimy rozwiązać ich aktualne problemy – zastrzegł szef MSZ. - Dokończmy najpierw unię fiskalno-polityczną i finansową, zanim podejmiemy kolejne polityczne kroki, które z pewnością nie będą łatwe".

Czyli jest już pozamiatane. Polska właśnie ustami swego ministra opowiedziała się za unią fiskalną i polityczną! Po co debata, eksperci, parlament i całe to demokratyczne barachło?

A potem Sikorski rozwinął skrzydła i poszedł ma całość proponując nie tylko to, co wcześniej m.in. możliwość połączenia urzędu przewodniczącego Rady Europejskiej i przewodniczącego Komisji Europejskiej oraz szefa eurogrupy (zaakcentował, że powinno się zapewnić bardziej demokratyczny wybór takiej osoby), ale także - uwaga ! szok! - opowiedział się za rozszerzeniem kwestii, w których decyzje podejmowane są większością głosów oraz wyraził opinię, że UE powinna też zastanowić się nad wspólną reprezentacją w organizacjach międzynarodowych.

I znowu - słowa te padły bez jakiejkolwiek demokratycznej legitymacji, by wygłaszać takie tezy !

I na koniec jeszcze, niezamierzony jak się wydaje, tragikomiczny element depeszy PAP.

Oto po cytatach z Sikorskiego pojawiają się w niej dwie informacje kontekstowe: po pierwsze przypomnienie, że za ożywieniem debaty o projekcie konstytucji europejskiej stoi szef niemieckiego MSZ Guido Westerwelle. Westerwelle zainicjował na wiosnę powstanie Grupy Refleksyjnej ds. Przyszłości UE, w której skład wchodzi 10 ministrów spraw zagranicznych, w tym Sikorski (to zresztą kolejny skandal w tej sprawie: na jakiej zasadzie i z czyjeś upoważnienia minister jest członkiem tej Grupy?) a po drugie, że "zdaniem eksperta niemieckiej Fundacji Bertelsmanna, Corneliusa Ochmanna, polski minister wypadł doskonale”. Przypuszczam, że ów znany analityk niemiecki nawet nie zdał sobie sprawy, że zachował się bezczelnie, a korespondent PAP nawet nie pomyślał, że nie jest chyba na miejscu, by ktoś z zagranicy oceniał polskiego ministra w tak protekcjonalnym tonie.

Wszystko to przekracza po raz kolejny granice wytrzymałości polskiego państwa. Jeszcze nie tak dawno wydawało mi się, że po 5 latach rządów PO-PSL o Polsce można mówić jako o państwie omdlalym, teraz widzę, że to nie omdlenie - nasze państwo jest ogłuszone uderzeniem tępym narzędziem w głowę.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Nożownik z Chemnitz usłyszał wyrok

/ twightlightzone

  

Sąd w Dreźnie skazał w czwartek na 9 i pół roku Syryjczyka, który w sierpniu 2018 roku zabił nożem mieszkańca Chemnitz. W konsekwencji w mieście tym doszło wówczas do wielotysięcznych antyrządowych demonstracji i zamieszek.

Tragedia rozegrała się na miejskim festynie, na którym doszło między mężczyznami do kłótni i bójki. 24-letni Syryjczyk Alaa S. wspólnie z poszukiwanym obecnie międzynarodowym listem gończym Irakijczykiem Farhadem A. dodatkowo ciężko ranili wówczas dwie inne osoby.

Prokuratura domagała się dla oskarżonego 10 lat więzienia. Obrońcy - uniewinnienia.

Ze względu na duże zainteresowanie mediów i opinii publicznej proces odbył się w Dreźnie. Przebiegał z zachowaniem nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa.

Po zabójstwie 35-letniego Niemca doszło w Chemnitz do wielotysięcznych demonstracji organizowanych m.in. przez narodowo-konserwatywne ugrupowanie Alternatywa dla Niemiec (AfD) i stowarzyszenie kibiców lokalnego klubu piłkarskiego. Oprócz zwykłych obywateli brali w nich też udział członkowie organizacji neonazistowskich. W starciach z lewicowymi kontrdemonstrantami rannych zostało kilkadziesiąt osób.

Wydarzenia w Chemnitz przez kilka tygodni były politycznym tematem nr 1 w RFN. Dla AfD i prawicowych ugrupowań pozaparlamentarnych były one dowodem, że rząd nie panuje nad sytuacją w państwie, nie jest w stanie skutecznie chronić obywateli, a polityka migracyjna kanclerz Angeli Merkel stanowi zagrożenie dla Niemiec. Z kolei partie establishmentowe dostrzegły niebezpieczny wzrost znaczenia organizacji neonazistowskich, które wykorzystywały protesty jako platformę do autopromocji i szkodziły wizerunkowi Niemiec.

Media i część polityków próbowały kategoryzować protesty jako efekt działań grup skrajnie prawicowych i neonazistowskich, posuwając się przy tym do manipulacji. Pojawiły się doniesienia o domniemanych "polowaniach na cudzoziemców". Prokuratura Generalna Saksonii zaprzeczyła później doniesieniom, jakoby w Chemnitz po morderstwie dochodziło do "polowań" i samosądów.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl