Minister zdrowia w Radiu ZET zapytany został o obowiązek zakrywania ust i nosa w miejscu publicznym, który rząd wprowadza od czwartku 16 kwietnia.

Na uwagę, że wcześniej mówiono, że to niewiele daje, odparł: „Bo to wcześniej niewiele dawało i to jest wszystko spójne z punktu widzenia medycznego”.

Jak zaznaczył, gdy było bardzo niewielu chorych, był „pomysł”, że maseczka może ochronić.

Maseczka nas nie ochroni. Teraz też ta maseczka nas nie ochroni. Ona ochroni innych

– wyjaśnił.

Dodał, że pojawiają się doniesienia, iż osoba, która szybko się przemieszcza, może zostawiać za sobą chmurę cząsteczek wirusa w odległości 2-4 metrów.

Jeżeli zasłoni twarz, jeżeli osłoni nos i usta, to ograniczy chmurę wirusa w sposób istotny. Nie zredukuje jej do zera, bo musiałaby mieć pełen strój ochronny, a nie ma takiej możliwości, żeby chodzić po ulicy w pełnym rynsztunku

 – podkreślił.

Jak przypomniał, rygor ten obowiązywać będzie w miejscach publicznych, ale jeśli pracodawca uzna go za możliwy i konieczny, również może go zastosować.

My do tego namawiamy, ale też są przecież obszary i sektory, gdzie po prostu się nie da albo gdzie są inne środki ochrony

 – dodał.

Szef resortu zdrowia był też pytany o to, czy planowane jest uregulowanie cen maseczek.

Pamiętajmy, że część zakładów produkuje różne typy maseczek, to są czasami maseczki z materiału, które są droższe i chirurgiczne, które są tańsze. Maseczka maseczce nierówna. Musimy mieć takie maseczki z certyfikatem dla służby zdrowia. W przestrzeni publicznej najlepiej sprawdzają się maseczki materiałowe czy chustki, które można uprać, wygotować, dlatego że te chirurgiczne używamy przez godzinę, dwie i wyrzucamy

 - powiedział.

Jeżeli ceny maseczek wyjdą poza rozsądny zakres, to będziemy je regulowali. Natomiast wszelkie regulacje centralne rynku, odgórne zawsze obawiam się, że mogą spowodować wręcz ograniczenie dostępu, a nie poprawę. Jeżeli od środy czy czwartku te ceny by szybowały, możemy wprowadzić ceny odgórne

 - zapowiedział.

Przypomniał, że był wprowadzony zakaz sprzedaży maseczek na popularnych platformach zakupowych. "Ten handel uwolnimy. Im większa dostępność, tym ceny są niższe" - powiedział.