Jak podał dziennik „Moskowskij Komsomolec”, powołując się na media społecznościowe, na policję zadzwoniła kobieta, która nalegała, by rodzice - z racji wieku - ściśle przestrzegali samoizolacji obowiązującej z powodu epidemii koronawirusa. Jej matka mimo to wyszła z domu, zapewniając, że idzie tylko wyrzucić śmieci - i znikła na dłużej.

Gdy córka dodzwoniła się do niej na telefon komórkowy, kobieta przyznała, że jest u fryzjera. Działające nieoficjalnie usługi poleciły jej przyjaciółki. Po zgłoszeniu policjanci odnaleźli 66-latkę i przyprowadzili ją do domu. Natrafili też na pracującego - wbrew zakazowi - fryzjera.

„MK” nie podał szczegółów na temat „podziemnego” zakładu, ale gazeta zapewnia, że wraz z kwarantanną do Moskwy powróciły znane z lat 90. siłownie w piwnicach. Ceny za zajęcia w zaimprowizowanych salach fitness wahają się od 1000-1500 rubli (ok. 56-85 PLN) za jeden trening. Zdarza się, że zajęcia odbywają się na terenie zamkniętych obecnie szkół.

Niektórym w czasie epidemii trudno jest odzwyczaić się nie tylko od wizyt w siłowni, ale i w ulubionej restauracji czy barze. Jak zapewnia „MK”, powołując się na kelnera jednej z moskiewskiej restauracji, potajemnie zorganizowano w niej bankiet na 400 osób. Kelnerom zabrano telefony komórkowe, a kamery monitoringu zostały na czas przyjęcia wyłączone. Klienci przyjeżdżali w pewnych odstępach czasu i wchodzili do restauracji wejściem służbowym. Właściciele lokalu podjęli takie ryzyko, by móc wypłacić pracownikom zaległe pensje.

Inną strategię przyjęły kawiarnie dotąd sprzedające kawę, ciastka i zakąski. W jednej z kafejek w północnej części Moskwy szyld z dotychczasową nazwą zastąpił napis „piekarnia”, a na witrynie pojawiły się bochenki chleba. Klienci kupują tam teraz pączki czy po kawałku pizzy na wynos, napoje gazowane - by nie stać w kolejce w zwykłym sklepie, i - przy okazji - kawę.