O miesięczny areszt tymczasowy wnioskowała Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe argumentując, że w tym przypadku tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze nie dadzą rezultatu. Podejrzany kilka razy naruszył bowiem zasady przebywania w izolacji domowej.

Sąd ten wniosek uwzględnił - poinformowała w środę rzecznik Sądu Rejonowego w Białymstoku, sędzia Beata Wołosik.

Jaki wynika z informacji policji, sprawa wyszła na jaw, ponieważ 60-latek sam pochwalił się w sklepie, iż jest poddawany kwarantannie. To pracownik tej placówki zadzwonił do dyżurnego komendy miejskiej w Białymstoku, a ten wysłał patrol przygotowany na ewentualność kontaktu z osobą zakażoną.

Okazało się, że klientem sklepu jest mężczyzna, który niedawno wrócił z Niemiec i w tej sytuacji rzeczywiście podlega obowiązkowej 14-dniowej kwarantannie. Funkcjonariuszom tłumaczył, że chciał sobie zrobić zakupy, nie fatygując bliskich. Został zatrzymany; okazało się przy tym, że to nie było jego pierwsze naruszenie zasad kwarantanny.

Sprawa trafiła do prokuratury, a ta zleciła test na obecność koronawirusa, który dał wynik dodatni. W tej sytuacji śledczy postawili mężczyźnie zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego lub szerzenia się choroby zakaźnej. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, grozi mu przy takich zarzutach od pół roku do 3 lat więzienia; przy udowodnionej umyślności - nawet do 8 lat.

Prokuratura próbuje teraz ustalić krąg osób, z którymi podejrzany miał kontakt w czasie, gdy naruszał zasady kwarantanny