Mam trochę pecha do okrągłych urodzin. Dziesięć lat temu moja "60" wypadała w czwartek, a w sobotę wieczorem żona chciała zrobić przyjęcie dla bliskich i znajomych. Wiadomo jednak, co się wydarzyło w sobotę rano, czyli 10 kwietnia. Tragedia smoleńska... Zginęło tylu wspaniałych ludzi. No i odwołaliśmy urodziny

– wspomniał Lato.

Grzegorz Lato to król strzelców mistrzostw świata w 1974 roku

Teraz 100-krotny reprezentant Polski i zdobywca 45 goli w narodowych barwach, prezes PZPN w latach 2008-12, również nie spotka się z przyjaciółmi. Pandemia koronowirusa przypadła akurat na czas, gdy wypoczywał w okolicach Przemyśla.

W tym strasznym okresie akurat ja nie mogę narzekać. Siedzimy sobie w przepięknym miejscu, na pograniczu Pogórza Przemyskiego i Dynowskiego, blisko Bieszczad. Mamy niewiele ponad 20 kilometrów do Przemyśla. Mieszkamy w uroczym zakątku, obok lasy, gdzieś tam w oddali jelenie, niedźwiedzie... Tutaj nas to wszystko zastało. Dzieci zadzwoniły, żebyśmy tam na razie pozostali i nie wracali do Mielca. Syn pracuje zdalnie w Warszawie, córka jest w Mielcu.

Właśnie w tym odległym zakątku kraju przyjdzie Grzegorzowi Lacie 8 kwietnia obchodzić skromnie 70. urodziny. W jakim zdrowiu?

Dziękuję, czuję się dobrze. Czasami, gdy już długo rozmawiam, trochę pokasłuję, ale mam tak od dawna. Staramy się tutaj przestrzegać zasad bezpieczeństwa, używamy środków dezynfekujących. Raz na 10 dni jeździmy do sklepu spożywczego, gdzie wiadomo, że prawie nikogo nie będzie. Tutaj jest bezpiecznie, do najbliższego sąsiada jakieś 200 metrów. Dlatego pół dnia spędzamy na świeżym powietrzu.

Lato to dwukrotny medalista mistrzostw świata (trzecie miejsce w 1974 i 1982 roku), mistrz olimpijski z 1972 i wicemistrz olimpijski z 1976 roku, król strzelców MŚ 1974.

Były znakomity piłkarz, a później trener i działacz zdaje sobie sprawę, że obecna sytuacja w kraju może potrwać jeszcze dość długo. I nie łudzi się, że rozgrywki ligowe w Polsce ruszą z powrotem za kilka tygodni. W tej sytuacji, jak przyznał, pozostaje oglądanie dawnych meczów i wspominanie wielkich chwil polskiego futbolu.

Niedawno obejrzałem w TVP Sport powtórkę meczu z Holandią z 1975 roku, gdy wygraliśmy w Chorzowie 4:1. To jedno z najlepszych spotkań w historii naszej piłki. Powiem panu, że łezka się w oku kręci, gdy pomyślę, jak to wszystko szybko minęło...

W czasie stanu wojennego mieszkał w Belgii, grając w tamtejszym Lokeren:

Wysyłałem do bliskich w Polsce paczki. Taka paczka nie miała prawa nie dotrzeć. Każda z nich była ubezpieczona, koszt - pięć dolarów, więc gdyby coś się stało, to musieliby wypłacić odszkodowanie. Paczki dochodziły do celu nietknięte.

Teraz ma dużo czasu na wspominanie. I jak wspomniał, czeka z utęsknieniem na powrót do normalnego życia i sportu.