Dziś gubernator Andrew Cuomo powiadomił, że w stanie Nowy Jork odnotowano w ciągu ostatniej doby 731 nowych zgonów. Jest to dotąd największa liczba przypadków w ciągu 24 godzin.

Jak wynika z danych, które ogłosił w poniedziałek późnym wieczorem departament zdrowia stanu Nowy Jork, w rezultacie powikłań spowodowanych przez Covid-19 umierali w większości mężczyźni – 61 proc. Z ponad 4700 zgonów przypisywanych koronawirusowi 86 proc. odnotowano u osób z chorobami podstawowymi, takimi jak nadciśnienie i cukrzyca.

Statystyki ilustrują, jak szybko rozprzestrzeniający się wirus dotykał mieszkańców Nowego Jorku i uczynił ten stan epicentrum Covid-19 w całych Stanach Zjednoczonych. Z 4758 zgonów w Nowym Jorku, zarejestrowanych od 14 marca, 61 proc. stanowili mężczyźni, a 39 proc. kobiety - poinformował departament zdrowia. 63 proc. ofiar śmiertelnych to osoby wieku 70 lat i starsze. Zaledwie siedem proc. zmarłych w wyniku wirusa było w wieku 49 lat lub ludzie młodsi.

Opublikowane wczoraj dane wskazują także, że 4089 osób, które zmarły, cierpiały na co najmniej jedną przewlekłą chorobę. Wiodącą chorobą podstawową było nadciśnienie tętnicze. Jego pokłosiem stało się 55 proc. zgonów. Kolejną niebezpieczną chorobą, która obniżała odporność na SARS-Cov-2 okazała się cukrzyca. Z tego powodu zmarło 1755 pacjentów chorych na koronawirusa, czyli około 37 proc.

Pośród innych najczęstszych schorzeń, na które cierpiały osoby zmarłe z powodu Covid-19, znalazły się hiperlipidemia, choroba wieńcowa, choroby nerek oraz demencja. Objęły one łącznie blisko 16 proc. ofiar koronawirusa.

W amerykańskich mediach pojawiają się ostrzeżenia, że podawana oficjalnie liczba ofiar Covid-19 nie w pełni odpowiada rzeczywistości. Nie odzwierciedla na ogół zgonów ludzi, którzy zmarli w domu i najczęściej nie byli poddani testom na SARS-Cov-2.