Album Nadii Soli-Sałamachy, jest niezwykle starannie wydany. To większa część sukcesu tej publikacji. Ikonografia jest bardzo bogata, starannie i w sposób przemyślany dobrana. Znać, że autorka spędziła wiele czasu na poszukiwaniach, doborze ilustracji, czy fotografii. Część prezentowanych strojów to jej własna kolekcja, co wskazuje, że imponująca publikacja to efekt pasji, zainteresowania także pozazawodowego tą tematyką. Bardzo dobrym posunięciem było umieszczenie na końcu słownika pojęć i symboli, bo wiele historycznych określeń odzieży lub biżuterii dawno już wyszło z obiegu potocznej mowy, ich objaśnienie było zatem niezbędne. Swoją drogą można by przeprowadzić konkurs na znajomość takich pojęć jak burnus, espadryle, karazja, magierka, salopa, ciekawe ile osób by sobie z nim poradziło. Album, a jednak do czytania. To ważne, że autorka prowadzi nas przez prawie 200 lat polskiej historii ze szczegółami opisując kolejne zakręty naszych dziejów, przypominając tło i jednocześnie tłumacząc skąd takie lub inne mody się brały. Szkoda, że autorka nie pociągnęła tematu przynajmniej do czasów „Solidarności”, kiedy nie tylko opornik w klapach płaszczy i marynarek był znakiem sprzeciwu, ale i coraz częściej produkowane własnym sumptem koszulki ze stosownymi napisami, różnorodne znaczki, przypinki, nie mówiąc już o barwach narodowych. Ale może to zachęta dla autorki, żeby nie odkładała pióra i napisała ciąg dalszy swej fascynującej opowieści, lub przygotowała, w przyszłości drugie, poszerzone wydanie obejmujące czas po niemal nam współczesny – napisał dyr. Adam Hlebowicz z IPN, które wydało książkę.