Postępowania trwają, ale łatwo je zablokować, bo KIO zawiesiła rozpatrywanie odwołań. W dodatku wirus miesza w planach zamawiających - czytamy w dzisiejszym "Pulsu Biznesu".

Jak podaje gazeta, w związku z epidemią od połowy marca Krajowa Izba Odwoławcza działa w wyjątkowym trybie — nie rozpatruje odwołań wykonawców.

"Odrzuca je, jeśli zawierają błędy formalne lub w szczególnych przypadkach zgadza się na podpisanie umowy przed rozpatrzeniem odwołania" - zaznacza "PB".

- Już od 12 marca dostawaliśmy pisma od pełnomocników, że nie chcą stawić się na rozprawach w KIO ze względu na bezpieczeństwo - własne i klientów. Podobnie jak cały system sądowniczy nie jesteśmy w stanie zapewnić pełnego bezpieczeństwa stronom, pełnomocnikom, członkom KIO i pracownikom urzędu. Zawieszenie jawnych rozpraw stało się więc koniecznością 

wyjaśnia w rozmowie z gazetą Hubert Nowak, prezes Urzędu Zamówień Publicznych.

Zaznacza, że nie była to decyzja łatwa.

- Rozważaliśmy różne możliwości, np. rozpatrywanie odwołań tylko pisemnie (wówczas strony nie mogłyby się wypowiadać -red.), a także prowadzenie rozpraw zdalnych, czego jednak nie jesteśmy w stanie zapewnić. Mamy plan cyfryzacji urzędu i KIO, ale jest on rozpisany na lata i wymaga ogromnych nakładów finansowych - dodaje prezes.

Gazeta wskazuje, że kumulacja odwołań rodzi obawę, że po zakończeniu epidemii sporo czasu zajmie odblokowanie postępowań. Szef UZP zapewnia jednak, że tak nie będzie.

- Kiedy sytuacja się unormuje, Krajowa Izba Odwoławcza będzie pracować, aby możliwie jak najszybciej rozpatrzyć wszystkie odwołania. Jako urząd zrobimy wszystko, co niezbędne, aby nadrobić zaległości. Przewidujemy trzy rozprawy dziennie w każdej z naszych siedmiu sal, dzięki czemu w okresie dwóch, trzech tygodni będziemy w stanie unormować sytuację - mówi gazecie Nowak. 



Artykuł pochodzi ze strony filarybiznesu.pl