Zastępca dyrektora szpitala ds. lecznictwa Andrzej Przybysz powiedział, że z oddziału chirurgii do szpitala jednoimiennego w Grudziądzu przewieziono wszystkich 9 pacjentów.

"Zakażonych jest dwoje pacjentów i pielęgniarka. Ewakuacja odbywała się od godziny 19.00 do północy w poniedziałek. Nadal czekamy na wyniki wielu próbek z naszego szpitala"

- podkreślił dyrektor. Dodał, że cała trudność tej sytuacji polega na tym, że zdecydowana większość osób zakażonych w szpitalu nie ma objawów zakażenia koronawirusem.

Łącznie w toruńskim szpitalu potwierdzono już 41 zakażeń koronawirusem.

Prokuratora Rejonowa Toruń Centrum-Zachód wystąpiła do powiatowego sanepidu z wnioskiem o niezwłoczne przeprowadzenie kontroli procedur sanitarnych realizowanych w toruńskim szpitalu miejskim. Ma to związek z zakażeniami koronawirusem w tej placówce.

"Prokuratura zleciła kontrolę w Specjalistycznym Szpitalu Miejskim im. Mikołaja Kopernika w Toruniu po lekturze listu jednego z pracowników tego szpitala, który został opublikowany w sobotę przez portal Onet"

- powiedział  rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu Andrzej Kukawski.

Rzecznik toruńskiej prokuratury podkreślił, że Sanepid ma obowiązek bez zbędnej zwłoki przeprowadzić kontrolę i powiadomić prokuraturę o jej wynikach.

"Są to czynności sprawdzające, które poprzedzają ewentualne wszczęcie postępowania przygotowawczego" - podkreślił prokurator Kukawski.Ewentualne postępowanie dotyczyłoby narażenia życia i zdrowia pacjentów.

W liście lekarz toruńskiego szpitala wskazywał m.in., że zakażeni pracownicy oddziału hematologii od wielu dni kontaktowali się z większością ludzi pracujących w szpitalu, gdyż nie mieli wiedzy o "szalejącym zakażeniu na ich oddziale". Dodatkowo informował on, że dyrektor ds. lecznictwa szpitala w dniach 30-31 marca wizytował wszystkie oddziały i miał pouczać personel, aby nie używał maseczek ochronnych ani przyłbic w szpitalu, w szczególności na izbie przyjęć. Lista zarzutów była znacznie dłuższa.

Prezydent Torunia Michał Zaleski odniósł się do tej kwestii na konferencji prasowej, odpowiadając na pytanie jednego z dziennikarzy.

"Jeżeli takie zlecenie zostało wykonane, to prokuratura przeprowadzi swoje czynności. Nie jestem w stanie ani wpływać na losy tego postępowania, ani tym bardziej komentować czegokolwiek w tym zakresie. Jestem przekonany, że wszystko, co działo się w szpitalu, jeżeli chodzi o postępowanie w stanie epidemii, było właściwe, było podejmowane we właściwym momencie, we właściwym czasie" - powiedział prezydent Zaleski.

Dodał, że należy pamiętać o tym, iż "mamy do czynienia z wrogiem nie tylko niewidzialnym, ale i podstępnym".

"Mamy do czynienia z sytuacjami, z którymi nikt nigdzie nie miał do tej pory do czynienia. Często trzeba działać intuicyjnie albo w sposób, który wynika z chwili, z momentu, gdy coś się ujawnia. (...) Wtedy trzeba po prostu reagować, te decyzje podejmować. W sposób taki jaki fachowcy, czy ludzie znający procedury o tym mówią, czy pokazują"

- ocenił Zaleski.

W ubiegłym tygodniu 20 osób z oddziału hematologii w Toruniu - 14 z potwierdzonym zakażeniem i 6 z wynikiem ujemnym — trafiło do szpitala w Grudziądzu. Zmarła 64-letnia kobieta z tego oddziału zakażona koronawirusem SARS-CoV-2.

Poza 64-latką nie żyje także druga osoba z tego oddziału, która nie była zakażona koronawirusem.

W ubiegłym tygodniu dyrektor szpitala w Toruniu Justyna Wileńska, odpowiadając na pytania PAP w tej sprawie, podkreśliła, że "trudno ustalić, która z pacjentek (oddziału hematologii — PAP) była tzw. pacjentką +O+, czy ta, która na etapie podejrzenia o zakażenie została 30 marca przewieziona do Grudziądza, czy inna, u której również rozwinęło się zakażenie koronawirusem potwierdzone badaniami, których wyniki otrzymaliśmy dzień później ok. godziny 14.30".

Przyznała, że 31 marca, gdy szpital oczekiwał już na wyniki badań na koronawirusa swoich pacjentów, do godziny 12.00 przyjęto 3 osoby do leczenia na oddziale hematologii "ze wskazań medycznych".