W Bretanii kilku nudystom udało się rozebrać na nadmorskim piasku, nieopodal pływali windsurferzy i kitesurferzy. Większość, wykryta przy pomocy dronów, została spisana przez żandarmów i zapłaci spore grzywny.

Nadawane przez radio i telewizję komunikaty powtarzają, że całe wybrzeże francuskie (5853 km, nie licząc terytoriów zamorskich) objęte jest zakazem wstępu. Nie zrozumieli tego liczni amatorzy nadmorskich spacerów i sportów wodnych, szczególnie w bretońskim departamencie Finistere.

Tamtejszy prefekt już w sobotę ogłosił, że wspomagani dronami żandarmi wystawili kilkadziesiąt mandatów sportowcom ślizgającym się po falach przy pomocy żagli lub latawców. Ubolewając nad tym, że nowe wykroczenia wciąż są sygnalizowane, urzędnik na Twitterze starał się przemawiać zarówno do poczucia obywatelskiego, jak i troski obywateli o własną kieszeń.

Nie przemówił do wszystkich, bo w piękny niedzielny dzień na innej plaży jego departamentu stróże porządku przyłapali nagiego 30-latka, który właśnie wchodził do wody. Odmówił żandarmom podania swych danych, doprowadzony więc został na posterunek.

W ten sam weekend, w miejscowości Plouhinec, w tym samym departamencie Finistere, spisano parę 50-letnich nudystów na plaży, na której nie mieli prawa być nawet w ubraniu. Mężczyzna udał się następnie do merostwa. Chciał się tam dowiedzieć, gdzie znajduje się najbliższa plaża dla nudystów.

Niektórzy uprawiają sport, nie łamiąc przepisów, i to w czynie obywatelskim. Mieszkaniec Mauguio w pobliżu Montpellier, 844 razy okrążył swój przydomowy ogródek, co dało, jak wyliczył, 42 195 km, czyli dystans maratonu, który przebiegł w 8 godzin i 34 minuty. A wszystko po to, by okazać solidarność z miejscowymi pracownikami służby zdrowia i zachęcić do udziału w składce na ich pomoc.

Jeszcze w marcu na podobny pomysł wpadł Elisha Nochomovitz z Tuluzy. Nie mając domku, a jedynie mieszkanie w bloku, dystans maratonu przebiegł na swym balkonie. Jak mówi, biegł 6 tys. razy od jednej do drugiej poręczy.