- Marcowy odczyt wskaźnika PMI pokazuje, jak zła jest już teraz sytuacja w polskiej gospodarce, tuż po wybuchu epidemii. Z całą pewnością zasadne jest stwierdzenie, że dziś jest jeszcze gorsza niż w momencie marcowego badania, gdyż pojawiły się nowe ograniczenia i utrudnienia uderzające w wiele branż i całe sektory gospodarki

- poinformowała w komentarzu główna ekonomistka Banku Pocztowego Monika Kurtek.

Jej zdaniem kwietniowy wskaźnik PMI znajdzie się na jeszcze niższym poziomie, zapewne poniżej 40 pkt.

- Na podstawie dzisiejszych danych ze 100-procentową pewnością można mówić o czekającej nas dużej recesji w drugim kwartale tego roku, rzędu 5-10 proc.

- uważa Kurtek.

Z kolei analitycy ING zwracają uwagę, że spadek polskiego PMI był głębszy niż indeksu niemieckiego, ale nie tak znaczący jak w gospodarce węgierskiej, która silnie postawiła na przemysł samochodowy, co teraz jest dla niej bardzo bolesne.

Ich zdaniem pełną skalę spowolnienia pokażą dopiero kwietniowe dane. Spodziewają się oni, że łącznie w całym roku polski PKB spadnie o 4,5 proc. w stosunku do roku 2019.

- Najgorszy będzie drugi kwartał tego roku, druga połowa roku przyniesie poprawę. Zwykle po ustaniu katastrof naturalnych gospodarka bardzo szybko odbija, ale tym razem obawy firm i gospodarstw domowych o powrót epidemii wraz z jesiennym sezonem wirusowym ograniczą skalę odbicia wydatków konsumpcyjnych i inwestycyjnych w drugiej połowie 2020

 - napisano w komentarzu ING.