„Wydaje się, że obecnie mamy do czynienia z obydwoma naraz, ale od waszego wieku zależy, który bardziej do was przemawia.(..) Dla starych ludzi, takich jak ja, to ten pierwszy koszmar dręczy znów nasze sny: już tu byliśmy wcześniej, a jeśli nawet nie, to gdzieś w przerażająco podobnym miejscu”.

Autorka „Opowieści podręcznej” przypomina, że wszyscy, którzy dorastali w Kanadzie w latach 40., pamiętają ogłoszenia o kwarantannie na frontowych drzwiach domów, które „obwieszczały rzeczy takie jak DYFTERYT, SZKARLATYNA i KOKLUSZ”. Natomiast w przypadku takich chorób jak ospa wietrzna po prostu spodziewano się, że dzieci je złapią, „i tak się działo”. Przypomina też o pomysłach tych, którzy postanawiali zarabiać na chorobach: jedną z obwoźnych atrakcji podczas okresy zachorowań na polio była „Dziewczyna w żelaznym płucu” (dawny rodzaj respiratora), która nie mogła się ruszać ani sama oddychać, a odgłos wspomaganego oddechu można było usłyszeć w przystawionych głośnikach.

Chorobami straszyły gazety.

„Najgorszą rzeczą w tych paskudnych zarazkach, które powodowały te wszystkie choroby, żeby nie wspomnieć o brzydkich zapachach, było to, że były niewidzialne. Nie ma nic straszniejszego od wroga, którego nie widać” - pisze Atwood. „W okresach między pandemiami lubimy myśleć, że już po wszystkim. (Ale) epidemiolodzy nigdy tak nie myślą. Zawsze czekają na następną (pandemię)”

- dodaje.

Pisarka radzi, by w czasie epidemii chronić się, pomagać innym, prowadzić dziennik i - rzecz kiedyś niemożliwa - korzystać z internetu. Atwood namawia do twórczości. „Jeśli sam nie jesteś chory, pandemia może dać ci prezent. To czas” - podkreśla.

Bądź odważny. Ludzkość już to przechodziła. Oczywiście, będzie "Druga Strona". Musimy tylko tam dotrzeć, idąc od "Przed" do "Potem". Powieściopisarz wie, że środkowa część jest najtrudniejsza do obmyślenia. Niemniej da się to zrobić”

- pisze.

W kontekście obecnej pandemii Atwood przywołuje swą powieść z 2003 r. „Oryks i Derkacz”, której akcja rozgrywa się wokół śmiertelnej pandemii wywołanej przez człowieka. „W pewnym sensie wszystkie te pandemie są spowodowane przez człowieka: gdybyśmy nie udomowili zwierząt i nie jedli niektórych dzikich zwierząt, prawdopodobieństwo, że zarazimy się nowymi, przechodzącym z gatunku na gatunek wirusami, znacznie by zmalało” - przekonuje.

Na problem handlu zwierzętami i targów, na których można kupić także mięso dzikich zwierząt, wskazują naukowcy. Właśnie z targu w mieście Wuhan w środkowych Chinach najprawdopodobniej pochodzi wirus SARS-CoV-2 wywołujący groźną dla człowieka chorobę Covid-19. Według jednej z hipotez możliwe jest, że wirus przeniósł się na człowieka z zakażonego nietoperza, bo na targach zwierząt sprzedaje się zarówno świnie czy kury, jak i szczury, cywety czy łuskowce.

W wypowiedzi dla publicznego nadawcy CBC bioetyk z Uniwersytetu w Toronto profesor Kerry Bowman wskazywał, że następna pandemia to tylko kwestia czasu. „Jeśli czegoś z tym nie zrobimy (...), (ta następna) może być gorsza” - podkreślił.

Problem polega dodatkowo na tym, że targi zwierząt mają w Azji wielowiekową tradycję, a w dodatku stały się częścią światowego przemysłu mięsnego, zatem w grę wchodzą miliardy dolarów - wskazuje. Bowman powiedział, że wartość handlu dzikimi zwierzętami na świecie szacuje się na 7-23 mld USD rocznie.

„Matematycznie ujmując, (pojawienie się koronawirusa) nie jest zwyczajnym zdarzeniem. Ale jeśli ktoś chciałby stworzyć laboratoryjny eksperyment odtwarzający warunki do przenoszenia się (wirusów), mógłby odtworzyć ten rodzaj targów zwierząt, jaki znamy z Chin

- powiedział Bowman.

W dodatku eksploatacja środowiska naturalnego przez ludzi powoduje osłabienie zdrowia zwierząt i większą ich podatność na choroby, zaś urbanizacja zwiększa łatwość przenoszenia się chorób zakaźnych między ludźmi. Według nowojorskiej EcoHealth Alliance, organizacji monitorującej rozwój chorób zakaźnych, trzy czwarte takich chorób jest powiązanych ze światem dzikich zwierząt.