Z zeznań Tary Reade wynika, że pewnego razu Biden miał przycisnąć ją do ściany i włożył rękę pod sukienkę, a następnie spytał, czy chce iść z nim do łóżka. Kobiecie udało się wtedy wyrwać z objęć polityka. – Był dla mnie autorytetem, był w wieku mojego ojca. W moich oczach jawił się jako czempion wśród propagatorów praw kobiet – powiedziała Reade. – Chciałam zostać senatorem, a nie przespać się z senatorem – dodała. 

Kobieta opowiedziała o tym zdarzeniu bratu i swojej przyjaciółce, co obydwoje już potwierdzili mediom. Nie opowiedziała o tym publicznie, gdyż bała się zemsty wpływowego polityka. Jej strach minął w kwietniu 2019 r., kiedy lewicowa polityk z Nevady Lucy Flores oskarżyła Bidena o niestosowne dotykanie jej przed wejściem na scenę. Po obejrzeniu programu publicystycznego, którego uczestnicy atakowali ofiarę i bronili Bidena, Reade postanowiła opowiedzieć mediom część tej historii. Natychmiast spotkała się z ogromną falą nienawiści ze strony lewicy oraz oskarżeniami o bycie „kremlowskim agentem” i „marionetką Putina”. Zaczęła wtedy rozważać powiedzenie całej prawdy. Wcześniej jednak zgłosiła się do organizacji Time’s Up (TU), która powstała na fali ruchu #Metoo, prosząc ich o wsparcie prawne. Organizacja zebrała na takie cele fortunę i wielokrotnie udzielała pomocy ofiarom molestowania, ale w tym wypadku od razu jej odmówili. Stwierdzili, że może to narazić na szwank ich status jako organizacji pożytku publicznego. Dziennikarze szybko jednak odkryli, że firma PR-owa zatrudniana przez Time’s Up jest prowadzona przez doradczynię Bidena – Anitę Dunn.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"