Dobre seriale na czas kwarantanny

  

W całym nieszczęściu pandemii są jakieś dobre strony. Kwarantanna zmusza nas do zatrzymania się i zajęcia sprawami, na które nie mieliśmy czasu. Przede wszystkim możemy pobyć z naszymi bliskimi, ale czasu jest tyle, że można również zająć się choćby kulturą i sztuką. Dostępność propozycji galerii, muzeów czy nawet teatrów online jest ogromna, a w domowej bibliotece każdy ma książki, po które obiecał sobie sięgnąć w wolnym czasie.

Zarówno kultura wysoka, jak i kultura popularna mają coś do zaoferowania. Współczesne seriale tzw. premium, z platform serialowych, to najambitniejsza część popkultury, ocierająca się o kulturę wysoką, czego dowody poniżej. Czasami wydaje się, że seriale są bardziej wartościowe niż współczesne filmy. Dziś pełnią taką samą funkcję jak XIX-wieczne powieści w odcinkach drukowane w gazetach. Wiele z nich jest zapomnianych, choć były ważne dla ówczesnych czytelników. Niektóre zaś weszły do kanonu kultury, jak „Zbrodnia i kara” czy „Lalka”. I podobnie będzie z serialami.

Do tego subiektywnego zestawienia seriali na czas kwarantanny wybrałem te, przy których widz może nieco zapomnieć o otaczającej nas trudnej rzeczywistości, spojrzeć na nią z innej perspektywy, a jednocześnie takie, które niosą jakąś wartość poznawczą, artystyczną czy moralną. Owszem, dzisiejszy świat filmu i popkultury z prawdą, wartościami i moralnością bywa na bakier, ale zaskakująco często w serialach tego nie widać. Potwierdza się stara prawda wyłożona w filmie „Rejs” Marka Piwowskiego przez Andrzeja Dobosza, że „należy odróżniać twórcę od tworzywa”. Seriale poniższe dostępne są w internetowych i kablowych serwisach VOD HBO, Netflix i TVP.

8. „Młody Piłsudski”

Niedoceniony przez krytykę, ale dość chętnie oglądany przez widzów serial o burzliwym życiu Józefa Piłsudskiego od czasów nastoletnich do napadu na pociąg w Bezdanach w 1908 r. Scenariusz napisali Ewa Wencel i Jarosław Sokół. Wcześniej ten duet stworzył np. „Czas honoru” i to mniej więcej ta sama półka i styl. Reżyserem jest debiutant w tej kategorii Jarosław Marszewski. Podobnie jak w „Czasie honoru” przy ograniczonych środkach udało się osiągnąć epicki rozmach i pełnokrwiste postaci. Duża w tym zasługa nieopatrzonych młodych aktorów. Co ważne, serial jest tak opowiedziany, że może zainteresować polską historią również młode pokolenie, które przecież tak trudno czymkolwiek zainteresować.

7. „Status związku”

Mała (każdy odcinek trwa 10 minut) perełka serialowa w reżyserii Stephena Frearsa (ten od „Niebezpiecznych związków”), na podstawie scenariusza Nicka Hornby’ego, z udziałem jedynie Rosamund Pike i Chrisa O’Dowda. Każde nazwisko gwarantuje jakość. Serial składa się z rozmów małżeństwa w kryzysie oczekującego na sesję terapeutyczną. Dialogi są jednocześnie niezwykle zabawne i dające do myślenia, nie tylko o miłości, lecz także o współczesnym świecie. Ciepłe, bardzo ludzkie i bardzo angielskie dziełko.

6. „Delhi Crime”

„Delhi Crime” to obraz współczesnego społeczeństwa hinduskiego. Kanwą opowieści jest prawdziwa historia. Chodzi o przerażające wydarzenia, do których doszło w stolicy Indii w 2012 r. Dowiadujemy się nie tylko o szczegółach zbrodni i śledztwa, ale o tym, jak funkcjonuje hinduskie społeczeństwo i polityka. Bez retuszu i idealizowania, ale też bez tendencyjnego „przyczerniania”. Serial jest świetnie nakręcony, we wszystkich językach używanych w Indiach, co dodaje mu realizmu. I choć jego kanwą jest okrutna zbrodnia, opowieść niesie ze sobą przesłanie humanizmu i nadziei.

5. „Fauda”

Izraelski serial, który powinni obejrzeć wszyscy zainteresowani konfliktem bliskowschodnim, tym, co tam się dzieje i dlaczego. Tutaj nie ma tylko dobrych i tylko złych. Dobrych Palestyńczyków i złych Izraelczyków albo odwrotnie. Postaci, z którymi widz może się mniej lub bardziej identyfikować, są po obu stronach tego konfliktu. To naprawdę bardzo uczciwy i obiektywny portret dwóch narodów stłoczonych na niewielkim kawałku ziemi i walczących o przeżycie. Tu nie ma też łatwych happy endów w poszczególnych wątkach ani prostych linii podziałów. Obiektywizmu i realizmu serialowi dodaje to, że nakręcony jest w językach hebrajskim i arabskim (w napisach po polsku każdy z języków oznaczony jest inną czcionką).

4. „Babylon Berlin”

Niemiecki serial kryminalny, którego akcja rozgrywa się pod koniec lat 20., reklamowany jako najdroższy w historii niemieckiej telewizji. I rzeczywiście, widać, że środków nie szczędzono. To moim zdaniem największa siła tego serialu – widz czuje, jakby naprawdę przeniósł się do weimarskich Niemiec. Sama intryga kryminalna i narracja też są bardzo niemieckie, w stylu klasycznego, długiego, pełnego dygresji i starannego „bildungsroman”. Serial powstał na podstawie książki Volkera Kutschera. Innymi słowy, „Babylon Berllin” to coś więcej niż kryminał, to panorama niemieckiego społeczeństwa między wojnami. Czuć w niej klimat traumy po I wojnie światowej i narastające szaleństwo.

3. „Narcos”

O tym serialu powiedziano już wiele, wszak to jedna z najchętniej oglądanych produkcji premium na świecie. Nie jestem miłośnikiem filmów ani seriali o przestępczości zorganizowanej, ale opowieść o walce z Pablo Escobarem, a potem kartelem z Cali ma w sobie coś wybitnego. Mówi też coś o współczesnym świecie, w którym rządzi przede wszystkim pieniądz. Nie jest to, jak to bywa w różnych dziełach o mafii, jakaś apologia tego świata, wręcz przeciwnie. To prawdziwy moralitet o walce dobra ze złem, która trwa także w duszach ludzi.

2. „Fargo”

Serial Noaha Hawleya nawiązujący do pamiętnego filmu braci Cohen z lat 90. Bracia Cohen są tu zresztą producentami wykonawczymi. Prawdziwe arcydzieło serialowe, które chyba przerosło kinowy pierwowzór z 1996 r. Można godzinami rozmyślać, o czym jest ta historia. Tak jak w przypadku każdego wybitnego dzieła można ją rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Każdy z trzech sezonów jest na tak samo wysokim poziomie. Nie chcę Czytelnikom narzucać swoich interpretacji. Ostrzegam przed krwawymi scenami, ale każda czemuś służy i ma pokazać pewną prawdę o drapieżności... no, właśnie: rodzaju ludzkiego? Ameryki? A może ma pokazać, jak działa i do czego wiedzie ludzi zło osobowe grasujące po ośnieżonych pustkowiach na zgubę dusz i ciał ludzkich? Ale oprócz zła jest w tym serialu, tak jak w filmie „Fargo”, solidna porcja dobra i miłości. Zło jest do szpiku kości złe, natomiast dobro jest do szpiku kości dobre. I nie ma w tej ekranowej walce dobra ze złem żadnego kiczu, jest za to metafizyczny dreszcz.

1. „Młody papież” i „Nowy papież”

Paolo Sorrentino to jeden z najwybitniejszych współczesnych reżyserów. Prawdziwy wizjoner kina, bezpośredni spadkobierca Federico Felliniego. A także, jak się okazuje za sprawą „Młodego papieża”, prawdziwy wizjoner. Jeżeli ktoś uważa, że „Młody papież” (w tej roli Jude Law) i „Nowy papież” (w tej roli John Malkovich) są obrazoburcze, to chyba nigdy nie widział choćby „Rzymu” wspomnianego Felliniego czy nie czytał „Boskiej komedii” Dantego. Innymi słowy, sposób opowiadania o Kościele w „Młodym papieżu” nawiązuje bezpośrednio do tradycji kultury włoskiej, która jest historycznie i geograficznie najbliżej serca Kościoła. W tej tradycji można mówić o Kościele jednocześnie z miłością i czułością, bezlitośnie i bezceremonialnie wytykając wady. Sorrentino deklaruje się jako artysta daleki od Kościoła, ale po obejrzeniu „Młodego papieża” można mieć wątpliwości. Po prostu – duch tchnie, kędy chce.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts