Co z tobą, Florek?

  

„Jednakowa dla nas, piesku, dola psia/Więc trzymajmy chociaż sztamę, ty i ja!/Tobie patrzy melancholia z pyska/Mnie gardło ściska/Głupia łza.../Gdzie twój humorek?/Co z tobą, Florek?/Tak ci posmutniał wesoły pysk/Jak człowiek gania, pędzi tu i tam/A wieczorek chodzi sam/To humorek przez okienko prysł!”

Tak śpiewał Adolf Dymsza w filmie „Niedorajda” z 1937 r., zwracając się do swojego ekranowego partnera, sympatycznego wilczura, który starał się go pocieszyć na wszelkie do-stępne wiernym psom sposoby.

Dziadzia Adzia recepta na trudny czas

W sytuacji, gdy epidemia zmusiła mnie do zaszycia się w wiejskiej posiadłości w towarzystwie żony i psa, przypomniała mi się ta piosenka, skomponowana przez wielkiego Henryka Warsa w rytmie dziarskiego fokstrota ze zgrabnym i niegłupim bynajmniej tekstem starego kabaretowego wygi Jerzego Jurandota. I wspomniałem innego Adolfa – mojego ukochanego dziadzia Adzia, który przeżył I i II wojnę światową, po drodze wojnę z bolszewikami, przymusową pracę u bauera z powodu pechowego imienia i niemieckiego nazwiska, później wszystkie uroki komuny, a jednak nigdy humorku nie tracił. „Bo ja, panie, mam charakter niemartwiący – tłumaczył każdemu. – Ja bym się, panie, nawet tydzień martwił, gdyby to coś dało, ale to nic nie da!”. A gdy już naprawdę powinien był się zmartwić przeciwnościami losu, z dziecięcą ufnością powierzał swoje troski „matuchnie”, jak poufale zwał Matkę Boską, i budził się następnego ranka – z humorkiem, oczywiście!

I gdy się teraz zastanawiam nad różnymi klęskami, których tak często i długo doświadczał w historii nasz naród, to dochodzę do wniosku, że wbrew pozorom to nader rozsądne podejście do wydarzeń losowych, na które większego wpływu nie mamy. I wcale nie tożsame ze słynnym polskim: „Jakoś to będzie!”.

Tradycja walki humorem

Dlatego drażni mnie sztucznie napompowany powagą ton różnych programów telewizyjnych, zwłaszcza tych z założenia powstających z myślą o bawieniu widzów. Po co demolować w ten sposób uwielbiane przez widzów TVP Info „W tyle wizji”, oparte dotąd na zdrowym szyderstwie? Trzeba dać człowiekowi odetchnąć, choć raz na dobę, dzięki dobremu dowcipowi i błyskotliwości prowadzących. Przecież ten humor, nawet czarny czy wręcz wisielczy, pozwalał pokoleniom Polaków przeżyć o wiele cięższe czasy – najazdy, powstania, zesłania, okupacje. Ileż wspaniałych dowcipów zrodziło się podczas niemieckiej okupacji i Powstania Warszawskiego? Nasi rodacy śmiechem zabijali codzienną grozę bytowania, która bez tego byłaby nie do wytrzymania. Jak tu nie wspomnieć powstańczej scenki, gdy podczas bombardowania i ostrzału męczony czkawką obrońca barykady zwraca się do kolegi: „Te, Felek, przestrasz mnie!”?

A ponure lata okupacji sowieckiej, stalinizmu, prześladowania narodu przez ubeków, ileż przyniosły fantastycznych kawałów politycznych, którymi zgnębiony lud bronił się przed komunistyczną opresją tak skutecznie, że dzięki temu Polska zyskała miano „najweselszego baraku w obozie” – socjalistycznym lub koncentracyjnym, do wyboru? Z dzieciństwa pamiętam błyskotliwie podchwycony ton gomułkowskich tyrad w duchu „udręki i ekstazy” wyśmiany celnie tak: „W roku ubiegłym nasza gospodarka stanęła na skraju przepaści, ale dzięki wysiłkom partii w tym roku wykonaliśmy wielki krok naprzód!”.

Także dzisiejszy „lud pracujący miast i wsi” nie traci na razie ducha, a zbrojny w internet uderza w ową wymuszoną i sztuczną niekiedy powagę dowcipem reagującym natychmiast na każde nowe wydarzenie. Oto dowiadujemy się, że tegoroczny Dzień Wagarowicza miał być przez uczniaków obchodzony zupełnie odwrotnie niż dotąd: dzieciaki chciały uciekać z domów do szkoły! A inny internauta podsuwa Światowej Organizacji Zdrowia sposób przezwyciężenia kryzysu: skoro okazuje się, że wirus atakuje tylko mężczyzn i kobiety, to tylko oni powinni być poddawani kwarantannie, natomiast przedstawicieli wszystkich pozostałych kilkudziesięciu ponoć istniejących płci można spokojnie zatrudnić na trzy zmiany w fabrykach i kopalniach, by pobudzić gospodarkę zwalniającą obroty z powodu epidemii. Czyż to nie jest genialne rozwiązanie? W dodatku na pierwszy rzut (przymrużonego) oka jak najbardziej zgodne z ideologią gender i politpoprawnością!

Klasyka komediowa na poprawę nastroju

Istnieje potrzeba przywrócenia polskim telewidzom utraconego od dawna kontaktu z filmową klasyką i w kontekście przymusowego pobytu w domu całych rodzin aż się prosi o potężną dawkę klasyki komediowej dla podniesienia nastroju! Choćby fragmenty najlepszych dzieł takich mistrzów kina niemego, jak Charlie Chaplin i Buster Keaton, całe serie mistrzowskich wcieleń Fernandela jako księdza Don Camillo, wielkiego Louis de Funèsa jako żandarma z Saint-Tropez czy 14 wcieleń gangu Olsena, o którym wszyscy mówią, a prawie nikt go nie oglądał. Śmiech i dramat przeplatają się zresztą nierozerwalnie w prawdziwych arcydziełach kina, takich jak: „Grek Zorba”, „Siedmiu samurajów” czy „Amarcord”, i szczerze powiem, że nie znam lepszej odtrutki na troski codzienności. Wiedzieli o tym nawet ponurzy komunistyczni doktrynerzy, m.in. wspomniany „Gnom” Gomułka, z obrzydzeniem, ale zezwalający na inteligenckie ekscesy „Kabaretu Starszych Panów” i pokazywanie kina „imperialistów amerykańskich” na ekranach traktowanej jak swoisty wentyl państwowej telewizji, by dać znękanym ludziom odetchnąć, wyśmiać się i nabrać chęci do życia i pracy nawet w tak potwornym tworze, jakim była PRL.

Ba, owemu niezłomnemu polskiemu humorowi z rzadka pozwalano przejawiać się nawet w sferze szczególnej komuszej świętości – „wygranej” wspólnie ze Związkiem Sowieckim II wojnie światowej. Dzięki temu Stanisław Lenartowicz nakręcił genialną komedię „Giuseppe w Warszawie”, której zagubionym w meandrach polskiej „konspiry” pozytywnym (!) bohaterem jest żołnierz faszystowskiego sojusznika Hitlera!

Jeśli w mrocznej, okupowanej Warszawie przeżył jakoś biedny, stęskniony za ciepłym i słonecznym Neapolem Włoch, którego tragikomiczne perypetie budzą wesołość widzów do dziś, to czy mamy prawo się łamać – nie w wyniku prześladowań przez wrogą nam władzę jak w stanie wojennym, ale w konsekwencji restrykcji wprowadzonych w celu ochrony naszego życia i zdrowia? Z pewnością owo „samointernowanie” we własnych mieszkaniach jest uciążliwe, zwłaszcza dla osób obdarzonych liczną progeniturą, ale to wszak nie Apokalipsa, o czym przekonuje przypomniany w sieci rysunek Marka Raczkowskiego (z 2012 r.!), na którym telewizyjna reporterka zapytuje małżeńską parę: „Jakie mają państwo plany na koniec świata? – a oni odpowiadają: Raczej tradycyjnie, z rodziną, w domu przed telewizorem!”.

„To nic, że bryndza, to nic, że źle!”

Internet, który teraz chyba bije rekordy używalności, przynosi mnóstwo cennych porad, jak radzić sobie z nużącymi rygorami. Jakiś wyspiarz z typowym dla Anglików kostycznym humorem doradza spędzenie pierwszych dwóch tygodni na przeczytaniu opus magnum Hegla „Fenomenologia ducha”, dwa następne poświęcić na próbę zgłębienia sensu dzieła niemieckiego filozofa, a gdy podczas wypraw na zakupy zechcemy podzielić się swoimi refleksjami na ten temat z napotkanymi ludźmi, samoistnie wytworzy się wokół nas zdrowa pustka!

Czeski żartowniś internetowy przekonywał mnie z kolei, że według ichniego związku psychiatrów podczas kwarantanny normalne jest, że rozmawiamy ze zwierzętami domowymi czy meblami. Pomocy psychiatrycznej należy szukać dopiero, kiedy zaczną nam one odpowiadać. Kiedy jednak połaziliśmy samotnie z moim Busterem po opustoszałych polach, a potem przysiedliśmy pod naszą lipą, by posłuchać spierających się o zasiedlenie jej licznych dziupli ptaszków, których nasze epidemie nic nie obchodzą w kontekście palącej potrzeby założenia gniazdka, wcale mnie nie zdziwiło, gdy oblizawszy mi twarz jęzorem, mój czworonogi druh pocieszył mnie skutecznie ostatnią zwrotką piosenki z przedwojennej komedii, odśpiewując ją upojnym tenorkiem Pana Dodka:

„Gdzie twój humorek?/Co z Tobą, Florek?/To nic, że bryndza, to nic, że źle!/Jak człowiek smętny, kwaśny, w złym humorze/To mu przez to jeszcze gorzej/Florek, uśmiechnij się!”.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts