- Analiza wskazuje, że Polska radzi sobie relatywnie dobrze na tle kontynentu, szczególnie uwzględniając jej wcale niemałą populację. Niestety, po drugiej stronie są kraje, które już borykają się z ogromną liczbą chorych (Włochy, Hiszpania, Francja), jak też kraje z dużym ryzykiem nagłego wzrostu (Portugalia)

 - napisał Gromada.

Analityk przypomniał, że pierwszy potwierdzony w Polsce przypadek COVID-19 zarejestrowano 4 marca br.

- Pandemia dotarła do nas zdecydowanie później, co pozwoliło społeczeństwu polskiemu podjąć szybkie działania w celu ograniczenia tempa rozprzestrzeniania się choroby. Pomimo ciągłego wzrostu łącznej liczby chorych, Polska notuje jedne z najniższych dziennych przyrostów nowych zdiagnozowanych infekcji. Jest to pozytywny sygnał w tej niezmiernie trudnej sytuacji. Należy pamiętać, że to dopiero początek walki, a sytuacja jest bardzo dynamiczna

- czytamy.

Przypomniał, że 12 marca w Polsce na COVID-19 zmarła pierwsza osoba, a w tym samym dniu Minister Zdrowia wprowadził stan zagrożenia epidemiologicznego.

- Do dnia 12 marca w Polsce zanotowano łącznie około 50 zachorowań. Jeśli potraktować ten dzień, jako pierwszy dzień pandemii, to 25 marca jest jej czternastym dniem. W innych krajach Europy data pierwszych 50 przypadków przypada na inne dni

- zaznaczył.

Dodał, że na komentarz zasługuje również kwestia liczby do tej pory przeprowadzonych testów.

- Chciałbym zaznaczyć, że Polska ich wykonała całkiem dużo, jeśli porównać tę liczbę do jej odpowiedników w innych państwach. Tu należy zawsze weryfikować ten sam okres rozwoju epidemii - np. badając liczbę testów zrealizowanych przy podobnym poziomie liczby zdiagnozowanych. Na ten moment śmiertelność w Polsce wynosi około 1 proc., co jest wynikiem nieco lepszym niż średni

 - zauważył analityk.

- Testy są bardzo istotne, dlatego Polska realizuje ich coraz więcej. Znacznie ważniejsze są konkretne i zdecydowane działania, które my wszyscy wykonujemy i możemy wykonać. Efekty są widoczne! Jednak dużo pracy nadal przed nami

 - dodał Gromada.