Zielona Góra: 4-latek nie ma wirusa

zdjęcie ilustracyjne, / pixabay.com/RyanMcGuire

  

4-latek przyjęty w piątek na Oddział Chirurgii Dziecięcej Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze miał przeprowadzony kolejny test na obecność koronawirusa. Wynik jest ujemny; dziecko nie jest zakażone – poinformowała rzeczniczka wojewody lubuskiego Aleksandra Chmielińska-Ciepły.

W środę lokalne media poinformowały, że u 4-latka leczonego w zielonogórskim szpitalu wykryto koronawirsua, co skutkowało objęciem kwarantanną części personelu i zamknięciem Oddziału Chirurgii i Urologii Dziecięcej. Te doniesienia potwierdził Szpital Uniwersytecki.

Później pojawiła się informacja, że kwarantanną objęto także załogę śmigłowca LPR z Zielonej Góry, która transportowała dziecko z urazem głowy do lecznicy.

Jak powiedziała rzecznika Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Justyna Sochacka, negatywny wynik testu chłopca będzie oznaczał, że załoga z Zielonej Góry będzie mogła wrócić do pracy.

„Informacja o zakażeniu chłopca nie była do końca potwierdzona. Wykonano dwa testy – jeden okazał się pozytywny, a drugi negatywny. W związku z tym dla pewności wykonano jeszcze jeden test, który wykazał, że 4-latek nie jest zakażony wirusem SARS-Cov-2. W związku z tym nie ma potrzeby obejmowania kwarantanną osób mających z nim kontakt”

– powiedziała rzeczniczka wojewody.

Rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze Sylwia Malcher-Nowak powiedziała PAP, że „po tym jak we wtorek po południu do szpitala dotarł pozytywny wynik jednego z testów, podjęto wymagane procedurami działania".

"Brak zakażenia u chłopca to dla nas bardzo dobra wiadomość. Musieliśmy jednak podjąć wszelkie niezbędne środki ostrożności wynikające z obowiązujących procedur"

- zaznaczyła.

Dodała, że po niepotwierdzeniu zakażenia u chłopca przez kolejny test, personel mający z nim kontakt wróci niebawem do pracy, a kwarantanna zostanie odwołana. „Czekamy na decyzję sanepidu w tej sprawie” – powiedziała rzeczniczka szpitala.

W miniony piątek chłopca z raną szarpaną głowy przetransportował do szpitala w Zielonej Górze śmigłowiec pogotowia lotniczego. Z rodziną został przeprowadzony wywiad, z którego wynikało, że dziecko nie należy do grupy ryzyka. Zatajono informację, że matka 4-latka pracuje w Niemczech i miał on z nią kontakt. Wyszło to na jaw dopiero w poniedziałek, przy wypisywaniu dziecka do domu.

Wówczas zaszło podejrzenie, że chłopczyk może być zakażony koronawirusam. Wcześniej był na SOR-ze, przeszedł zabieg na bloku operacyjnym, a potem przebywał na Oddziale Chirurgii i Urologii Dziecięcej.



Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...


Holandia: Chiny sprzedały wadliwe maseczki

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com

  

Władze Holandii kupiły w Chinach 1,3 miliona maseczek chirurgicznych. Okazało się, że nie chronią przed wirusem.

Holandia zamówiła w Chinach miliony maseczek chirurgicznych dla personelu szpitali, z których pierwsza dostawa -1,3 miliona sztuk – dotarła do tego państwa 21 marca. Od razu rozpoczęto ich dystrybucję do szpitali i innych miejsc, gdzie mogą być potrzebne. 

Pojawił się jednak pewien istotny problem. Zgodnie z zamówieniem chińskie maseczki powinny spełniać normy ochrony FFP2. To środkowa z trzech europejskich norm, takie maseczki nie chronią do końca przed wirusem, ale zmniejszają szansę infekcji, a z racji niższej ceny stały się podstawowym wyposażeniem walczących z epidemią. Okazało się jednak, że te sprowadzone z Chin nie tylko przepuszczają więcej cząsteczek niż według normy powinny, ale także zostały źle uszyte, przez co nie przylegają ściśle do twarzy. Po otrzymaniu informacji o tym problemie ministerstwo przeprowadziło własne testy, które ją potwierdziły. 

Kiedy tylko dostarczono je do naszego szpitala od razu odrzuciliśmy te maseczki. Jeżeli te maseczki nie przylegają ściśle, cząsteczki wirusa mogą po prostu ją ominąć. Nie używamy ich, to niebezpieczne

 - powiedział holenderskim mediom anonimowo jeden z lekarzy. 

W związku z otrzymaniem informacji o tym, że chińskie maseczki nie spełniają norm bezpieczeństwa holenderskie Ministerstwo Zdrowia postanowiło wstrzymać dystrybucję tych maseczek. Szpitale zostały natomiast poproszone o to, aby oddać te już otrzymane. Łącznie chodzi o ok. 600 tysięcy sztuk. Ministerstwo obiecało również, że przyszłe dostawy z Chin będą bardzo dokładnie sprawdzane zanim trafią w ręce lekarzy i pielęgniarek.

To nie jest niestety jedyny podobny przypadek. Władze Hiszpanii niedawno wycofały z użycia szybkie testy pozwalające zdiagnozować infekcję koronawirusem w kilka minut. Okazało się bowiem, że mają dokładność na poziomie 30%, co czyni je całkowicie bezużytecznymi w diagnostyce. Rząd Chin twierdzi, że hiszpańska firma z której pośrednictwa korzystały władze kupiła je w firmie, która nie miała licencji na produkcję medyczną, sami Hiszpanie wskazują jednak, że według oficjalnej dokumentacji ich produkty spełniały normy unijne.

Bardzo podobna sytuacja miała miejsce wcześniej w Czechach, gdzie także wycofano chińskie testy z powodu małej dokładności. W piątek do grona oszukanych klientów dołączyła także Turcja – tamtejsze ministerstwo zdrowia ujawniło, że wysłane przez chińską firmę testy nie spełniają norm dokładności. Na szczęście była to partia próbna i teraz Ankara zamówi nowe testy w innej firmie.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Business Insider, Al-Jazeera
Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts