Dziś o godz. 14:00 rozpocznie się posiedzenie Sejmu, które będzie dotyczyło zmian regulaminu Sejmu. Posłowie będą pracowali w kilku salach.

Mimo stanu zagrożenia epidemicznego, który jest w Polsce, za tradycyjnym posiedzeniem Sejmu opowiedziała się Koalicja Obywatelska i Konfederacja.

W rozmowie z Niezalezna.pl Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że PSL-Koalicja Polska "szukało kompromisowego rozwiązania, dlatego współpracowało na prezydium Sejmu".

Pierwsze sygnały były takie, że wszyscy członkowie prezydium poprą pomysł zdalnego prowadzenia obrad przez internet, który też proponował wicemarszałek Sejmu, Piotr Zgorzelski. Wydawało się, że członkowie prezydium ze wszystkich partii, które są reprezentowane, się zgadzają - tak było w piątek. Mogliśmy dojść do konsensusu, podobnego, jak w europarlamencie, niestety się to nie udało. Jeśli nie ma konsensusu, to dzisiaj trzeba przegłosować zmiany w regulaminie Sejmu na sali posiedzeń, bo rozumiem, że w innym wypadku te decyzje mogłyby być kwestionowane. Chcąc być jak najbardziej rzetelnym w stanowieniu prawa, bez konsensusu trudno podejmować takie ryzyko i taki był wydźwięk kolejnego prezydium. Niestety, niedobrze się dzieje, jeśli ktoś tak często zmienia zdanie, bo wtedy trudno jest cokolwiek uzgodnić

- powiedział prezes PSL.

Władysław Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że "ludzie czekają na pomoc, trzeba jak najszybciej przyjąć ustawę antykryzysową, ja nad nią pracuję".

Dzisiaj już o godz. 2:40 dostałem ustawę, od razu rozpoczęliśmy nad nią pracę w nocy. Mnie to interesuje, a nie jakieś "hocki klocki" i polityczne gierki, w które niektórzy chcą się zabawiać

- dodał.

Dopytywany przez Niezalezna.pl czy wszyscy posłowie PSL-Koalicji Polskiej wezmą udział w dzisiejszym posiedzeniu Sejmu, odpowiedział, że "wszyscy posłowie PSL-Koalicji Polskiej na pewno nie wezmą udziału w tym posiedzeniu".

Dwie osoby są objęte kwarantanną, jest kilkoro posłów z grupy bardzo wysokiego ryzyka, po chorobach onkologicznych lub nawet w trakcie leczenia, z poważnymi schorzeniami. Każdy ma prawo zdecydować, ja nie mogę nikogo narazić na utratę zdrowia i życia

- wyjaśnił.