Koronakryzys - UE uruchomi specjalne rezerwy? Nie tak prędko...

/ Zdjęcie ilustracyjne / fot. pixabay.com

  

Niemcy, Holandia i kilka innych państw nie zgadzają się na szerokie wykorzystanie Europejskiego Mechanizmu Stabilności czy wypuszczenie tzw. koronaobligacji jako panaceum na kryzys wywołany przez koronawirusa - wynika z informacji przekazanych przez źródło unijne.

"Europejski Mechanizm Stabilności (ESM) to instrument ostatniego ratunku, który stworzyliśmy po ostatnim kryzysie. Mogą po niego sięgać kraje, które nie mają dostępu do rynków finansowych. Na razie nie ma takiego problemu - każdy kraj ma dostęp do rynków (żeby zwiększyć zadłużenie -red.)" - powiedział w czwartek dziennikarzom zastrzegający sobie anonimowość dyplomata jednego z północnych krajów UE.

Temat reakcji na kryzys był omawiany na wtorkowym posiedzeniu ministrów finansów państw strefy euro, ale nie było zgody co do wypuszczenia wspólnych papierów dłużnych nazywanych koronaobligacjami. W założeniu miałyby one pokrywać potrzeby pożyczkowe krajów zmuszonych wspierać gospodarki w obliczu rozpoczynającego się kryzysu. Eurogrupa zgodziła się jedynie na wykorzystanie specjalnej linii kredytowej (ECCL) w ramach ESM do walki z wpływem pandemii koronawirusa na gospodarkę UE.

Zdaniem Holandii, Niemiec i kilku innych krajów północnej Europy EMS, który jest funduszem ratunkowym strefy euro, nie powinien być uruchamiany już teraz, gdy nie wiadomo jeszcze, jak głęboki będzie kryzys.

- Musimy mieć w zanadrzu pełną moc reagowania i korzystać z dostępnych narzędzi w odpowiedniej kolejności. Mamy środki krajowe, potem to, co zaproponowała Komisja Europejska, pieniądze z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, a ostatnią deską ratunku jest ESM

- zaznaczył dyplomata.

Komisja Europejska zaproponowała inicjatywę inwestycyjną w odpowiedzi na koronawirusa (Corona Response Investment Initiative), za pomocą której ma być zmobilizowane 37 mld euro na wsparcie pilnych działań państw członkowskich. Dla porównania maksymalne zdolności pożyczkowe ESM wynoszą 500 mld euro.

Kwestia reagowania na kryzys wywołany przez koronawirusa ma być jednym z tematów czwartkowego wideoszczytu szefów państw i rządów UE, ale według źródeł nie będą oni wchodzili w techniczne aspekty, tylko zlecą dalsze prace eurogrupie. Ministrowie finansów państw eurolandu w poszerzonym składzie o kraje, które nie należą do obszaru wspólnej waluty mają się spotkać w przyszłym tygodniu.

Szef eurogrupy Mario Centeno w liście skierowanym w środę do przewodniczącego Rady Europejskiej Charles'a Michela zwrócił uwagę, że rozwój wydarzeń w gospodarce potwierdza, że koronawirus i restrykcje wprowadzone w reakcji na pandemię mają daleko idący wpływ na podaż i popyt.

W związku z tym - jak zaznaczył - eurogrupa zgodziła się na działania, które mają służyć pobudzaniu gospodarki. Łączna kwota środków fiskalnych na ten cel wzrosła dwukrotnie w ostatnich dnia, do blisko 2 proc. PKB strefy euro. Z kolei systemy wsparcia płynności dla firm i pracowników zostały zwiększone do ponad 13 proc. PKB eurolandu. Jeszcze kilka dni temu mowa była o wsparciu płynności kwotą odpowiadającą 10 proc. PKB.

W UE pojawiają się głosy, że w następnym wieloletnim budżecie unijnym na lata 2021-2027 powinien być silny instrument reagowania na kryzysy. Na razie nie ma jednak zmiany stanowiska tzw. oszczędnych krajów, które domagają się ograniczenia wspólnej kasy do 1 proc. PKB państw członkowskich. Jeśli takie myślenie zwyciężyłoby, oznaczałoby to konieczność przesunięć i - co niewykluczone - dalszych cięć w tradycyjnych politykach, ważnych dla Polski.



Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Stan klęski żywiołowej - a co z odszkodowaniami dla korporacji? Prof. Krysiak dla Niezalezna.pl

prof. Zbigniew Krysiak / telewizjarepublika.pl/screenshot

  

- Wprowadzenie stanu wyjątkowego w sytuacji nieuzasadnionej powodowałoby, że zagraniczne korporacje mogłyby - nie radząc sobie, czy też źle funkcjonując – dochodzić roszczeń od Skarbu Państwa. (...) Kreowałoby to sytuację, którą zwyczajowo określamy jako „okazję, która czyni złodzieja” - mówi w rozmowie z Niezalezna.pl prezes Instytut Myśli Schumana i wykładowca Szkoły Głównej Handlowej prof. Zbigniewa Krysiak.

Politycy opozycji postulują wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, co ich zdaniem mogłoby służyć zgodnemu z prawem „przesunięciu” terminy wyborów prezydenckich. Nie przemawia do nich fakt, że wiązałoby się to z konsekwencjami wynikającymi z ustawy z dnia 22 listopada 2002 r. o wyrównywaniu strat majątkowych z powodu ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela. 

[polecam:https://niezalezna.pl/321650-czarnek-o-wprowadzeniu-stanu-kleski-zywiolowej-beneficjentami-bylyby-wielkie-koncerny]

Ustawa ta mówi o konieczności wypłat z tytułu strat dla poszkodowanych w związku z wprowadzeniem jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, a wypłaty te dokonywane miałyby być ze Skarbu Państwa. 

O komentarz dotyczący możliwych skutków wprowadzenia w Polsce stanu klęski żywiołowej spytaliśmy prezesa Instytutu Myśli Schumana i wykładowcę Szkoły Głównej Handlowej prof. Zbigniewa Krysiaka.

- Wprowadzenie stanu wyjątkowego ma na celu doprowadzenie do „normalności” i jest właściwe w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z problemami tworzącymi zaburzenia funkcjonowania w społeczeństwie lub w gospodarce

- powiedział prof. Zbigniew Krysiak.

- Wówczas wprowadzenie stanu wyjątkowego jest mechanizmem, który ma przywrócić „normalność”. My obecnie nie mamy takiej sytuacji, która – mówiąc o gospodarce – odchodzi od „normalności”, ponieważ musiałyby jej towarzyszyć takie zjawiska, jak np. fala strajków, czy jakieś zamieszki. One są czynnikami, na które mamy wpływ i tworzymy mechanizmy, które mogą doprowadzić do przywrócenia kondycji gospodarczej

- dodał nasz rozmówca.

Jak ocenił, wprowadzając stan wyjątkowy, doprowadzilibyśmy do pogłębienia "nienormalności" funkcjonowania w gospodarce. 

- Zwykle w stanach wyjątkowych podmioty gospodarcze stają się w pewnym sensie bardziej „obezwładnione”, oczekują pewnych dyrektyw, zdają się bardziej na funkcjonowanie rządu, na regulacje oraz systemy zarządzania przez różne instytucje rządowe i samorządowe. Zatem w ten sposób uczynilibyśmy mniej sprawną i dysfunkcyjną gospodarkę

- podkreślił ekspert, dodając, że „w myśleniu opozycji o wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej brakuje elementarnej logiki”.

- Zredukowanie kreatywności i elastyczności przedsiębiorstw, w sytuacji takiej etiologii, takiej przyczyny dysfunkcji gospodarki z powodu koronawirusa, wymaga tym bardziej elastycznych mechanizmów, czyli utrzymania zdolności przedsiębiorstw do kreatywności

- mówił prof. Zbigniew Krysiak, a jako przykład wspomnianej kreatywności przedstawił restauracje i punkty gastronomiczne. - Obecnie są np. takie, których obroty zwiększyły się trzykrotnie, bo potrafią serwować swoje potrawy, dowożąc je bezpośrednio do klientów itd. – zauważył.

Zdaniem naszego rozmówcy, spełnienie postulatu opozycji „wprowadzałoby silną dysfunkcję i paraliż autonomicznej zdolności funkcjonowania przedsiębiorstw”. Ekspert wskazał także na możliwe konsekwencje finansowe dla Skarbu Państwa.

- Wprowadzenie stanu wyjątkowego w sytuacji nieuzasadnionej, którą wcześniej opisałem, powodowałoby, że różne podmioty, np. zagraniczne korporacje, mogłyby - nie radząc sobie, czy też źle funkcjonując – dochodzić roszczeń od Skarbu Państwa. Jako przyczynę złej kondycji, mogłyby wskazywać właśnie regulacje związane z obostrzeniami stanu klęski żywiołowej. Wtedy miałyby podstawę do roszczeń

- ocenił.

- Zarzuty ze strony korporacji są możliwe, ponieważ niestety są takie firmy które nie liczą się trudnościami, z kryzysem, ale rządzi nimi jedynie chciwość. Mieliśmy z taką sytuacją do czynienia podczas innego kryzysu, 12 lat temu w Stanach Zjednoczonych. Firma AIG [American International Group - red.], która przez lata dobrze funkcjonowała - a tuż przed wspomnianym kryzysem i w jego trakcie wszelkie parametry i wskaźniki jej dotyczące były znakomite – raptem w czasie kryzysu wykorzystała taką sytuację, w której może sięgnąć po pieniądze rządowe i uzyskać dodatkowe profity. Zatem wprowadzanie mechanizmów stanu wyjątkowego przez państwo kreowałoby sytuację, którą zwyczajowo określamy    jako „okazję która czyni złodzieja”.

- powiedział prof. Krysiak.

- Roszczenia tych firm nie dotyczyłyby z pewnością zarzutów dotyczących utraty zysków, z powodu zmiany warunków rynkowych – to trzeba podkreślić - ale korporacje te wykorzystywałyby argument, że właśnie wprowadzenie np. stanu klęski żywiołowej pogorszyło niejako sytuację rynkową. Mimo, że w ogólności ten stan rynku pogorszył się w wyniku epidemii koronawirusa – to jest oczywiste i to widzimy – to pojawiłby się zapewne dodatkowy zarzut, że nie rynkowe mechanizmy doprowadziły do ich gorszej sytuacji, ale nieuzasadnione wprowadzenie stanu wyjątkowego

- wskazał ekspert.

Zdaniem prof. Krysiaka, dodatkowym argumentem dla firm, które dochodziłyby swoich roszczeń, mógłby być fakt, że w czasie stanu wyjątkowego dysponowanie ich aktywami mogłoby być w dyspozycji władz samorządowych czy rządowych. – Mogłyby się pojawić także argumenty, że aktywa te straciły swoją wartość, np. nastąpiła utrata wartości rynkowej fabryki, czy nieruchomości itd. – mówił prof. Krysiak.

- Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, oprócz tego, że nie ma obecnie żadnego uzasadnienia, prowadziłoby do takich właśnie konsekwencji

- podsumował nasz rozmówca.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts