Jak podało Ministerstwo Zdrowia, mężczyzna jest ósmą zmarłą w Polsce osobą, która była zakażona koronawirusem. Szczegóły związane z pacjentem podali podczas briefingu prasowego przedstawiciele tyskiego szpitala, przekształconego obecnie w placówkę wyłączne zakaźną.

- Stan tego chorego był trudny od samego początku. Wiemy doskonale, że przy obciążeniu wiekiem i chorobą układu krążenia wszelkie przebiegi chorób infekcyjnych zagrażają życiu

 – wyjaśniła dr Beata Puzanowska, kierująca oddziałem obserwacyjno-zakaźnym tyskiego szpitala.

Przedstawiciele placówki potwierdzili wcześniejsze informacje, że mężczyzna miał kontakt z osobami, które przyjechały z Holandii. Rozwój infekcji, która objawiła się dusznościami i gorączką, trwał około 10 dni – według lekarzy, najczęściej jest to 6-7 dni, ale choroba może też wylęgać się nawet trzy tygodnie. Pacjent miał też cechy zapalenia płuc, potwierdzone radiologicznie.

- Chory nie wymagał respiratora, był na własnym oddechu. Otrzymywał leki. Po kilku godzinach jego stan się pogorszył i pacjent zmarł

– relacjonował dyrektor ds. medycznych tyskiego szpitala Jarosław Madowicz. Lekarze i dyrekcja placówki złożyli kondolencje rodzinie zmarłego mężczyzny.

Jak podała dr Beata Puzanowska, żona zmarłego pacjenta przebywa w domu, natomiast inne osoby z jego rodziny zostały skierowane do tyskiej placówki w celu oceny stanu ich zdrowia i podjęcia dalszych działań.

- Stan tych osób nie jest zagrażający życiu

 – podkreśliła szefowa oddziału obserwacyjno-zakaźnego.

Łącznie w szpitalu w Tychach przebywa obecnie 30 pacjentów – u 9 z nich potwierdzono zakażenie koronawirusem, pozostali czekają na wyniki testów. Dwie osoby, w stanie stabilnym, są na oddziale intensywnej terapii.

- Ich stan jest stabilny, liczymy na to, że się będzie poprawiał

 – powiedziała dr Puzanowska, potwierdzając, iż pacjenci ci otrzymują m.in. leki przeciwmalaryczne oraz retrowirusowe, stosowane przy zakażeniach wirusem HIV.

Szpital w Tychach – jak poinformował dyr. Madowicz – może przyjąć około 200 pacjentów z koronawirusem. Obecnie ma 12 miejsc respiratorowych, ale zamierza zwiększyć ich ilość do 20, a maksymalnie – przy wsparciu służb wojewody śląskiego - nawet do 36. Placówka otrzymała środki ochrony osobistej, m.in. po tysiąc maseczek i kombinezonów oraz jednorazowe rękawiczki.

- Na razie nam to wystarcza

 – powiedział dyrektor.

Obecnie tyski szpital podzielony jest na dwie części – na oddziale obserwacyjno-zakaźnym oraz na przekształconym specjalnie w tym celu oddziale geriatrycznym pacjenci z podejrzeniem koronawirusa są obserwowani i w izolatkach czekają na wyniki testów. Pacjenci z potwierdzonym zakażeniem koronawirusem są natomiast leczeni w głównym budynku szpitala, w większych salach.

Sale szpitala, w których przebywali pacjenci z koronawirusem, są dezynfekowane m.in. poprzez tzw. zamgławianie, które eliminuje nawet drobne aerozole, mogące zostawać na szpitalnych sprzętach. Jak mówiła dr Puzanowska, na materii martwej wirus może utrzymywać się do kilku godzin.

Przedstawiciele tyskiego szpitala przyznają, że ma on kłopoty z kadrą lekarską. Na oddziale obserwacyjno-zakaźnym, gdzie normalnie pracuje 3 lekarzy specjalistów i 2 rezydentów, pracuje obecnie jedynie dwóch specjalistów – pozostali są na zwolnieniach lekarskich. Dr Puzanowska wyraziła opinię, że w obecnej sytuacji lekarze powinni pracować tylko w jednym miejscu pracy, tym samym redukując także ryzyko zakażenia.

W woj. śląskim potwierdzono dotychczas zakażenie koronawirusem u 74 osób. Blisko 100 osób w całym regionie, u których stwierdzono lub podejrzewa się zakażenie koronawirusem przebywa w szpitalach, w kwarantannie pozostaje ok. 2,5 tys. osób, a pod nadzorem powiatowych sanepidów – ponad 7,3 tys.

Jak podało dziś po południu Ministerstwo Zdrowia, łączna liczba zakażonych w całym kraju to 684 osoby.

Nowy koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Objawia się ona najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Podejrzewa się, że do zarażenia koronawirusem, który może wywoływać groźne dla życia zapalenie płuc, doszło w Chinach pod koniec 2019 r.