Stojący na czele resortu bezpieczeństwa krajowego USA Chad Wolf uznał sytuację na amerykańskich lotniskach "za niedopuszczalną". Jak zaznaczył, po interwencji władz w większości portów lotniczych udało się zmniejszyć czas oczekiwania na testy do mniej niż 30 minut, ale problem nie został rozwiązany na chicagowskim lotnisku O'Hare International Airport. Zapowiedział, że jego resort dołoży starań, by problem z badaniami na lotniskach został rozwiązany z korzyścią dla pasażerów.

Światowa Organizacja Zdrowia uznała Europę za centrum pandemii i wielu przebywających tam Amerykanów postanowiło w pośpiechu wracać zza Oceanu do domu. Nie obejmują ich wszystkie zarządzone przez prezydenta Donalda Trumpa restrykcje w podróżowaniu, ale niezależnie od rutynowej kontroli służb migracyjnych muszą poddawać się badaniom na obecność koronawirusa, w tym - pomiarowi gorączki.

Zdarza się, że zanim pasażerowie opuszczą jedno z trzynastu wyznaczonych do ich przyjmowania lotnisk mija według różnych źródeł od czterech do ośmiu godzin. Tym, którzy przeszli przez czasochłonną procedurę nakazuje się poddanie dwutygodniowej kwarantannie.

W piątek Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego zapowiadał, że powracający do kraju obywatele amerykańscy i stali rezydenci staną w obliczu "wzmocnionej kontroli, będą pytani o historię medyczną, aktualny stan zdrowia i dane kontaktowe".

Lokalne władze obwiniają za zwłokę Waszyngton. Gubernator Illinois J.B. Pritzker wskazał, że nowe przepisy federalne stwarzają na O'Hare w Chicago sytuację nie do zaakceptowania. Tłum w nocy z soboty na niedzielę był tak duży, że personel lotniska rozdawał oczekującym wodę i żywność.

"Obecnie pracujemy nad możliwością usprawnienia kontroli i współpracujemy z liniami lotniczymi w celu przyspieszenia tego procesu. (…) Rozumiem, że jest to bardzo stresujące. W tych niespotykanych czasach prosimy o cierpliwość"

– napisał na Twitterze p.o. sekretarza bezpieczeństwa wewnętrznego Chad Wolf. Uzasadniał podjęte środki koniecznością ochrony społeczeństwa przed wirusem.

W niedzielę wieczór liczba potwierdzony przypadków SARS-Cov-2 w USA przekroczyła 3000. Z powodu Covid-19 zmarło łącznie 65 osób, o siedem więcej w stosunku do danych z soboty, gdy zarejestrowano 58 zgonów. Wirus rozprzestrzenił się na 49 z 50 amerykańskich stanów.

Przedstawiciele służby zdrowia ostrzegają przed dużymi zgromadzeniami i zalecają zachowywanie odpowiedniego dystansu od innych osób, by powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. Nasilają się obawy, że stłoczeni pasażerowie na lotniskach jeszcze bardziej zwiększają ryzyko propagacji wirusa. Niektórzy z nich sfrustrowani dzielą się swym niepokojem w portalach społecznościowych, lub wywiadach telewizyjnych. Narzekają m.in. na brak środków dezynfekcyjnych w toaletach na lotniskach i niedostatek informacji.

"Czekam w bardzo długiej kolejce z tysiącami ludzi, na odprawę na JFK. (…) Nie jestem pewien, kto naprawdę traktuje sprawy poważnie"

– napisał na Twitterze Jake Vinson, który utknął na nowojorskim lotnisku Johna Fitzgeralda Kennedy'ego.

Według CNN powołującej się na swoje źródła najmniej trzech pasażerów, którzy przeszli badania ma JFK zostało wysłanych do szpitala.

Z kolei pasażerka Ann Lewis Schmidt, która wracała z Islandii, nie kryła oburzenia, że ktoś z gorączką, musi stać w kolejce przez cztery godziny. "Jeśli wcześniej nie mieliśmy wirusa, to mamy wszelkie szanse na złapanie go teraz!" – wyznała w rozmowie z CNN.

Kierownictwo American Airlines poinformowało w sobotę, że zawiesi prawie wszystkie międzynarodowe loty na długich dystansach, poczynając od poniedziałku. Usprawiedliwiało to zmniejszeniem popytu w obliczu pandemii koronawirusa i wiążącymi się z tym ograniczeniami.

Linie lotnicze AA poinformowały, że zawieszenie lotów potrwa co najmniej do 6 maja. Będzie oznaczać 75-proc. spadek przepustowości w komunikacji międzynarodowej w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.