"Niektórzy mówią mi, żebym nie podsycał sytuacji, bo to ponoć sieje panikę. Ale przypomnę, że nie jesteśmy w totalitarnym państwie, żeby przemilczać prawdę. Podczas tragedii w Czarnobylu sowieckie władze mówiły nam, że wszystko jest w porządku. Nie będę milczeć, bo życie i zdrowie Ukraińców jest dla mnie priorytetem"

- podkreślił minister w opublikowanej na stronie ministerstwa odezwie.

Jemec, który jest lekarzem, dodał: "z całą odpowiedzialnością informuję: dziś ryzyko, które niesie ze sobą koronawirus, jest wielkie jak nigdy".

"Nie mamy prawa, by czekać na masowe zakażenie Ukraińców. Powinniśmy działać natychmiast, z wyprzedzeniem. Rygorystycznie i bez wyjątków"

- podkreślił. Każda godzina może kosztować setki, a nawet tysiące ludzkich istnień - ostrzegł.

Minister wyraził przekonanie, że w kraju należy zamknąć zakłady zbiorowego żywienia, centra handlowe, należy zmienić grafik funkcjonowania transportu publicznego, ograniczyć przemieszczanie się wewnątrz kraju.

Według niego w kraju powinny działać jedynie sklepy spożywcze i apteki. Takie rozwiązanie ma być wprowadzone w poniedziałek we Lwowie - poinformował o tym w niedzielę wieczorem mer tego miasta Andrij Sadowy. Wyjaśnił, że zamknięte będą wszystkie sklepy, oprócz sklepów spożywczych, aptek i stacji paliw.

Minister ochrony zdrowia zaznaczył też, że szpitale powinny być przekształcone w szpitale zakaźne, a planowane operacje przełożone na późniejszy termin.

Jemec opowiada się również za wprowadzeniem zakazu zgromadzeń publicznych, na których obecnych jest więcej niż 10 osób.

"Niedopuszczenie do strasznej tragedii na terytorium Ukrainy jeszcze jest możliwe"

- zapewnił szef resortu.

Na Ukrainie potwierdzono trzy przypadki zakażenia koronawirusem. Jedna z zakażonych osób zmarła.