Bergamo stoi w miejscu. Na ulicach żadnego ruchu, ulice są puste - zgodnie z życzeniem burmistrza Giorgio Gori. Niewielu przechodniów, których udaje się spotkać, ma maski z filtrem. Jedno z centrów handlowych - Oriocenter - wydaje się puste. Wiele sklepów zostało zamkniętych. 

- To wojna, którą należy wygrać

- mówi jeden z przedsiębiorców. Kiedy takie słowa padają z ust człowieka biznesu, oznacza to, że strach przeniknął wszystko. 

Nie ma co się dziwić, bowiem sytuacja we Włoszech jest dramatyczna. Kostnica miejskiego cmentarza nie jest w stanie pomieścić wszystkich ciał. Aby pomieścić trumny, otwarto także Świątynię Wszystkich Świętych, nowoczesny kościół na cmentarzu. Zajmowany jest teraz średnio przez 40 trumien dziennie. Średnia, jeżeli chodzi o liczbę zgonów w Bergamo, wzrosła cztero lub nawet pięciokrotnie. Jeden z proboszczów postanowił nawet, że marsz pogrzebowy grany będzie przez dzwony raz dziennie, bo w przeciwnym razie - musiano by go odgrywać niemal przez cały dzień.

Z 827 do 1016 wzrosła we Włoszech w ciągu doby liczba zmarłych zakażonych koronawirusem. W całym kraju choruje obecnie ponad 12 tysięcy osób. Od początku kryzysu epidemiologicznego zanotowano we Włoszech około 15 tys. przypadków koronawirusa.

Szef Obrony Cywilnej, rządowy komisarz do spraw kryzysu Angelo Borrelli poinformował, że liczba zakażonych wzrosła od wczoraj o ponad 2200. Borrelli wyjaśnił, że 98 procent osób zmarłych to osoby powyżej 68. roku życia, a dwie trzecie miało inne dodatkowe schorzenia.

Spośród wszystkich 12839 chorych obecnie około 5 tysięcy osób przebywa w domowej izolacji, 6650 w szpitalach, w tym 1600 jest na oddziałach intensywnej terapii.  Łączna liczba wyleczonych wynosi 1258.

Jak ogłoszono, przed włoskimi szpitalami ustawiono ponad 500 namiotów do wstępnej diagnozy.

Rządowy komisarz zaapelował do Włochów o oddawanie krwi.

Nowy koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Objawia się ona najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Podejrzewa się, że do zarażenia koronawirusem, który może wywoływać groźne dla życia zapalenie płuc, doszło w Chinach pod koniec 2019 r. na targu w Wuhan, stolicy prowincji Hubei