Inflacja, czyli czym dzisiaj straszyć dzieci

  

Inflacja stała się ważnym tematem kampanii wyborczej w 2020 r. Opozycja obciąża winą za rosnące ceny rząd PiS. Ale kampania polityczna to jedno, a prawda ekonomiczna drugie.

GUS podał, że w styczniu 2020 r. inflacja wyniosła 4,4 proc. Wiadomość tę od razu zaczęła wykorzystywać opozycja, oskarżając rząd PiS o spowodowanie swoją polityką wzrostu cen. Temat inflacji coraz częściej poruszano w opozycyjnych mediach. Chwytanie się kwestii inflacji jednak wcale nie musi być takim skutecznym manewrem, jakim się opozycji wydaje. Wszystko i tak zawsze sprowadzi się do odczuwalnej jakości życia obywateli. A na nią wpływa nie tylko inflacja, lecz także poziom bezrobocia, szybkość wzrostu wynagrodzeń czy dostępność dóbr i usług. W końcu ludzie nie tylko robią codziennie zakupy, ale i muszą mieć na nie pieniądze.

Przyganiała opozycja PiS, a sama…

Temat wzrostu cen nie jest dla opozycji wcale tak komfortowy, jakby się mogło wydawać. Zwłaszcza Platforma i ludowcy mają dużo za uszami. Najwyższą inflację roczną w XXI w. zanotowaliśmy w 2011 r. – 4,3 proc. i w 2008 r. – 4,2 proc. A jak wiadomo, w tych latach Polską rządził Donald Tusk. Najwyższą roczną inflację za rządów PiS zanotowaliśmy w 2019 r. i wyniosła ona 2,3 proc. Za rządów PO-PSL ceny wzrosły o prawie 20 proc. Dla porównania, w czasie rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego, ceny wzrosły o 6,6 proc. W czasie dwukrotnie dłuższych rządów obecnej opozycji ceny wzrosły prawie trzy razy bardziej niż za rządów Zjednoczonej Prawicy.

Ale jeśli spojrzymy na siłę nabywczą Polaków, to rządy PO-PSL przedstawiają się jeszcze gorzej. Wzrost cen jest oczywiście dla wszystkich czymś mało komfortowym, jeśli jednak towarzyszy im wzrost przeciętnych wynagrodzeń, to inflacja jest mniej odczuwalna dla przeciętnego Polaka. A w kwestii wzrostu wynagrodzeń to rząd PiS ma się czym pochwalić. W latach 2015–2019 przeciętna płaca w Polsce wzrosła o 33 proc. Nawet jeśli uwzględnimy inflację, to relatywny, przeciętny zarobek Polaka wzrósł w czasie rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego o jedną czwartą. To więcej niż w czasie dwa razy dłuższych rządów Platformy i ludowców, przeciętny zarobek (po uwzględnieniu inflacji) Polaków wzrósł o 20 proc.
Podwyżki płac w latach 2015–2019 odczuli również najmniej zarabiający pracownicy. Płaca minimalna została zwiększona z poziomu 1750 zł miesięcznie w 2015 r. do poziomu 2600 zł miesięcznie w 2020 r. To wzrost o prawie 50 proc. Ale pensja to nie wszystko. Wielu Polaków mogło zauważyć w ostatnich latach dodatkowe środki w swoich portfelach dzięki transferom budżetowym, takim jak program 500+. A wszystko to zostało osiągnięte w warunkach coraz bardziej zrównoważonego budżetu i spadającego zadłużenia Polski. Wchodzenie w obszar dyskusji o sile nabywczej Polaków jest wyjątkowo niekorzystne dla opozycji, gdyż na rządach PO-PSL zyskały przede wszystkim mafie VAT-owskie, a nie przeciętni Polacy czy budżet państwa.

Biedni powodują wzrosty cen?

Kwestia inflacji służy też opozycji do atakowania najważniejszego elementu polityki gospodarczo-społecznej, czyli polityki wzrostu transferów budżetowych do portfeli przeciętnych Polaków. Zgodnie z narracją, w której celuje przede wszystkim skrajnie liberalna Konfederacja, inflacja rośnie, bo ludzie dostali 500+ i więcej kupują. Narracja ta opiera się na bardzo prymitywnym rozumieniu ekonomii. W opowieściach liberalnych polityków producenci zwiększają ceny, bo rośnie popyt na produkowane przez nich dobra. Liberałowie zapominają jednak w swojej narracji o drugim ważnym czynniku wpływającym na ceny, czyli podaży.

Na wzrost cen wpływa razem kilka czynników po stronie producentów. Po pierwsze, jest to pogoda. Za rosnące ceny chleba czy warzyw odpowiada panująca kilka ostatnich sezonów susza w rolnictwie. W ciągu ostatnich lat spada produkcja w wielu sektorach polskiego rolnictwa, co przekłada się na ceny w sklepach. Drugim czynnikiem wpływającym na ceny jest spadające bezrobocie. Przedsiębiorcom brakuje rąk do pracy. W takiej sytuacji właściciel firmy może zrobić dwie rzeczy – zwiększyć płace, aby zachęcić pracowników do podjęcia pracy, albo zmniejszyć produkcję. Oba rozwiązania powodują finalnie wzrost cen produkowanych przez przedsiębiorcę produktów. Wreszcie wzrost cen w sklepach wywołany jest wzrostem cen energii. Ten jest jednak wynikiem polityki klimatycznej UE, która zwalcza główny surowiec energetyczny Polski, czyli węgiel.  

Narracja liberalnych polityków nie jest do końca uczciwa nie tylko ze względów ekonomicznych, lecz także czysto ludzkich. Dzięki transferom z budżetu wielu Polaków mogło sobie pozwolić na dobra i usługi, które wcześniej nie były dla nich dostępne. Wakacje nad polskim morzem, dodatkowe zajęcia dla dzieci czy samochód do pracy to dobra, które dla wielu rodzin byłyby niedostępne, gdyby nie 500+. Liberałowie spod znaku Konfederacji widzą jednak tylko inflację. Hołdują oni tym samym powstałej w latach 80. ideologii neoliberalnej, która za najważniejszy cel polityki gospodarczej uznawała walkę z inflacją, nawet kosztem wzrostu gospodarczego i bezrobocia. Świat jednak coraz bardziej odchodzi od tej ideologii. Zauważono, że neoliberalizm służy przede wszystkim elitom finansowym i powoduje powstawanie dużych nierówności w społeczeństwach Zachodu.

Powrót do przeszłości czy droga do przyszłości?

Inflacja jest zjawiskiem, którego wciąż wielu Polaków bardzo się obawia. Wielu z nas pamięta jeszcze początek lat 90., kiedy chleb był w stanie z dnia na dzień zdrożeć niemal dwukrotnie. Politycy opozycji wydają się wykorzystywać złe wspomnienia z początku transformacji w swoich kampaniach politycznych. Jednak sytuacja z tamtych czasów nie da się porównać z dzisiejszą sytuacją. Hiperinflacja sprzed 30 lat wynikała przede wszystkim z załamania się komunistycznego systemu gospodarczego. W PRL ceny na produkty konsumpcyjne były ustalane urzędowo. Kiedy w końcu system gospodarki centralnie planowanej upadł, wyszła na jaw fikcja cen socjalistycznych. Dla wielu był to szok.

Kolejnym rządom III RP udało się w końcu zdusić inflację. Jednak ich polityka miała też negatywne efekty w postaci wysokiego bezrobocia i rosnących obszarów strukturalnej biedy. Rządy Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego były tak naprawdę pierwszymi, które zerwały z dziedzictwem lat 90. Polityka transferów budżetowych okazała się służyć nie tylko zmniejszaniu poziomu biedy w Polsce, lecz także nakręcaniu koniunktury. Polacy, którzy dostali pieniądze do ręki, ruszyli na zakupy. Przedsiębiorcy musieli odpowiedzieć na ten boom konsumpcyjny, m.in. zwiększając zatrudnienie. Tam, gdzie producenci nie byli w stanie produkować tyle, ile chcieli kupić Polacy, pojawiły się wzrosty cen.

Polityka PiS wpisuje się w ogólnoświatowy trend odchodzenia od polityki gospodarczej charakterystycznej dla lat 90. Rządy wielu krajów świata starają się nakręcać koniunkturę większymi wydatkami budżetowymi. Nasz rząd robi to chyba jednak bardziej skutecznie, trzymając w ryzach deficyt budżetowy, zadłużenie państwa. Jeśli weźmie się pod uwagę inne elementy polityki gospodarczej rządów Beaty Szydło czy Mateusza Morawieckiego, jak repolonizacja banków, aktywne wspomaganie rodzimych przedsiębiorstw przez państwo czy walka z unikaniem płacenia podatków, to Polska staje się wręcz pionierem nowoczesnej polityki gospodarczej. Liberalna opozycja spod znaku Platformy Obywatelskiej czy Konfederacji w swojej narracji wyborczej wydaje się na tym tle znajdować głęboko w przeszłości.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts