Opłaty za emisję dwutlenku węgla są praktycznie rzecz biorcą traktowane jak dodatkowy podatek. Haracz ten ma być przeznaczany na rozwój niekonkurencyjnych, odnawialnych źródeł energii – z Piotrm Naimskim, posłem PiS-u, b. ministrem gospodarki rozmawia Olga Doleśniak-Harczuk.

Panie Ministrze, kilka dni temu Komisja Europejska zgłosiła projekt by podwyższyć ceny za uprawnienia do emisji CO 2. Co ten pomysł oznacza w szerszej perspektywie, zwłaszcza dla Polski?

Na szczęście to jest na razie tylko propozycja pani komisarz ds. klimatu, Connie Hedegaard. Jeżeli jednak pomysł ten miałby się przerodzić w nową, europejską legislację czyli zmianę dyrektywy ETS ( dyrektywa dotycząca wspólnotowego systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych – red.)  to z polskiego punktu widzenia będzie to bardzo złe rozwiązanie. Fakt dodatkowo dramatyzujący sytuację narzucenia Polsce ustaleń tzw. pakietu klimatyczno-energetycznego. Pani komisarz Hedegaard jest równocześnie urzędnikiem unijnym i lobbystką opowiadającą się za projektami związanymi z odnawialnymi źródłami energii. W tym sensie opłaty za emisję CO2są  praktycznie rzecz biorcą traktowane  jak dodatkowy podatek. Haracz ten ma być przeznaczany na rozwój niekonkurencyjnych, odnawialnych źródeł energii.

KE nie ukrywa, że ta decyzja jest dyktowana rachunkiem finansowych.  Na skutek kryzysu upadło wiele firm, które dotąd korzystały z płatnych praw do emisji CO2.  Chętnych do zakupu jest coraz mniej, powstała luka, którą KE zamierza wypełnić podnosząc ceny. Jak Pan skomentuje tę argumentację?

To jest inżynieria gospodarcza, bezpośrednia ingerencja administracji w życie gospodarcze państw. Ciekawi mnie jak do tej decyzji odnoszą ci, którzy są zwolennikami wolnego rynku a w szczególności wspólnego wolnego rynku europejskiego.  Mamy do czynienia z nadmierną regulacją. Kiedy wprowadzano system opłat za emisje CO2 wiązano z tym ogromne nadzieje, również fiskalne na zebranie odpowiedniej ilości pieniędzy i przeznaczenie ich na inne kierunki rozwoju gospodarki. Teraz okazuje się, że poczyniono już plany związane z tymi wygórowanymi oczekiwaniami a Komisarz Hedegaard próbuje  administracyjnie przeciwdziałać upadkowi tych planów.

Jeżeli firmy upadają pod ciężarem kryzysu a KE zastanawia się tylko nad tym jak by jeszcze obciążyć te, które przetrwały to czy przypadkiem nie mamy do czynienia z przejawem autodestrukcji UE?

Pomysł unijnej komisarz jest przede wszystkim  próbą ręcznego sterowania gospodarką co generalnie bardzo źle rokuje, zwłaszcza, że  za sterami znajduje się niewydolna administracja brukselska. To jest działanie doraźne spowodowane jak już wspomniałem zagrożeniem dla finansowania planów, które miały być realizowane w oparciu o wpływy z emisji CO2.

W jaki sposób podniesienie cen za emisję CO2 wpłynęłoby na polską gospodarkę?

To proste. Po długich oczekiwaniach, w połowie lipca b.r.  zatwierdzono wniesiony przez Polskę do KE wniosek derogacyjny czyli – przyznano pewną pulę darmowych emisji  CO2 dla polskiego przemysłu. Teraz się okazuje, że tych darmowych emisji być może nie będzie. Dla polskiej gospodarki oznacza to tylko jedno: dodatkowy haracz.