Wczoraj kolejny dzień trwały zamieszki na granicy grecko-tureckiej, gdzie tysiące migrantów próbowały przez cały dzień przekroczyć zewnętrzną granicę Unii Europejskiej, po otwarciu granic przez Turcję. Prezydent tego kraju Recep Tayyip Erdogan zagroził, że wyśle pod granicę z Europą jeszcze "miliony". 

Jeszcze przed obecnym kryzysem Grecja walczyła z napływem dziesiątek tysięcy migrantów przybywających z Turcji. Większość chce się dostać do zamożniejszych krajów UE, takich jak Niemcy, jednak muszą pozostać na greckich wyspach, dopóki ich wnioski o azyl nie zostaną rozpatrzone. Obozy dla migrantów są wielokrotnie mniejsze niż zapotrzebowanie - ponad 20 tys. osób przebywa na samej Lesbos, liczącej ok. 85 tys. mieszkańców - a warunki życia są tam katastrofalne - zaznacza agencja AP. 

Na ten temat Michał Rachoń rozmawiał z eurodeputowanym Prawa i Sprawiedliwości, Dominikiem Tarczyńskim, pytając go m.in. o podejście Parlamentu Europejskiego do wydarzeń na granicy grecko-tureckiej.

Unia Europejska mówi to, co mówiła kilka lat temu. Oczywiście zmieniła ton, ponieważ system kwotowy upadł całkowicie. Musieli wycofać się z tych absurdalnych pomysłów. Przy czym, są teraz rzeczywiście w problemie, który sami wygenerowali. Erdogan na początku mówił, że chce 2 miliardy euro, później że 4, teraz 6. Po prostu szantażował Unię Europejską, która w końcu powiedziała "nie". No to - proszę bardzo - wypuszczamy ludzi. Co więcej, Erdogan wypuścił ponad stu skazanych tzw. uchodźców, nielegalnych imigrantów. Zostali oni przewiezieni na granicę grecko-turecką przez policję. Kiedy zostali zapytani jak tutaj dotarli z więzienia, bardzo jasno powiedzieli, że zostali przewiezieni przez policję

- odpowiedział gość programu.

Jest więc to oczywiście element polityki finansowej. Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Jeżeli nie wiadomo kto powinien płacić, to nie tyle Bruksela, co Berlin. Berlin i Paryż. To Angela Merkel, o czym mówię od lat, szukała taniej siły roboczej i od tego rozpoczęło się to szaleństwo, ten pomysł przyjmowania nielegalnych imigrantów bez sprawdzania dokumentów i teraz to oni muszą ponieść konsekwencje. Polska tych konsekwencji ponosić nie będzie, to obiecaliśmy w kampanii. Dlatego nasz rząd został wybrany i Bóg mi świadkiem, nigdy nie zgodzę się na to, żeby jakikolwiek nielegalny muzułmański imigrant przyjechał do Polski. To jest po prostu niezgodne z prawem

- powiedział Tarczyński.

Michał Rachoń zauważył, że Małgorzata Kidawa-Błońska, będąca jednym z kandydatów na urząd prezydenta Polski w dwóch swoich wypowiedziach z ostatnich dni mówi co innego, ale odnosi się do tematu bezpieczeństwa polskich granic. Kidawa-Błońska mówiła we wtorek, że "powinniśmy pilnować naszych granic i czuwać, żeby nikt nie powołany w naszym kraju się nie znalazł."

To jest trochę inny ton, niż to, co słyszeliśmy z ust także Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która była wówczas marszałkiem Sejmu i mówiła, że Polska zgadza się na przyjęcie tych obowiązkowych kwot migracyjnych z Unii Europejskiej. Skąd pańskim zdaniem ta zmiana?

- zapytał Rachoń.

Platforma Obywatelska i jej przedstawiciele kłamie nawet, kiedy śpi. Kiedy mają sny, nawet w snach kłamią

- zażartował Dominik Tarczyński.

Są to chroniczni kłamcy, którzy zmieniają zdanie w zależności od tego, jakie są nastroje społeczne. Nastroje społeczne i opinia Polaków na temat migracji są bardzo proste - nie chcemy tego zagrożenia

- rozwinął myśl Tarczyński.

Europoseł PiS zauważył, że fakt przypłynięcia na łodziach nie zmienia faktu, że jest to zjawisko nielegalne.

To szaleństwo musi być powstrzymane. Polska i Węgry sprzeciwiały się temu pomysłowi, mieliśmy rację, system kwotowy padł. A oni teraz dalej brną w to lewackie postrzeganie świata. Wszystko wynika z tego, w mojej opinii, że wyparli Boga, wyparli wiarę i znaleźli sobie nową wiarę - pomoc "humanitarną" tzw. uchodźcom. Wypełniają pustkę, którą mają w sobie, aby usprawiedliwić wyrzuty sumienia 

- ocenił Dominik Tarczyński.