To atak Turcji na Unię Europejską i Grecję. Wykorzystuje się istoty ludzkie, aby wywierać presję na Europę

 - uznał Kurz.

Kanclerz podkreślił, że europejscy politycy nie powinni ulegać presji, która jest "akcją świadomie zorganizowaną przez prezydenta Erdogana", posługującego się "jak bronią" osobami z regionów objętych konfliktami.

Jeżeli ugniemy się teraz pod presją Turcji, jeśli Erdogan wyjdzie z tego zwycięsko, decydując, że dziesiątki tysięcy osób mogą ruszyć ku Grecji i UE, to następnie będą to setki tysięcy i nastąpi koniec swobodnego przepływu (osób) w Europie

 - dodał Kurz.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel oświadczyła w poniedziałek, że rozumie, iż prezydent Turcji oczekuje większej pomocy od Europy, by radzić sobie z kryzysem uchodźczym, dodała jednak, że nie powinien on używać migrantów, by pokazywać swoje niezadowolenie.

Tego samego dnia szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała: "Uznaję to, że Turcja jest w trudnej sytuacji, jeśli chodzi o uchodźców i migrantów, ale to, co widzimy, nie może być (...) rozwiązaniem".

W środę w Brukseli odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie ministrów spraw wewnętrznych państw UE w związku ze zwiększającą się liczbą migrantów u greckich i bułgarskich granic. W piątek o wywołanym przez Turcję kryzysie będą rozmawiać ministrowie spraw zagranicznych państw unijnych.

Odkąd Ankara ogłosiła w czwartek, że nie będzie zatrzymywać osób chcących przedostać się do Europy, ponad 10 tys. migrantów, głównie z Syrii, ale też innych krajów Bliskiego Wschodu i Afganistanu przybyło na granice Turcji z UE. Ocenia się, że Turcja chce wywrzeć presję na państwa zachodnie należące do UE, ale też NATO, by wsparły ją w jej operacji militarnej w Syrii. Ankara postanowiła otworzyć granice do Europy, gdy w syryjskiej prowincji Idlib w nalotach sił rządowych zginęło 33 tureckich żołnierzy.

Na lądowych i morskich granicach Grecji straż graniczna od weekendu odpiera falę migrantów napływających z Turcji, posługując się gazem łzawiącym, armatkami wodnymi i granatami hukowymi.

W poniedziałek na greckiej granicy syryjski migrant zmarł od ran po interwencji straży granicznej. Utonęło też dziecko, gdy ponton z uchodźcami zaczął tonąć u wybrzeży wyspy Lesbos; uratowano 47 osób.

Ateny ogłosiły, że gwałtowny napływ migrantów ma wszelkie cechy kampanii zorganizowanej przez Ankarę, by wypchnąć ich do Europy. Grecy oznajmili również, że będą odsyłali osoby, które dostały się do ich kraju, bez rejestrowania ich jako osoby ubiegające się o status uchodźcy.