Paulina Kosiniak-Kamysz na konwencji w Jasionce (woj. podkarpackie) oświadczyła, że nie będzie "milczącą" pierwszą damą, która nie ma swojego zdania, "chowa się za ogrodzeniem prezydenckiego pałacu i wyłącznie statystuje swojemu mężowi".

- Będę krzyczeć, będę przypominać o nas - o kobietach, o słabszych, niepełnosprawnych, o wartościach, które są dla nas najważniejsze

 - oświadczyła.

- Nie dam się zamknąć pod kryształowym żyrandolem

 - oświadczyła żona kandydata PSL na prezydenta.

Przytyk w kierunku obecnej pierwszej damy jednak nie wszystkim przypadł do gustu i w mediach społecznościowych można spotkać się z opiniami, że było to nieeleganckie.

Przedstawiając program, jaki zrealizowałaby jako żoną prezydenta, Paulina Kosiniak-Kamysz podkreśliła, że pierwsza dama, jeśli tylko zechce, może zrobić "naprawdę bardzo dużo".

W mediach społecznościowych furorę robi jednak zapowiedź wystąpienia jej męża. "Chodź tygrysie, scena jest twoja" - zapraszała z mównicy lidera ludowców jego żona.

Gdy "tygrys" już wszedł na scenę, uderzył w tony jednoczeniowe, przywołując osobę Tadeusza Ferenca, prezydenta Rzeszowa, jako osoby, która jest dla niego wzorem. Padły hasła o "prezydencie wszystkich Polaków" i aktywnej prezydenturze. 

- Chcę Rzeczpospolitej nadziei, nadziei dla wszystkich. To ma być nasz cel, Rzeczpospolita nadziei, która szanuje wiele kwestii, dba o historię i tradycję, ale patrzy w przyszłość, to jest Rzeczpospolita przyszłości

- mówił Kosiniak-Kamysz.

Lider ludowców odniósł się także do kwestii Kościoła.

- Będę strzegł chrześcijańskiego dorobku Rzeczpospolitej, będę szanował wszystkie wyznania. Jak mówi papież: państwo musi być świeckie, bo wyznaniowe źle kończą. W sprawach wiary będę słuchał każdego wikarego, w sprawach polityki nie będę słuchał żadnego biskupa

- zastrzegł.