Senator Pęk o Grodzkim: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Marek Pęk / Filip Blazejowski/Gazeta Polska

  

Punkt widzenia marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego zależy od jego punktu siedzenia. Kiedy był w opozycji, takie zachowania jak najbardziej były przez PO tolerowane i stosowane - mówi senator PiS Marek Pęk, komentując wypowiedzi marszałka Senatu o zerwaniu przez senatorów PiS kworum.

Senat dołączył dziś do porządku obrad projekt uchwały autorstwa senatorów opozycji "w obronie niezawisłości sędziów i niezależności wymiaru sprawiedliwości". Stało się to w ponownym głosowaniu, bo wcześniej zabrakło kworum, gdyż senatorowie PiS wyszli z sali. W ponownym głosowaniu udział wzięło pięciu z nich, w wyniku czego było kworum. Wniosek marszałka poparło 51 senatorów, natomiast czterech było przeciw.

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki (KO), pytany przez dziennikarzy o zachowanie senatorów PiS oświadczył, że decyzja, którą podjęli wychodząc z sali, była "po pierwsze niezgodna z regulaminem Senatu, po drugie - kompletnie nieroztropna".

- W poprzedniej kadencji też zwracaliśmy na to uwagę i wtedy opozycja miała inną interpretację. Punkt widzenia marszałka Grodzkiego zależy od jego punktu siedzenia. Kiedy był w opozycji takie zachowania jak najbardziej były przez PO tolerowane i stosowane

 - powiedział Pęk, komentując wypowiedź Grodzkiego.

- To, że zerwaliśmy kworum to jedna z metod wykorzystywana przez opozycję, była wielokrotnie wykorzystywana również w poprzedniej kadencji przez senatorów PO, więc nie ma w tym nic nadzwyczajnego

- dodał senator PiS.

Ponadto, w jego ocenie, dzisiejsze głosowanie nad projektem jest kolejnym przykładem tego, że większość senacka wisi na włosku i "tak naprawdę w każdej chwili mogą być takie przypadki, że nie są w stanie obronić swoich uchwał, nie są w stanie samodzielnie zapewnić sobie kworum".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


W WHO długo debatowali, debatowali i w końcu... zabrali głos w sprawie noszenia maseczek!

/ Hank Williams; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Choć już od pierwszych doniesień na temat rozprzestrzeniania się epidemii koronawirusa na całym świecie zarówno przedstawiciele świata mediów, polityki, jak i opinii publicznej apelowali do WHO o wydanie jednoznacznego komunikatu w sprawie maseczek ochronnych. Po długim oczekiwaniu i zapewne licznych naradach panel ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w końcu pochylił się nad tematem i... „rozważa wprowadzenie zalecenia noszenia masek ochronnych” w miejscach publicznych, szczególnie w pomieszczeniach. Z badań amerykańskich wynika, że zachowanie dystansu 2 metrów może nie być wystarczające; potrzebnych jest 6, a nawet 8 metrów.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca obecnie używanie masek jedynie przez osoby zakażone, które mogą rozsiewać patogeny, oraz osoby opiekujące się chorymi, podobnie jak pracownicy służby zdrowia. Szef panelu ekspertów WHO prof. David Heymann powiedział „BBC News”, że organizacja rozważa jednak rozszerzenie tego zalecenie na wszystkie osoby znajdujące się miejscach publicznych, głownie sklepach i biurach. Tymczasem rozwiązania te wobec braku jednoznacznych zaleceń płynących z WHO i tak zostały już z powodzeniem wprowadzone w większości krajów zmagających się z pandemią koronawirusa.

Obecnie zaleca się, żeby zachować dystans co najmniej 2 metrów od innych osób w miejscach publicznych. To powinno wystarczyć, by uniknąć zetknięcia się z patogenami, jakie może rozsiewać osoba zakażona. Może ona nawet nie zdawać sobie z tego sprawy, bo nie odczuwa żadnych poważniejszych objawów infekcji wywołanej przez koronawirusy SARS-CoV-2.  

Badacze Massachusetts Institute od Technology (MIT) twierdzą jednak, że w niektórych sytuacjach może być to niewystarczające. Chodzi o sytuacje, kiedy osoba zakażona kicha i kaszle. Z ich badań wynika, że patogeny mogą być wtedy rozsiewane na większą odległość: podczas kaszlu do sześciu metrów, a na skutek kichania - nawet 8 metrów. Sugerujące to próby przeprowadzono w warunkach laboratoryjnych.  

Kierująca badania prof. Lydia Bourouiba z MIT powiedziała „BBC News”, że jest tym zaniepokojona. Podczas kaszlu i kichania – podkreśliła - wydychane powietrze ma taką siłę, że wypycha znajdujące się w nim aerozole w różnych rozmiarach na całe pomieszczenie. Jej zdaniem w miejscach zamkniętych i źle wentylowanych zachowanie odległości dwóch metrów od innej osoby może dawać jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa.

Amerykańska specjalistka uważa, że w pomieszczeniach noszenie masek ochronnych, nawet tych zwykłych, może być przydatne.

Zwykłe maski nie uchronią przed znajdującymi się w powietrzu drobnymi cząsteczkami, gdyż nie mają odpowiedniej filtracji. Mogą jednak chronić przed powietrzem wydychanym na wprost z dużym impetem.
- podkreśla.  

Zdaniem prof. Heymann jeśli te obserwacje się potwierdzą, to maski ochronne mogą być równie skuteczne - albo nawet bardziej - niż zachowanie odpowiedniego dystansu. Ważne jest jednak, żeby maski były używane we właściwy sposób, przede wszystkim szczelnie zakrywając usta i nos. Nie mogą być też wilgotne, bo wtedy przepuszczają znajdujące się w powietrzu cząstki. Należy też starannie zdejmować maski, żeby przy okazji nie zakazić rąk. Zwykłe maski muszą być też zmieniane, nie można ich stale używać. Konieczne jest też zachowanie odpowiedniej higieny, głównie mycie rąk. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts