Piłkarskie trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie

  

Liga Mistrzów wróciła po zimowej przerwie i od razu zaskoczyła sensacyjnymi rozstrzygnięciami. Faworyci muszą się napocić, by odrobić straty, a największe hity elitarnych rozgrywek jeszcze przed nami.

Liverpool FC dominuje w Premier League do tego stopnia, że Pep Guardiola już pod koniec grudnia oficjalnie potwierdził, że jego Manchester City nie będzie się liczył w walce o tytuł. Sezon bez porażki w lidze, ponad 20 pkt przewagi nad drugą w stawce maszynką do wygrywania w kraju, kapitalna postawa boków obrony i tercetu ofen-sywnego – jeśli jest zespół, który byłby w stanie obecnie przynajmniej zbliżyć się do historycznego wyczynu Realu Madryt i obronić tytuł w Europie, to faworytem numer jeden jest ekipa Jürgena Kloppa.

Atlético utarło nosa Liverpoolowi

Morale zawodników Atlético Madryt nie było zbyt wysokie po słabych wynikach w lidze i odpadnięciu klubu z Pucharu Króla, a także po porażce z Realem Madryt o Superpuchar Hiszpanii. Chyba nawet najwięksi optymiści po czerwono-białej stronie stolicy nie liczyli na zbyt wiele w starciu na Wanda Metropolitano. Tymczasem wy-starczył dość przypadkowy gol Saúla, a przede wszystkim odcięcie od prostopadłych podań Mohameda Salaha, Roberta Firmino i Sadia Mané.

Dość powiedzieć, że w pierwszym meczu w Madrycie Liverpool, dysponujący tak ogromną siłą rażenia, nie oddał celnego strzału na bramkę Atlético! Środek obrony „bandy Simeonego” potrafił nagle nawiązać do najlepszych czasów i głównie dlatego Atlético ma pełne prawo marzyć o sprawieniu sensacji.

Motywacji gościom na Anfield Road w rewanżu nie zabraknie, a żądzę potwierdzenia przewagi potęgują wypowiedzi piłkarzy The Reds. Liverpoolczycy nie byli psychicz-nie gotowi na porażkę z Atlético i przymus odrabiania strat. Virgil van Dijk, Andrew Robertson, a nawet kojarzony z pokorą Klopp nie szczędzili słów krytyki graczom z Madrytu. Zarzucali im ustawianie „autobusu” na własnym polu karnym, rzekomo brutalną grę i odgrażali się, co czeka rywali w rewanżu.

Przez ponad dekadę, do 2018 r., The Reds nie liczyli się w europejskiej czołówce. Gdyby ich nie było na piłkarskiej mapie świata, to poza kibicami Liverpoolu nikt by tego nie zauważył. Od 30 lat walczą o prymat na własnym podwórku.

Atalanta tłamsi Valencię

Na Wanda Metropolitano zapachniało niespodzianką, ale w Mediolanie, Dortmundzie i w Londynie wyniki końcowe wskazywały na ogromne sensacje.

Atalanta Bergamo wyraźnie podąża śladami Ajaxu Amsterdam i nie przestaje zadziwiać. Włosi bez wielkich gwiazd ograli hiszpańską Valencię aż 4:1 na San Siro. Atalanta po czterech kolejkach fazy grupowej miała zaledwie jeden punkt. Obecnie jest o krok od napisania kolejnego pełnego chwały rozdziału w historii klubu, a gra w ćwierćfinale Ligi Mistrzów byłaby jedną z najpiękniejszych kart w jej dziejach. Drugą młodość przeżywa 32-letni Bośniak Josip Iličić, kapitalną technikę demonstruje na europejskiej arenie Alejandro Gómez. Dwie kluczowe bramki w 1/8 finału zdobył obrońca Hans Hateboer.

Valencia nie zdołała pokazać swoich atutów, została stłamszona szybkimi wypadami ofensywy Atalanty. Trudno liczyć na odwrócenie złego rezultatu, ale na pocieszenie kibicom Valencii pozostają w pamięci zmarnowane okazje Maxiego Gómeza.

Genialny 19-latek z Norwegii pokonał PSG

Borussia Dortmund z Łukaszem Piszczkiem nieoczekiwanie pokonała Paris Saint-Germain 2:1 przed własną publicznością. Znów dwukrotnie błysnął skutecznością Erling Håland. 19-latek nie przestaje zadziwiać zdobyczami bramkowymi. Potrafi też kapitalnie się zastawiać, a statystyki w połączeniu z jego ogromnymi susami i niezniszczalną kondycją sprawiają, że już jest jednym z najlepszych napastników na świecie.

Håland ukąsił gwiazdorów z PSG dwukrotnie. Borussii zdołał odpowiedzieć tylko Neymar, po świetnej indywidualnej akcji Kyliana Mbappé. Chociaż faworytem dwumeczu pozostają Francuzi, to muszą się obawiać genialnego napastnika z Norwegii. Håland strzela w każdym meczu, bez względu na markę rywala. Po transferze do Dortmundu w sześciu kolejkach zanotował aż dziewięć trafień i należy do najlepszych debiutantów w historii Bundesligi.

Brawo Leipzig!

Wielkie kłopoty José Mourinho sprawił RB Lipsk. W twierdzy Tottenhamu Hotspur podopieczni 31-letniego Juliana Nagelsmanna wygrali 1:0, ale gdyby wrzucili finali-stom poprzedniej edycji Ligi Mistrzów cztery bramki, to żaden z fanów Kogutów nie mógłby narzekać.

Ogromne wrażenie w Lipsku robi efektywność i ruchliwość austriackich środkowych pomocników – Konrada Leimera i Marcela Sabitzera. Pewnym punktem w talii Na-gelsmanna jest Timo Werner, który ściga Roberta Lewandowskiego w tabeli strzelców Bundesligi. To właśnie on wykonał pierwszy krok ku wyrzuceniu Tottenhamu z Ligi Mistrzów. Sytuacji Mourinho nie poprawia plaga kontuzji – Portugalczyk nie może liczyć na kontuzjowanych napastników: Harry’ego Kane’a i Son Heung-mina.

Bayern, Chelsea, Barcelona, Napoli?

Przed nami główne dania na tym etapie rozgrywek. Wczoraj Chelsea Londyn sprawdziło formę Lewandowskiego i mistrzów Niemiec z Bayernu Monachium. Trudno mó-wić o murowanym faworycie, ale oczywiście to Bawarczycy są stawiani wyżej w hierarchii europejskiej piłki. Od lat „Lewy” marzy o zdobyciu trofeum Ligi Mistrzów. I choć początek sezonu nie wskazywał na to, by Bayern traktować jako ścisłą futbolową czołówkę, to z biegiem czasu Die Roten zaczęli wchodzić na coraz wyższe obroty. Chelsea Franka Lamparda jest z kolei ekipą, która może wygrać z każdym, a także przyjąć od każdego kilka goli i przegrać.

Napoli z kolei podjęło w świątyni Diego Maradony Leo Messiego i Barcelonę. Co ciekawe, genialny Argentyńczyk jeszcze nie grał na obiekcie w Neapolu. Barça powoli wychodzi z kryzysu, a Messi niemal w pojedynkę rozliczył Eibar, aplikując rywalom aż cztery bramki.

Napoli Gennara Gattusa potrafi sprawiać niespodzianki i na to musi uważać sztab Quique Setiéna. Jeszcze za kadencji Carla Ancelottiego Włosi ograli pewnie Liverpool w rundzie grupowej. W Serie A potrafili wygrać niedawno z Juventusem Turyn, broniącym tytułu. Barça w formie ze stycznia i z początku lutego może mieć ogromny kło-pot z wyeliminowaniem Napoli. Na szczęście dla Blaugrany ostatnio sprawy wyglądają lepiej i udało jej się nawet awansować na pozycję lidera Primera División.

Starcia wagi ciężkiej: Guardiola kontra Zidane

Jako przedwczesny finał należy traktować dzisiejsze starcie Realu Madryt z Manchesterem City.

Pep Guardiola wygrywał wszystko po kolei w Anglii, ale w Lidze Mistrzów jest niemal bezbronny. Od czasu objęcia przez niego drużyny, Obywatele odpadali na wczesnych etapach turnieju po meczach z Monaco, Liverpoolem i Tottenhamem.

Real Madryt wrócił na dobre tory, gra całkiem dobrze, już zdobył jedno trofeum – Superpuchar Hiszpanii. Zinédine Zidane jako trener nie tylko nie przegrał żadnego finału, lecz także nie został wyeliminowany… z żadnej fazy Ligi Mistrzów! To wielki atut madrytczyków, którzy nie będą mogli skorzystać z usług Edena Hazarda. Szybki Belg nabawił się kolejnej groźnej kontuzji i prawdopodobnie wystąpi dopiero w finale Champions League, o ile jego koledzy pokonają kolejne przeszkody na drodze. To niewykluczone, choć forma strzelecka Los Blancos martwi kibiców.

City też zmaga się z kłopotami: w lidze oddało pole Liverpoolowi, a na domiar złego kontuzje trapią Leroya Sané i Raheema Sterlinga, absolutnie kluczowych postaci w ataku Manchesteru. Guardiola sam stwierdził, że jego piłkarze obecnie nie są w stanie wygrać Ligi Mistrzów. Czy przełamanie nastąpi już na Santiago Bernabéu?

O niespodziankę postara się też francuski Olympique Lyon, który podejmie Juventus Turyn. Stara Dama na czele z CR7 będzie absolutnym faworytem tej potyczki, choć Francuzi zrobią wszystko, by napsuć trochę krwi trenerowi Maurizio Sarriemu.

1/8 finału aż do ostatniego gwizdka będzie jedną wielką niewiadomą. Kandydatów do końcowego triumfu w Champions League poznamy po starciach wagi ciężkiej już na tak wczesnej fazie pucharowej. Madrytczyków napędza w drodze do sukcesu napisanie kolejnej historii – zdobycie piątego tytułu w ciągu siedmiu sezonów. Barcelona zamierza wreszcie wrócić na tron po tryplecie z 2015 r. City i PSG aspirują do miana poważnych drużyn na europejskim rynku. Siła Bayernu to grad goli Lewandowskiego, ale liczy się tylko w Bundeslidze. Czy sezon 2019/2020 przełamie hegemonię angielskich drużyn na Starym Kontynencie? Wiele na to wskazuje.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts