Dziś z "GP" niesamowity film "Egzorcysta"

Omotani przez zło wypluwają gwoździe, mają nadludzką siłę i posługują się językami, których nie znają. Gabriele Amorth, egzorcysta papieski, mówi, że ostatnie słowo ma jednak Bóg.

Omotani przez zło wypluwają gwoździe, mają nadludzką siłę i posługują się językami, których nie znają. Gabriele Amorth, egzorcysta papieski, mówi, że ostatnie słowo ma jednak Bóg. Dziś w "Gazecie Polskiej" niesamowity film "Egzorcystą". A poniżej fragment wywiadu Rafała Kotomskiego z polskim egzorcystą ks. dr. Eugeniuszem Derdziukiem.

W swojej posłudze Ksiądz bardzo często styka się ze złem. Jak wygląda dotknięcie zła?
Kiedyś lękałem się nawet samej rzeczywistości zła osobowego. Gdy po raz pierwszy usłyszałem o regułach rozeznawania ducha Bożego od ducha złego, wręcz ciarki przeszły mi po plecach. Potem było poznawanie prawdy o Bogu objawionym, który jest miłością. I prawdy o złu osobowym, jego skutkach. Zacząłem dostrzegać człowieka omotanego przez zło i wzbudził moje miłosierdzie. Jeśli to za duże słowo, to powiedzmy współczucie. Dla tego, który się w zło zaplątał.

Rozumiem, że odczuwając miłosierdzie czy współczucie, Ksiądz przestał się bać?
Tak. Pan Bóg dał łaskę, że w ogóle przestałem się bać. Bo bieda człowieka jest na pierwszym miejscu, a nie rzeczywistość kłamcy. On jest zaledwie perfidny.

Czy to taka sytuacja, w której można sobie powiedzieć: boję się już tylko Boga?
Zawsze w swojej posłudze, także gdy dochodzi do egzorcyzmów, staram się uświadamiać sobie, kim jestem. Sam o własnych siłach niczemu nie dam rady. Ani swoją mądrością, ani doświadczeniem, ani inteligencją. Owszem to wszystko pomaga, ale tylko jako narzędzia. Natomiast nie mogę, broń Boże, zapomnieć, że tylko z mocą Bożą można stawać do walki.

Zwłaszcza z siłą tak potężną jak zło.
Również z jego inteligencją. Bez żadnej pychy, bo wtedy można się tylko ośmieszyć. I srodze zawieść.

Czyli wielką rolę w misji egzorcysty odgrywa pokora.
Nie da się jej pełnić bez świadomości, że jestem tylko człowiekiem. Słabym i w dodatku grzesznym, którego stać na zło i upadki. Na szczęście działam w obecności Tego, który nas miłuje. Stał się człowiekiem i przychodzi wciąż po to, by ludziom podawać rękę. On naprawdę walczy o człowieka i każdego chce ocalić.

To znaczy, że dzięki obecności Boga i pokorze zło już Księdza nie dotyka? Zostaje unieszkodliwione?
Bardzo chciałbym, by tak było. Ale zasada jest taka, że im wyżej jesteśmy, tym wieją silniejsze wiatry. Pojawiają się i kuszenia. Może nie w momencie egzorcyzmów. Później, gdy człowiek przechodzi w codzienność. To niebezpieczny czas, trzeba uważać. Staram się często chodzić do spowiedzi, by swoje słabości nazywać po imieniu.

Zdarzyło się, że w czasie tej „wspinaczki” przyszła myśl, by się zatrzymać, a nawet cofnąć?
Nigdy nie miałem wątpliwości, że jestem na właściwej drodze. Myślę o powołaniu kapłańskim. Swego czasu nie chciałem zostać księdzem. Uciekałem, walczyłem z Panem Bogiem. Chciałem wręcz, by wyrzucili mnie z seminarium. Bo to za duża odpowiedzialność. Ale potem ani sekundy już nie wątpiłem. Nazywam to dzisiaj bardzo świadomie powołaniem. Porównuję je do zakochania. Bo pociąga mnie ta właśnie, jedyna, Boska osoba.

Odnalazł Ksiądz w sobie jakieś specjalne charyzmaty, by zostać egzorcystą?
Oficjalnie w Kościele egzorcystą zostaje kapłan, do którego taką misję skieruje biskup. Wstęp do rytuału mówi, że osoba powinna być roztropna i moralna, znać duchowość i prawa chrześcijańskie. Posługę pełnię od 2001 r. Wcześniej byłem m.in. ojcem duchownym w lubelskim seminarium, współzakładałem szkołę formacji dla takich osób. Zanim zostałem egzorcystą, spotkałem kogoś, kogo nie mogłem zrozumieć. Ta osoba nie była w stanie wypowiedzieć imienia Jezusa, miała niesłychanie zaniżony obraz samej siebie. Gdy zaczęła opowiadać fakty z własnego życia, nie miałem wątpliwości, że mam do czynienia z uzależnieniem od złego. Dzisiaj z pełną świadomością mówię – opętaniem. Ten człowiek był kiedyś w sekcie satanistycznej i podpisał pakt ze złem.

Można było pomóc?
Nie byłem jeszcze egzorcystą i jako ojciec duchowny mogłem go tylko wysłuchać. Nie pozwolił się nawet wyspowiadać. Bardzo cierpiał, ale szukał wyjścia. Wreszcie na spotkaniu Ruchu Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej Górze i Eucharystii sprawowanej przez ojca Jacques’a Verlinde’a został uwolniony. Wiedział, że podczas Eucharystii, a zwłaszcza podniesienia, jeśli nie zacznie bluźnić, to rzuci go na ziemię jak przy padaczce. Gdy zbliżała się ta chwila, ze strachu był cały mokry. Już miał wykrzyczeć przekleństwa, gdy poczuł, że język mu drętwieje i w sercu pojawiła się myśl „uwielbiaj”. Po dwunastu latach po raz pierwszy wypowiedział imię Jezusa. Zrozumiał, ile zła uczynił przez wszystkie te lata, a mimo to Jezus mu przebaczył. Płakał, opowiadając mi to wszystko.



Całość wywiadu i film “Egzorcysta” w najnowszym wydaniu “Gazety Polskiej”



 

Źródło:

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo