Minister Ardanowski o redukcji dzików: Absolutnie nie ma żadnej obawy, że one znikną z Polski

/ / By Valentin Panzirsch - File:Wildschein, Nähe Pulverstampftor.jpg, CC BY-SA 3.0 at, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=46902117

  

Od października nie ma żadnego przypadku choroby afrykańskiego pomoru świń w polskich gospodarstwach - potwierdził dziś minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski. Dodał, że jest natomiast coraz więcej chorych dzików.

Minister Ardanowski pytany na antenie Polskiego Radia 24 o to, czy zagrożenie chorobą ASF w Polsce jest tak duże, że do walki z nią trzeba było zatrudnić wojsko, policję i straż graniczną, odpowiedział: "jest duże i to potwierdzają wszyscy w Europie".

- Choroba zaczyna szaleć i w Europie i na świecie, np. w Azji. Wybija się setki milionów świń

- mówił. Podkreślił, że jednym ze sposobów zwalczania ASF jest bioasekuracja, czyli uszczelnienie gospodarstwa. "Ta bioasekuracja jest coraz lepsza" - podkreślił. Zaznaczył, że od października nie ma żadnego przypadku tej choroby w polskich gospodarstwach. "Ale niestety jest coraz więcej chorych, zdechłych dzików" - przekonywał.

Według niego polska wieś czekała "jak kania dżdżu" na specustawę dot. zwalczania afrykańskiego pomoru świń.

- Ta ustawa mówi: zredukujemy dziki. Absolutnie nie ma żadnej obawy, że one znikną z Polski

- mówił. Wskazał, że tempo przyrostu dzików, wynoszące 250-300 proc. jest tak duże, że jeżeli ograniczymy ich populację do ilości zalecanej przez Komisję Europejską, "to one się piorunem odbudują".

Ardanowski podkreślił, że tam, gdzie myśliwi nie chcą polować, będą nakazywane odstrzały sanitarne, łącznie z likwidowaniem koła łowieckiego.

- Ale tam również wchodzą do akcji myśliwi, którzy są żołnierzami, policjantami, funkcjonariuszami straży granicznej lub państwowej straży pożarnej. Będą dokonywać odstrzałów

- mówił. Zaznaczył, że przepisy te jednocześnie chronią polowania. "Polska jest krajem demokratycznym i nikt nie ma prawa łamać legalnego polowania, przeszkadzając przy tych polowaniach" - zaznaczył.

Chodzi o ustawę z 20 grudnia 2019 r. o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia zwalczania chorób zakaźnych zwierząt, która wprowadza regulacje prawne służące zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt, w szczególności afrykańskiego pomoru świń (ASF) oraz związanej z rozszerzaniem się obszaru występowania ASF konieczności redukcji populacji dzików na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Specustawa dotycząca ASF zmienia zapisy w dziewięciu innych ustawach i ma ułatwić zwalczanie tej choroby przede wszystkim poprzez wybijanie dzików i zwiększenie bioasekuracji.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Polskie Radio 24, PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Przez epidemię brytyjskie rolnictwo czekają trudne czasy. „Nie będzie owoców i warzyw w sklepach”

/ pixabay.com

  

Brytyjskie rolnictwo czekają trudne dni. Okazuje się, że przez epidemię koronawirusa nie będzie miał kto zebrać plonów. Pandemia zakłóciła pracę linii lotniczych, sprawiła, że wiele państw zamknęła swoje granice oraz spowodowała, że wiele osób po prostu boi się wyjeżdżać za granicę.

Zbiory warzyw i owoców w państwach Europy Zachodniej od lat opierają się na pracy robotników tymczasowych z biedniejszych państw, zarówno z UE, jak i spoza Wspólnoty. Od pewnego czasu są z tym jednak coraz większe problemy. Rozwój gospodarczy Polski i reszty państw Europy środkowo-wschodniej sprawił, że coraz mniej osób uważa pracę na zachodnich farmach za odpowiednio atrakcyjną finansowo. W Wielkiej Brytanii nałożyło się na to również zamieszanie wokół Brexitu. 

Prawdziwą tragedię spowodowała jednak epidemia Covid-19. Zakłóciła pracę linii lotniczych, sprawiła, że wiele państw zamknęła swoje granice oraz spowodowała, że wiele osób po prostu boi się wyjeżdżać za granicę. "Guardian" informuje, że efektem tego jest to, że do pracy na brytyjskich farmach w tym sezonie brakuje aż 90 tysięcy osób. Najgorsza sytuacja jest w przemyśle owocowym – tutaj aż 98% siły roboczej stanowią obcokrajowcy. 

Sytuacja jest poważna. Niektóre zbiory zaczynają się bowiem już za kilka tygodni. Jeżeli do tego czasu właścicielom farm nie uda się znaleźć pracowników, to plony mogą się zmarnować, co przełoży się na braki w zaopatrzeniu.

„Nie będzie owoców i warzyw w sklepach”

- stwierdziła Stephanie Maurel z organizacji Concordia

 „Szparagi i fasola zaczynają się za kilka tygodni, ogórki na początku kwietnia, pomidory przez cały rok"

- dodała.

Chcąc poradzić sobie z widmem braku pracowników właściciele farm usiłują rekrutować pracowników branży gastronomicznej, która z powodu koronawirusa spotkała się z falą zwolnień. Wątpliwe jednak aby to wystarczyło. Większe farmy wynajmują loty czarterowe, które mają przywieźć robotników z np. Ukrainy czy Białorusi, ale to bardzo drogie rozwiązanie, godzina lotu takiego samolotu na jedną osobę to ok. 250 funtów. Przedstawiciele organizacji zrzeszających rolników coraz częściej mówią, że w poniesieniu kosztów tych lotów powinien pomóc rząd. 
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Guardian, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts