Kim są zwolennicy brutalnej kampanii, a kto oczekuje argumentów? Opublikowano ciekawy sondaż

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

  

Prezydencka kampania wyborcza zapowiada się niestety dość ponuro. Zanim się na dobre rozpoczęła, doszło już do brutalnych ataków na Andrzeja Dudę, a także na szefową jego kampanii Jolantę Turczynowicz-Kieryłło. Z opublikowanego dziś sondażu wynika że zwolennikami brutalnej kampanii są głównie wyborcy ugrupowań opozycyjnych. Zdecydowana większość wyborców chce jednak merytorycznej i spokojnej kampanii.

Początek wyścigu o fotel prezydenta RP obfituje w bezceremonialne ataki na Andrzeja Dudą i jego sztab. W trakcie niedawnych uroczystości związanych z aktem odnowienia zaślubin Polski z morzem w puckim porcie, miało miejsce okolicznościowe przemówienie prezydenta Dudy, które w ordynarny sposób zakłócała grupka pikietujących z KOD-u. Sytuacja ta wywołała powszechne oburzenie wielu środowisk politycznych, z wyjątkiem Platformy Obywatelskiej.

Do podobnej sytuacji doszło podczas czwartkowego spotkania z prezydentem RP Andrzejem Dudą w Łowiczu, gdzie również pojawiła się grupa manifestantów, która wznosiła okrzyki przeciwko prezydentowi. 

Politycy opozycji i sprzyjające im media nie oszczędziły także szefowej kampanii A. Dudy. W piątkowej "Gazecie Wyborczej" ukazał się artykuł poświęcony Jolancie Turczynowicz-Kieryłło, w którym mężczyzna twierdził, że "kiedy próbował ją zatrzymać, podczas rzekomego rozklejania ulotek w trakcie ciszy wyborczej w listopadzie 2018 r., ta „ugryzła go w rękę".

Jak wskazał w rozmowie z Niezalezna.pl mąż szefowej kampanii prezydenta RP Andrzej Kieryłło, napastnik mógł nieprzypadkowo wybrać jako ofiarę jego żonę, a „Wyborcza” opublikowała „niekompletną i tendencyjną informację, która nie zawierała najistotniejszych dla sprawy faktów”.

- Żona ulotek ani żadnych innych materiałów nie roznosiła. Straż Miejska, która przybyła na miejsce zdarzenia nie znalazła żadnych ulotek, natomiast zastała scenę łapania za szyję, duszenia mojej żony. Niezacytowanie przez „Wyborczą” tego niezwykle istotnego szczegółu kompletnie odwróciło tutaj role. Taka jednak chyba była intencja „Gazety Wyborczej”

- podkreślił Kieryłło w rozmowie z naszym reporterem.

Urzędujący prezydent zaapelował na początku swojej kampanii o jej spokojny i merytoryczny przebieg, a Polacy w większości podzielają jego zdanie. Potwierdzają to wyniki sondażu opublikowanego przez portal dorzeczy.pl. 

Na pytanie pracowni Estymator, czy kampania wyborcza powinna wyglądać tak, jak postulował Andrzej Duda, 53,6 proc. badanych odpowiedziało, że „zdecydowanie tak”, a 26,5 proc. uważa, że „raczej tak”.

Jedynie 4,8 proc. respondentów uważa, że „raczej nie”, a 7,3 proc. „zdecydowanie nie”. Pozostali wyborcy (7,8 proc.) byli niezdecydowani.

Z sondażu dla dorzeczy.pl wynika też dość interesująca zależność. Otóż zwolennikami brutalnej kampanii są głównie wyborcy ugrupowań opozycyjnych. Jedynie 1 proc. wyborców prezydenta Andrzeja Dudy udzieliło odpowiedzi „raczej nie” i zdecydowanie nie”. 

W przypadku zwolenników konkurentów prezydenta odpowiedzi wyglądały następująco: 22 proc wyborców Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, 23 proc. głosujących na Władysława Kosiniaka-Kamysza, 24 proc. zwolenników Roberta Biedronia, 24 proc. wyborców Szymona Hołowni i 29 proc. popierających Krzysztofa Bosaka, nie popiera apelu Andrzeja Dudy o spokojną i merytoryczną kampanię.


Sondaż przeprowadzono w dniach 21-22 lutego 2020 r. na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1100 dorosłych osób metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI.
Badanie zrealizowała pracownia Estymator dla portalu dorzeczy.pl.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, dorzeczy.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Wirus dotyka kierowców londyńskich autobusów. Już dziewięciu z nich zmarło na COVID-19

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com

  

Pracownicy transportu publicznego w Londynie, zwłaszcza kierowcy autobusów, skarżą się na brak odpowiedniej ochrony przed koronawirusem. Jak poinformował w środę burmistrz Sadiq Khan, dotychczas zmarło 9 kierowców. Łączna liczba ofiar wśród pracowników transportu wynosi 14 osób.

Laburzystowski burmistrz brytyjskiej stolicy powiedział, że "naprawdę ważne jest żebyśmy traktowali pracowników transportu publicznego jak bohaterów", a zapytany o to, czy kierowcy autobusów byli niewystarczająco zabezpieczeni, gdy pojawiła się epidemia, odparł, że "to jest pytanie, które sam sobie i moim współpracownikom zadaję cały czas". "Musimy zapewnić, że mamy w Londynie najlepsze możliwe środki bezpieczeństwa" - podkreślił.

Transport for London (TfL), miejska spółka zarządzająca transportem publicznym w stolicy, zapowiedziała w środę, że na niektórych trasach testowo wprowadzona zostanie możliwość wchodzenia do autobusów tylko przez środkowe drzwi, zamiast przez przednie, aby ograniczyć kontakt z kierowcami (w praktyce to oznacza, że nie będą także pobierane opłaty za przejazd, bo czytniki kart miejskich znajdują się koło kierowców).

Khan mówił także o częstszej dezynfekcji autobusów oraz o obowiązkowym zostawaniu wolnych miejsc koło kierowców, którzy i tak oddzieleni są od pasażerów szybą.

Jednak zdaniem związku zawodowego Unite, do którego należy 20 tys. kierowców londyńskich autobusów, potrzebne są pilne i bardziej zdecydowane działania. Chodzi zwłaszcza o zapewnienie im odzieży ochronnej.

Tymczasem w brytyjskich mediach coraz więcej jest relacji kierowców autobusów opowiadających, że dezynfekcja, o której mówi Khan, jest obecnie fikcją.

Autobusy nie są dokładnie czyszczone, widzimy, że nie są nawet dotykane. Kierowcy nie dostają teraz masek ani nawet rękawic, ponieważ każe się nam myć ręce wiele razy w ciągu dnia, co byłoby wspaniałe, ale ponieważ wszystkie sklepy są zamknięte, ogromna większość z nas nie ma nawet dostępu do toalet ani umywalek do mycia rąk

 - opowiada stacji Sky News jeden z kierowców, James, którego 56-letni kolega zmarł pod koniec marca po zakażeniu koronawirusem. Jak dodaje, kolejnym problemem jest to, że z powodu dużej liczby kierowców na zwolnieniach, pozostali muszą więcej pracować, przejmując ich dyżury.

(Sadiq Khan) musi wyjść na zewnątrz, przyjrzeć się autobusom i zobaczyć, w jakich warunkach pracują kierowcy. Oni są narażeni na ryzyko, mój syn był narażony na ryzyko, niestety zmarł. Dostał płyn do mycia rąk, ale nie miał maski, rękawic, nic. Nie chcę listu ani telefonu, chcę, żeby on (Khan) zobaczył prawdziwe oblicza tragedii, czyli mnie i rodzinny wszystkich innych kierowców autobusów, którzy stracili życie

- mówiła z kolei w stacji ITV Anne Nyack, której 36-letni syn, Emeka Nyack Ihenacho jest jednym z tych dziewięciu zmarłych kierowców.

W połowie marca Khan podjął decyzję o ograniczeniu częstotliwości kursowania transportu publicznego i zawieszeniu niektórych linii, co miało skłonić ludzi, by zrezygnowali z korzystania z niego. Jednak do czasu, gdy 10 dni później rząd zabronił wychodzenia z domów i przemieszczania się bez uzasadnionej przyczyny, przyniosło to odwrotne skutki do zamierzonych, bo w szczególnie w metrze ludzie byli bardziej ściśnięci niż do tej pory.

Jak podał TfL, po wprowadzeniu tych ograniczeń, liczba przejazdów autobusami spadła o 85 procent w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. W podobnym stopniu zmniejszyło się korzystanie z metra.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts