Sanktuarium maryjne w Agłonie na Łotwie

/ polonika.pl

  

Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Agłonie, przez Polaków nazywana „łotewską Częstochową”, to najważniejsze sanktuarium katolickie na Łotwie. W czasach kiedy tereny te wchodziły jeszcze w skład Rzeczypospolitej, Agłona była najdalej wysuniętym na północ ośrodkiem kultu maryjnego w jej granicach. Już w początkach swojego istnienia za sprawą cudownego wizerunku Matki Bożej miejscowość stała się ośrodkiem ruchu pielgrzymkowego, który dziś gromadzi około 300 000 wiernych rocznie. O „łotewskiej Częstochowie” pisze na stronie Instytut Polonika.

Będąca stolicą powiatu w regionie Łatgalii (jednej z czterech krain historycznych wchodzących w skład dzisiejszej Łotwy) Agłona na co dzień jest niewielką miejscowością o populacji wynoszącej niecały tysiąc mieszkańców. Od kiedy po 1989 r. pielgrzymowanie do tamtejszego sanktuarium ponownie stało się możliwe, szczególnie w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pojawiają się w niej tłumy wiernych. Na Łotwie, gdzie wyznaniem dominującym jest luteranizm, to katolickie święto traktowane jest jako uroczystość wagi narodowej, w której licznie uczestniczą także najważniejsi politycy. 

Polska historia „łotewskiej Częstochowy”

Początki sanktuarium agłońskiego sięgają schyłku XVII wieku. Wówczas Dadzibóg Szostowicki, skarbnik witebski, wszedł w posiadanie dóbr Wyżkowo, które w posagu wniosła jego żona Ewa Justyna z Sielickich Szostowicka. W 1700 r. Szostowiccy ufundowali w Wyżkowie kościół i klasztor, do których sprowadzili wileńskich dominikanów. Jako miejsce fundacji wybrali lesisty pagórek pomiędzy jeziorami Egles i Cirišs. Stąd też późniejsza nazwa miejscowości – Agłona, co w tłumaczeniu na język polski oznacza „las jodłowy”. Pierwsza drewniana świątynia powstała na początku XVIII w., a w 1751 r. została konsekrowana przez bpa Józefa Dominika Puzynę pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Kościół ten spłonął doszczętnie w 1766 r. W jego miejscu w latach 1768-1780 wzniesiono nowy, murowany, który zachował się do dziś. Jest to budowla w stylu barokowym, na planie krzyża, z dwiema bliźniaczymi wieżami wysokości ok. 60 m w fasadzie i kryptą. W dalszej kolejności powstał klasztor, szkoła i seminarium duchowne. W wyniku pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej Agłona znalazła się w obrębie zaboru  rosyjskiego. Po powstaniu styczniowym doszło do kasaty klasztoru dominikanów, jego oficjalne zamknięcie nastąpiło w 1880 r., a ostatni zakonnik zmarł w 1891 r. Na przełomie wieków budynek pełnił funkcję więzienia dla księży, a podczas I wojny światowej był użytkowany jako szpital wojskowy i koszary. Kompleks nie uległ zniszczeniu podczas II wojny światowej. W czasach sowieckich w kościele nadal odprawiano msze, lecz pielgrzymki musiały odbywać się potajemnie.

 fot. NAC

We wnętrzu zachowało się wiele dzieł malarskich z przełomu XVIII i XIX wieku, dekoracje sztukatorskie i rzeźbiarskie oraz XIX-wieczny prospekt organowy. Wyposażenie stanowi zespół klasycystycznych ołtarzy bocznych, jednak największą uwagę przykuwa dwupoziomowy ołtarz główny mieszczący obraz Matki Bożej Agłońskiej nazywanej również Królową Północy lub Przewodniczką z Kwiatem.

Matka Boża Agłońska

Znajdujący się w agłońskim sanktuarium wizerunek Matki Bożej pochodzi z XVII wieku. Jest dziełem anonimowego artysty namalowanym na podłożu z drewna lipowego. Kompozycyjnie wykazuje podobieństwo do obrazu Matki Bożej Trockiej. Jak pisał Gustaw Manteuffel, obraz Matki Bożej z Trok na Litwie został przewieziony do Agłony pod koniec XVII w. w  związku z wojnami. Na jego podstawie wykonano fachową kopię, a oryginał wrócił do Trok. Postać Maryi siedzącej na tronie z Dzieciątkiem na kolanach ukazana jest na złotym tle. W lewej ręce trzyma ona gałązkę róży o trzech kwiatach. Obraz przysłaniają sukienka i korony wykonane z pozłacanego srebra i wysadzane kamieniami szlachetnymi, które w 1875 r. podarowali Michał i Prakseda Dąbrowscy.  Po obu stronach znajdują się liczne wota – wyrazy wdzięczności za doznane łaski.

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: polonika.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...


Dorota Kania UJAWNIA: Nikczemność w służbie przemysłu pogardy

/ Piotr Galant / Gazeta Polska

  

Dziesięć lat temu doszło do największej tragedii w historii powojennej Polski – w katastrofie lotniczej w Smoleńsku zginął prezydent PR prof. Lech Kaczyński, jego małżonka Maria, prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz towarzyszący im przedstawiciele polskiej elity. Zanim doszło do katastrofy, politycy PO oraz sprzyjające im media uruchomiły przemysł pogardy przeciwko prof. Lechowi Kaczyńskiemu i PiS. Ludzie skupieni wokół „Gazety Polskiej” i Solidarnych 2010 przez długi czas tworzyli jedyne środowiska, które upominały się o prawdę w sprawie katastrofy, broniły atakowane i wyszydzane rodziny ofiar, a także tych, którzy czcili ich pamięć.

W dzisiejszym wydaniu programu „Koniec Systemu” redaktor Dorota Kania rozmawiała ze swoimi gośćmi o przemyśle pogardy po katastrofie smoleńskiej.

Myślę, że wobec szalejącego przemysłu pogardy najlepszym antidotum okazało się wsparcie tych moich rodaków, którzy pamiętają wciąż tragiczne wydarzenie z 10 kwietnia jako swoją własną tragedię. Co roku uczestniczyli w uroczystościach na Krakowskim Przedmieściu. Co roku sypali tam setki żółtych tulipanów dla śp. Marii Kaczyńskiej, tak jak rzucali je wtedy, w 2010 r. pod koła samochodów jadących kawalkadą przez miasto do Pałacu Prezydenckiego. [...]  Otaczali nas modlitwą, nie szczędzili słów wsparcia. Myślę, że wobec tych, którzy zachowywali się zupełnie inaczej, oni stanowili znacznie większą siłę. Staram się patrzeć na moich rodaków właśnie przez pryzmat tych setek szlachetnych, dobrych ludzi, którzy stworzyli barierę między nami a tymi, którzy chcieli nas zniszczyć.
- wspominała ten czas Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie.
 
 Z kolei Maria Dłużewska, reżyserka filmów poświęconych wydarzeniom rozgrywającym się po katastrofie smoleńskiej w rozmowie z Dorotą Kanią tłumaczyła, że czuła wewnętrzną potrzebę, aby zrobić „coś” i w swoich filmach ukazać rodziny smoleńskie i dramat, z którym musiały się wówczas mierzyć.
 
Film „Pogarda” powstał dlatego, że za wszelką cenę chciałam zapisać ten czas, zrobić coś. Ja to robiłam dla siebie, najpierw „Mgłę” z urzędnikami kancelarii pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, potem poznałam rodziny smoleńskie. Przyglądałam im się cały czas, za wszelką cenę chciałam coś zrobić. Wszyscy chcieliśmy „coś” zrobić, a ja mogłam zrobić te filmy. Chciałam opisać, jak umiałam najlepiej tych najdzielniejszych z dzielnych, czyli rodziny smoleńskie. Ten straszliwy czas najazdu Hunów, takiej zapaści cywilizacyjnej, tego wszystkiego, co obserwowaliśmy wtedy.
- wspominała z kolei Maria Dłużewska, reżyserka filmów poświęconych wydarzeniom po katastrofie smoleńskiej.

Czas pogardy w oczach rodzin ofiar:
Andrzej Melak: Przetrwałem ten straszny okres dzięki wierze i dążeniu do prawdy. Bardzo mi pomogła rodzina i ludzie, którzy byli z nami; na mój adres przychodziły do nas listy z całego świata z wyrazami poparcia w sprawie umiędzynarodowienia śledztwa. Mieliśmy oparcie w klubach „Gazety Polskiej”, w ludziach, którzy z nami walczyli o pamięć. Sam człowiek nie dałby rady, ale jak się czuje oparcie w innych, jest inaczej.
Ewa Kochanowska: Atak pogardy był niesamowity, nieludzki, niepolski – spoza naszej cywilizacji, to było poza zakresem mojej wrażliwości. Dlatego wybrałam ignorowanie tych zachowań. Ogromne oparcie miałam w innych rodzinach, które w Smoleńsku straciły swoich bliskich, i w tych środowiskach, które nas wspierały – organizatorach Marszy Pamięci i miesięcznic. Niezwykle krzepiące były sceny, gdy podchodzili do nas ludzi z wyrazami poparcia, gdy te sygnały płynęły także z całej Polski i ze świata.
Magdalena Merta: Przemysł pogardy działał, a myśmy maszerowali w Marszach Pamięci i byliśmy wśród ludzi, którzy nas wspierali i nas bronili. I ci ludzie o nas nie zapomnieli – cały czas są na mszach każdego 10. dnia miesiąca. Wtedy, po 10 kwietnia 2010 roku, były środowiska, które razem z nami walczyły o prawdę – dzięki temu powstały filmy, takie jak „Mgła”, „Pogarda”, „Przebudzenie”. Patrzę na nasz naród przez pryzmat tego, co się działo po katastrofie smoleńskiej, i widzę, że więcej jest tych, którzy są przyzwoici; że przemysł pogardy – zjawisko spoza naszej cywilizacji – nie zawładnęło emocjami większości Polaków.
Jacek Świat: Nie życzyłbym nikomu przeżywania tego, co myśmy przeszli – tego hejtu, przemysłu pogardy. Ogromnym wsparciem w tym strasznym okresie była wiara, że nasi bliscy poszli do lepszego świata. Była z nami rodzina, przyjaciele i ludzie, które razem z nami walczyli o przyzwoitość. Niedawno po raz kolejny obejrzałem film „Pogarda”, który ma fundamentalne znaczenie, pokazuje, co się wtedy działo i niestety, dzieje się także teraz.

Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.
[polecam:https://niezalezna.pl/321783-w-najnowszym-numerze-gp-krzyz-ktory-zatrzymal-zaraze]

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika, Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts