Kobieta mieszkała z mężem, pięcioletnią córeczką i niespełna dwumiesięcznymi bliźniakami. Wiadomo, że kobieta cierpiała na zaburzenia związane z depresją poporodową. Z tego powodu leczyła się i zażywała farmaceutyki. Opiekował się nią mąż, ale w krytycznym dniu musiał wyjść i poprosił sąsiadkę, aby za jakiś czas zajrzała do mieszkania. Starsza siostra bliźniaków była w przedszkolu. Gdy sąsiadka weszła do mieszkania, znalazła w łóżeczkach niemowlęta, które nie dawały oznak życia i ich matkę.

Wezwani na miejsce ratownicy medyczni podjęli reanimację niemowląt, która zakończyła się niepowodzeniem. Stan kobiety był na tyle zły, że została przewieziona do szpitala. Według lekarzy była ona w stanie bezpośrednio zagrażającym życiu. Na ciałach chłopców nie stwierdzono obrażeń.

Przeprowadzona po dwóch dniach sekcja zwłok chłopczyków wykazała, że przyczyną śmierci dzieci było "uduszenie gwałtowne w mechanizmie utonięcia, czyli utopienie".

W oparciu o zebrany materiał dowody prokurator przedstawił kobiecie dwa zarzuty zabójstwa. Podejrzana złożyła wyjaśnienia, ale twierdziła, że nie pamięta, co wydarzyło się w mieszkaniu.  Prokuratura wystąpiła do sądu o tymczasowe aresztowanie matki bliźniaków.

Kodeks karny przewiduje za zabójstwo karę pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karę 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie.