Dwie Polki z Gdańska, Brazylijka i podróże. Ta inicjatywa spodoba się kolekcjonerom... lalek Barbie

zdjęcie ilustracyjne, / pixabay.com/Alexas_Fotos

  

Wędrujące dżinsy, znane z popularnej książki Anna Brashares, istnieją naprawdę. Tyle że w wersji mini. Są częścią projektu Travelling doll pants i właśnie wyruszyły z Gdańska. Odwiedzą 12 innych państw, a wędrówkę zakończą w Brazylii.

Za projektem Travelling doll pants stoi jedna Brazylijka i dwie Polki, siostry Izabela Kwella i Justyna Kowalewska z Gdańska. Prowadzą one na Instagramie konto @bella_belladoll, na którym zamieszczają fotografie lalek Barbie w różnych miejscach i stylizacjach. Jednak robienie zdjęć popularnym zabawkom, to w ich przypadku nie kontynuacja hobby z dzieciństwa, a raczej rekompensata.

"Kiedyś opowiadałam mężowi, że jako małe dziewczynki marzyłyśmy z siostrą o lalkach Barbie. Nasze dzieciństwo przypadło na końcówkę okresu PRL-u, były Pewexy, ale Barbie były trudne do zdobycia. Miałyśmy podobne lalki, ale nie te oryginalne z Mattel. Mąż to podchwycił i kupił nam w prezencie pierwsze Barbie"

- wyjaśnia Izabella Kwella.

Można więc powiedzieć, że zaczęło się od zabawy. Pierwsze zdjęcia lalek wysyłały sobie z siostrą sporadycznie przez komunikator. Po roku koleżanka pani Izabeli zasugerowała jej, żeby zaczęła zamieszczać te fotografie na Instagramie. Jak się szybko okazało, osób z podobną pasją jest w mediach społecznościowych dużo więcej.

"Kiedy założyłam konto pod koniec 2016 roku, myślałam, że jestem pierwsza. Teraz od innych osób, które dzielą moją pasję, słyszę, że one też tak myślały. Tymczasem takich ludzi jak my są tysiące. I to nie tylko kolekcjonujących i fotografujących w różnych miejscach lalki Barbie, ale również inne zabawki, figurki, klocki Lego"

- wyjaśnia Izabela Kwella.

Najwięcej kolekcjonerów zabawek i fanów tego typu fotografii jest jednak w Brazylii. "Stamtąd pochodzi ok. 20 proc. naszych obserwatorów na Instagramie", mówi Izabella Kwella. Dzięki jednej z tych osób narodził się pomysł na połączenie Polski oraz Brazylii za pomocą "wędrujących dżinsów". 

"Pomysłodawczynią jest moja koleżanka Patricia Marcos Coutsoucos, która też fotografuje lalki. Mieszka w Sao Paulo, gdzie jest najwięcej kolekcjonerów lalek. Podczas jednej z rozmów powiedziała, że fajnie byłoby stworzyć projekt, który łączyłby Polskę i Brazylię, a jednocześnie osoby z innych państw"

- mówi Kwella.

Spodnie do projektu uszyła Joanna Fila-Staśkiewicz, zajmująca się projektowaniem miniaturowej odzieży. Pierwsze zdjęcia Barbie w dżinsach Izabela Kwella i Justyna Kowalewska wykonały w Gdańsku. Lalka pozowała m.in. na tle Motławy i Żurawia oraz na ulicy Mariackiej, na kładce nad przystankiem SKM z widokiem na Stocznię Gdańską oraz w Nowym Porcie. Celem projektu jest bowiem przybliżenie różnych zakątków świata, w których żyją fotografowie i entuzjaści lalek. Dlatego do projektu zaproszono 12 innych instagramerek z całego świata, które podzielają ich pasję. Każda z nich wykona zdjęcia Barbie w dżinsach na tle wybranych lokalizacji.

"Największym ryzykiem jest zgubienie spodni po drodze, więc to musiały być osoby zaufane, które wezmą na siebie odpowiedzialność i zaangażują się" wyjaśnia Izabela Kwella.

"Każda z tych osób ma swój własny styl i w inny sposób prowadzi swoje konta. Wyszedł nam taki sisterhood, podobnie jak w książce 'Stowarzyszenie wędrujących dżinsów', na której się wzorujemy"- dodała.

Z Gdańska dżinsy wyruszyły do Berlina, pod koniec lutego dotrą do Krasnodaru, a potem polecą do Finlandii. Ostatecznie mają wylądować w Brazylii. "Ostatnie dwa przystanki to miasto Brasilia i Sao Paolo. Patricia szykuje na finał dużą imprezę, chciałaby skrzyknąć kolekcjonerów lalek, żeby jak najwięcej osób mogło przywitać dżinsy, kiedy już dotrą na miejsce", mówi Izabela Kwella.

Podróżujące dżinsy można śledzić na travellingdollpants.com

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP Life, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...


Woś Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do koronawirusa

/ Krzemin28 / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)

  

- Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do tego wirusa. To nie jest zwykła grypa i każdy organizm reaguje inaczej - podkreśla w rozmowie z sobotnim "Plus Minus" minister środowiska Michał Woś, który zachorował na koronawirusa.

Minister środowiska w wywiadzie dla "Plus Minus", dodatku weekendowym dla "Rzeczpospolitej", opowiedział o swoim i jego rodziny doświadczeniu z tą chorobą. Zachorowała także jego żona i córka. "Pierwsze objawy łagodnego kaszlu miałem w piątek, 13 marca. Od rana w sobotę kaszel zaczął narastać i wtedy też dowiedziałem się, że leśnik, z którym miałem spotkanie, poszedł na test do szpitala zakaźnego" - powiedział minister dziennikowi.

Jak mówił, był przekonany, że to zwykłe przeziębienie do momentu, gdy dowiedział się o leśniku. "Pomyślałem, że to pewnie coś sezonowego i nic poważnego. Tydzień wcześniej moja żona i córeczka – jak wtedy myślałem – były przeziębione. Byłem przekonany, że przejąłem coś od nich, ale z biegiem czasu niepewność zaczęła narastać. To był już moment, gdy dużo mówiliśmy o koronawirusie, a osoba, z którą miałem kontakt, właśnie przechodziła test. O jego pozytywnych wynikach dowiedziałem się w niedzielę, gdy miałem już gorączkę" - opowiedział.

Pytany jak dokładnie doszło do zakażenia, powiedział, że to było trzyosobowe spotkanie w ministerstwie. "Chorował leśnik, zachorowałem ja, a trzecia osoba jest zdrowa. Z przenoszeniem wirusa może być różnie. W czasie, gdy nie wiedziałem, że jestem zakażony, brałem udział w kilku spotkaniach. W tryb zdalnej pracy urząd przeszedł ok. 11–12 marca. Wcześniej byłem w Raciborzu na konferencji z samorządowcami, a w Katowicach spotkałem się z zarządem województwa. Szczęśliwie nikt nie został zakażony. Wtedy też pół niedzieli i noc spędziłem u moich rodziców – oni też już przeszli kwarantannę bez żadnych objawów. Z drugiej strony miałem dłuższe spotkanie w dziesięć osób, z którego tylko jedna wyszła bez wirusa" - opowiedział.

"Wszyscy przechodzą chorobę w miarę łagodnie. Większość z nich to młode osoby, których organizmy poradziły sobie z wirusem, ale nie można bagatelizować zagrożenia. Koronawirus zabija niezależnie od wieku"

- podkreślił.

Woś odniósł się także do sugestie, że mógł zarazić pracownika Ministerstwa Sprawiedliwości, który zmarł na skutek koronawirusa. "Głębokie wyrazy współczucia dla rodziny. Nie znałem tego kierowcy. Ministerstwo poinformowało, że od około miesiąca przebywał poza ministerstwem. Jego przypadek niestety pokazuje, że mamy do czynienia z poważną sytuacją" - mówił.

"Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do tego wirusa. To nie jest zwykła grypa i każdy organizm reaguje inaczej. Te apele, które słyszymy, to nie jest jakiś pic na wodę. Dziś zostając w domu na kanapie czy spędzając czas przed tabletem, ratujemy komuś życie"

- zauważył.

Woś zastrzegł, że nie chce być "koronacelebrytą". "I tak uważam, że za dużo mówię o własnych przejściach, kiedy ludzie walczą o życie. Ale sądzę, iż właśnie dlatego, że wiem, z czym mamy do czynienia, powinienem mówić, może kogoś, kto chorował na Covid-19, ludzie bardziej posłuchają: ten wirus zabija" - wskazał.

"Podchodźmy poważnie do tych trudnych restrykcji, de facto państwowej kwarantanny. Dlatego ciężko też mówić o własnych przeżyciach, o strachu. Starałem się być dobrej myśli przez cały czas, ale tak, pojawiły się obawy – zwłaszcza o najbliższą rodzinę. Cieszę się, że z żoną i córką wszystko ok, że dziecko pod sercem jest zdrowe. Dalej dużo myślę o rodzinie: rodzicach, teściach. O znajomych. Dlatego tym bardziej takie działania państwa są konieczne. Jako społeczeństwo musimy zachować tę dyscyplinę, de facto umartwienie w Wielkim Poście. Zobaczymy, jak się sytuacja się rozwinie koło Wielkanocy"

- powiedział minister.

Dodał, że "córka wyzdrowiała najszybciej z nas wszystkich", a jego i żonę lekarze uznają za ozdrowieńców. "Objawy już ustąpiły. Czekamy, aż lekarze uznają nas za ozdrowieńców. Mam nadzieję, że nie mamy żadnych poważnych powikłań, chociaż wirus jest nowy, a doniesienia ze świata są różne. Jesteśmy dobrej myśli" - podkreślił.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Rzeczpospolita, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts