Pakiet klimatyczny został przyjęty przez Unię Europejską w 2008 r. Wchodzi on w życie z początkiem 2013 r. Poseł PiS-u prof. Jan Szyszko w liście otwartym do premiera Donalda Tuska napisał: „Pakiet to niebotyczny wzrost cen energii, to blokada polskiego węgla, to uzależnianie Polski od gazu rosyjskiego i obcych technologii, to wzrost bezrobocia, to obraz indolencji lub zdrada racji Stanu". Rząd Tuska nie potrafił bronić w Brukseli polskich interesów. Polakom już wkrótce zajrzy w oczy śmiertelnie groźny kryzys finansowo-gospodarczy.

Istotą pakietu klimatycznego (PK) jest tzw. program 3 x 20, który przewiduje do 2020 r. w krajach UE redukcję o 20 proc. emisji gazów cieplarnianych (głównie CO2), zwiększenie efektywności wykorzystania energii – także o 20 proc., oraz podniesienie o 20 proc. wykorzystania energii ze źródeł odnawialnych. W 2008 r. rząd Tuska mógł zawetować PK, ale z tej szansy nie skorzystał. Co więcej, podpisując umowę, zlekceważył to, że na podstawie protokołu z Kioto (w sprawie przeciwdziałania globalnemu ociepleniu, który został wynegocjowany w 1997 r., a wszedł w życie w 2005 r.) momentem, od którego mogła być liczona redukcja emisji CO2, był dla Polski rok 1988. Ostatecznie rząd PiS-u wynegocjował jako rok bazowy 1990. Od tego czasu do dziś nasz kraj zredukował emisję o 32 proc., podczas gdy np. Hiszpania zwiększyła ją o 48 proc. Obecny rząd zgodził się przyjąć jako rok bazowy 2005. Zmieniło to dramatycznie sytuację Polski.

Pakiet klimatyczny stanowi wyjątkowe obciążenie dla naszego kraju, który ma 90 proc. zasobów węgla kamiennego i brunatnego całej UE oraz energetykę w głównej mierze opartą na tych surowcach. Aby spełnić wymagania PK, Polska może na ten cel wydać nawet 300 mld zł. Eksperci szacują, że tylko z powodu emisji CO2 energia zdrożeje w Polsce w 2013 r. o kilkadziesiąt procent. Oznacza to gwałtowne obciążenie budżetów domowych, droższą produkcję przemysłową (co także odbije się na zwykłych konsumentach), wyhamowanie zagranicznych inwestycji lub ucieczkę z Polski dotychczasowych inwestorów. Wspomniane czynniki mogą spowodować, że konsekwentne wprowadzenie PK w Polsce będzie oznaczało utratę pracy dla 200 tys. osób.

Pakiet zawiera wiele szczegółowych zapisów. Wszystkie one były przedmiotem wieloletnich negocjacji. Rząd PO-PSL mógł wytargować od UE znacznie lepsze warunki w kwestii przyjęcia PK. Wbrew bowiem obiegowej opinii – propagandowo tworzonej i podsycanej przez kręgi rządowe oraz usłużne władzy media – Bruksela okazuje się często niezwykle miękka wobec stanowczego oporu któregoś z członków UE. Dokładania się do kolejnego pakietu ratunkowego dla zadłużonych państw unijnych (głównie Grecji) odmówiły ostatnio m.in. Czechy i Węgry. Polska lekką ręką zadeklarowała 8 mld dol. Podobnie w sprawie PK. Tusk zgadza się na wszystko, aby nie psuć sobie w Brukseli opinii. Skutkiem tego PK otworzy polski rynek energetyczny dla koncernów ze Wschodu, głównie rosyjskich. Producenci energii w Rosji, na Białorusi czy Ukrainie, którzy nie muszą się stosować do rygorów zawartych w pakiecie klimatycznym, mogą sprzedawać Polsce tani prąd. Nasze elektrownie nie wytrzymają takiej konkurencji.

W czerwcu br. Sejm głosami koalicji rządzącej odrzucił wniosek PiS-u o ogólnopolskie referendum w sprawie renegocjacji PK. Tym bardziej Polska nie pójdzie w ślady największych emitentów gazów cieplarnianych: USA, Chin, Kanady, Brazylii, Indii czy Rosji, które pakiety klimatyczne mają w nosie. Najwyraźniej przywódcy tych państw oprócz nosa mają jeszcze odwagę, której najwidoczniej brakuje PO-wskim liderom, a która decyduje o stanowczej obronie własnych interesów.