Informację o przesłanej do sądu apelacji przekazał dziś prok. Dariusz Psiuk z katowickiego IPN.

- Są dwa główne zarzuty apelacji. Nie zgadzamy się z kwalifikacją prawną przyjęta przez sąd, który uznał, że czyn Romana S. nie stanowił zbrodni przeciwko ludzkości. Po drugie, wymierzoną mu karę uważamy za rażąco łagodną

- powiedział prokurator, który przed sądem I instancji żądał dla S. 10 lat więzienia. Po wyroku apelację zapowiedziała też obrona.

W orzeczeniu z 13 grudnia ub. roku sąd okręgowy wymierzył S. karę 7 lat więzienia i złagodził ją o połowę na mocy ustawy amnestyjnej z 1989 r. Sąd zakazał też S. zajmowania stanowisk związanych z ochroną bezpieczeństwa i porządku publicznego na 10 lat. Na poczet kary zaliczył mu okres aresztowania.

Jak mówił w ustnym uzasadnieniu rozstrzygnięcia sędzia Maciej Dutkowski, nie ulega wątpliwości, że broni palnej podczas pacyfikacji Wujka użyli członkowie plutonu specjalnego. Podkreślił, że nawet na podstawie przepisów stanu wojennego nie było podstaw do jej użycia w tej konkretnej sytuacji, a udział w strajku był jedynie wykroczeniem. W chwili oddania strzałów nie było zagrożenia dla zdrowia i życia milicjantów - zaznaczył sędzia i podkreślił, że w kopalni strzelano po to, żeby zabić, "unicestwić", a rany postrzelonych górników wskazują, że strzały były mierzone – w okolice serca lub głowę.

Udział S. w tamtych wydarzeniach nie budzi wątpliwości, sam oskarżony tego nie kwestionuje. Oświadczył jednak, że sam nie strzelał, a jedynie zabezpieczał tyły. Sąd wskazał, że te wyjaśnienia są sprzeczne m.in. ze sporządzonym po pacyfikacji raportem z użycia broni, w którym S. wpisał liczbę zużytych nabojów. O tym, że oddał kilka strzałów w obronie własnej, mówił także prokuratorowi w Niemczech.

Sędzia przypomniał, że oskarżonym przypisano udział w pobiciu, a nie zabójstwo, bo nie można było ustalić, który z członków plutonu specjalnego strzelał i zabił konkretnych górników. Wydając wyrok sąd nie podzielił stanowiska prokuratora, że czyn zarzucany b. zomowcowi stanowi nie tylko zbrodnię komunistyczną (ta przedawni się 31 lipca br. roku i do tego czasu powinien zapaść prawomocny wyrok), ale też zbrodnię przeciwko ludzkości (która się nie przedawnia).

Jak uzasadniał sędzia, zomowcy nie strzelali do strajkujących dlatego, że byli górnikami czy członkami Solidarności, ale dlatego, że w ramach plutonu specjalnego zostali skierowani do pacyfikacji. Dutkowski przypomniał, że sądy skazujące pozostałych członków plutonu także nie uznały, była to zbrodnia przeciwko ludzkości. Odnosząc się do wymierzonej S. kary, sędzia podkreślił, że wydarzenia w Wujku to "okropna zbrodnia", ale sąd musiał wziąć pod uwagę upływ czasu od tamtych wydarzeń, fakt, że oskarżony nie był wcześniej karany, a także kary wymierzone pozostałym oskarżonym - są podobne do wyroku wobec S.

Roman S. został oskarżony o to, że "16 grudnia 1981 r. w Katowicach, będąc funkcjonariuszem państwa komunistycznego, (...) członkiem plutonu specjalnego Pułku Manewrowego KW MO w Katowicach, działając wspólnie z innymi członkami tego plutonu, dopuścił się zbrodni komunistycznej stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na stosowaniu represji i naruszaniu praw człowieka".

Większość członków plutonu specjalnego ZOMO, która odpowiadała za strzelanie do górników z Wujka, została już wcześniej osądzona. Roman S., który ma niemieckie obywatelstwo i przez lata mieszkał w Niemczech, miał osobny proces, ponieważ przez lata był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania. Został zatrzymany 17 maja ub. r. w Chorwacji. Władze tego kraju wydały go polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Jego proces rozpoczął się we wrześniu.

Pacyfikacja Wujka była największą tragedia stanu wojennego. Od milicyjnych kul zginęło wtedy dziewięciu protestujących górników, a 21 zostało rannych.