Prokurator rejonowy w Jeleniej Górze Piotr Pietrykiewicz poinformował we wtorek PAP, że w poniedziałek zostało wszczęte śledztwo z art. 155 Kodeksu karnego, za co grozi kara do pięciu lat więzienia.

Śledztwo jest prowadzone w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka poprzez niezabezpieczenie właściwego działania urządzeń basenowych

 - powiedział prok. Pietrykiewicz.

Wyjaśnił, że zaraz po wypadku w środę wieczorem odbyły się oględziny basenu oraz przeprowadzono eksperyment procesowy związany z funkcjonowaniem urządzeń basenowych. Przesłuchani zostali wówczas pierwsi świadkowie: ratownik na tym obiekcie oraz osoby, które pomagały mu wyciągnąć dziewczynkę z wody.

Prokurator dodał, że przeprowadzony eksperyment nie ujawnił, że urządzenia na tym obiekcie działają w sposób, który zagrażałby zdrowiu czy życiu osób z niego korzystających.

Jednak nie chcemy na tym etapie śledztwa podawać szczegółów tego eksperymentu, ponieważ chcemy jeszcze dotrzeć do kolejnych świadków zdarzenia. Upublicznienie tych szczegółów mogłoby im zasugerować treść wyjaśnień

 - powiedział prok. Pietrykiewicz.

Prokurator poinformował, że po zgromadzeniu pełnej dokumentacji medycznej z leczenia szpitalnego zostanie też wykonana sekcja zwłok dziewczynki. Nie wykluczył też powołania kolejnego biegłego z zakresu działania urządzeń basenowych.

Do wypadku doszło w środę na basenie w jednym z hoteli w Karkonoszach. 12-letnia dziewczynka zasłabła i topiła się. Mimo wyciągnięcia z wody i reanimacji w stanie krytycznym trafiła do szpitala, gdzie zmarła w sobotę. Przebywała na feriach z matką. W mediach społecznościowych pojawiły się informacje, że długie i niezwiązane włosy dziewczynki miały być wciągnięte przez urządzenie filtrujące wodę w basenie, a ratownicy przez długi czas nie mogli wydobyć dziewczynki na powierzchnię. Śledczy jednak nie wypowiadają się na temat tych doniesień.