- Jesteśmy zmęczeni - tak ludzie z Hongkongu najczęściej mówią o rozprzestrzenianiu się koronawirusa i konsekwencjach choroby. Tym bardziej, że ludzie wciąż pamiętają wybuch śmiercionośnej choroby SARS. Dlatego zaczęli gromadzić towary z aptek, co doprowadziło do zmniejszenia zapasów leków i wzrostu ich cen. 

Przykładowo, w Hongkongu przed nowym rokiem pudełko 50 masek na twarz kosztowało 6,50 dolarów - obecnie nawet dwa razy więcej, choć najczęściej... takiego towaru w ogóle nie ma. A może w internecie? Tu także spotka wszystkich niemiła niespodzianka. 

- Ceny rosną z każdą minutą

- przyznaje rozmówca "NYT".

Farmaceuci doradzają, by kupować zapasy tylko dla siebie, nie zbierać ich za dużo. Zachęcają też pacjentów z gorączką, by poddali się testom na obecność koronawirusa. Niestety, nie wszyscy słuchają. Być może z obawy przed wykryciem choroby? Wczoraj koronawirusa wykryto u 61 obywateli Hongkongu, jedna osoba zmarła. 

Liczba ofiar śmiertelnych koronawirusa w Chinach kontynentalnych zwiększyła się dziś o 98 osób do 1.886. Bilans zakażonych w całych Chinach wzrósł do ponad 72 tys. osób. Według lekarzy chińskich ponad 8 tysięcy pacjentów jest w stanie ciężkim, a 1700 w krytycznym. Obserwacją medyczna objętych jest w prowincji Hubei 71,6 tys. mieszkańców, którzy mieli bezpośredni kontakt z chorymi. Wyleczono 6639 osób. Epidemia koronawirusa rozprzestrzeniła się też na ok. 30 krajów na całym świecie, w tym na kilka europejskich, m.in. Niemcy, Francję, Włochy, Finlandię a także na USA. Poza Chinami kontynentalnymi odnotowano dotąd pięć zgonów – w Japonii, Filipinach , Hongkongu, Tajwanie i we Francji