Orbán, który po ośmioletniej przerwie powrócił do władzy w 2010 r., kiedy Węgry nadal były pod wpływem międzynarodowego pakietu ratunkowego, powiedział, że jego rządowi udało się spłacić długi wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego, aby mieć swobodę w prowadzeniu polityki gospodarczej. Premier podkreślił, że ostatnia dekada była dla Węgier najlepszą w ciągu ostatnich stu lat.

„W ostatnich dziesięciu latach nauczyliśmy się też, że Europa nie znajduje się w Brukseli. My jesteśmy Europą i nie musimy zadowalać zmęczonych brukselskich elit. (...) Dawniej myśleliśmy, że Europa jest naszą przyszłością, ale dzisiaj wiemy, że to my jesteśmy przyszłością Europy”

– powiedział. „Gdybyśmy postępowali zgodnie z ich radą, Węgry leżałyby teraz na oddziale szpitalnym z MFW i brukselskimi długami zwisającymi z każdej kończyny, a kran długu byłby w rękach George’a Sorosa” – dodał.

Premier powiedział, że podczas gdy wzrost gospodarczy Węgier wynoszący 4,9 proc. znacznie przewyższa średnią europejską, Węgry są nadal uzależnione od wyników gospodarczych reszty Europy, ponieważ 85 proc. węgierskiego eksportu jest kierowane do innych krajów europejskich.

„Więc ich problem jest też naszym problemem. Pytanie brzmi, w jak dużym stopniu będzie to naszym problemem” – mówił Orbán. Węgierski premier zaznaczył, że europejska gospodarka, szczególnie w strefie euro, po prostu się zatrzymała. Prognozował, że wzrost gospodarczy w Europie w br. może być co najwyżej mikroskopijny.

Jeśli chodzi o spadek demograficzny, Orbán powiedział, że chociaż polityka społeczna węgierskiego rządu wobec małżeństw i dużych rodzin przyniosła efekty, to potrzebne są dalsze środki. Podczas gdy liczba małżeństw wzrosła wraz ze spadkiem liczby rozwodów i aborcji, to złą wiadomością jest to, że spadek liczby ludności się nie zatrzymał. „Węgrzy nadal są gatunkiem zagrożonym” – podkreślił.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"