Tak na Unii skorzystały gminy

/ martaposemuckel

  

Od 160 tys. zł w Zabrodziu do blisko 20 mld zł w Warszawie - tyle wynosi wartość projektów unijnych realizowanych w gminach od początku obecnej perspektywy finansowej - podał Główny Urząd Statystyczny. Łączna wartości projektów z polityki spójności w połowie ub.r. wyniosła niemal 407,5 mld zł.

Według danych GUS środki wspólnotowe stanowiły 248,4 mld zł. Projekty w ramach polityki spójności realizowano we wszystkich 2477 gminach w Polsce.

W największych miastach fundusze unijne stymulują inwestycje liczone w miliardach złotych. Na czele zestawienia uplasowała się Warszawa, w której łączna wartość projektów unijnych z perspektywy 2014-2020 realizowanych przez wszystkich beneficjentów, wyniosła 19,8 mld zł. Kolejne miejsca zajęły: Kraków (8,3 mld zł), Łódź (8 mld zł) oraz Wrocław (6,3 mld zł).

Z obecnej perspektywy unijnej w dużym stopniu skorzystały też: Poznań (5,5 mld zł), Lublin (4,8 mld zł) i Gdańsk (4,6 mld zł). Pierwszą dziesiątkę zamykają: Toruń, Gdynia i Rzeszów (po 3,2 mld zł).

W sumie w 29 miastach i gminach kwota realizowanych umów przekroczyła miliard złotych.

Na końcu zestawienia GUS znalazły się trzy gminy wiejskie. Chodzi o Zabrodzie w województwie mazowieckim (163 tys. zł) oraz dwie gminy w województwie łódzkim: Ostrówek (250 tys. zł) oraz Kobiele Wielkie (335 tys. zł).

Odnosząc się o danych GUS, minister funduszy i polityki regionalnej Małgorzata Jarosińska-Jedynak zauważyła, że od momentu akcesji do UE w Polsce zrealizowano ponad 250 tys. inwestycji, do których UE dołożyła ponad 620 mld zł. "Nie dziwi więc, że już nie ma w Polsce gminy, na terenie której nie byłoby inwestycji realizowanej ze wsparciem funduszy europejskich" - zaznaczyła.

Mimo że do rozpoczęcia kolejnej perspektywy unijnej pozostało 10 miesięcy, wciąż nie zapadły ostateczne uzgodnienia w zakresie rozporządzeń dotyczących zasad przyznawania przyszłego wsparcia. Nie ma też ostatecznych rozstrzygnięciach finansowych.

"Negocjacje trwają, a z punktu widzenia prowadzonej, nie tylko w Polsce, polityki rozwojowej, zwłaszcza procesów inwestycyjnych, dobrze byłoby, żeby zakończyły się jak najprędzej"

– podkreśliła szefowa resortu funduszy.

Dodała, że ministerstwo już teraz, we współpracy z innymi resortami i samorządami województw, przygotowuje zręby przyszłych programów. "Jak tylko budżet UE zostanie przyjęty, to – mówiąc w największym skrócie – wystarczy tylko wpisać kwoty i będziemy mogli uruchomić kolejną pulę funduszy dla Polski" – podkreśliła.

Szefowie państw i rządów UE będą dyskutować o kolejnym budżecie UE podczas specjalnego szczytu, który odbędzie się 20 lutego, nadal nie zdołali oni bowiem uzgodnić wspólnego stanowiska w tej sprawie.

Dane GUS dotyczą wszystkich projektów realizowanych na terenie danej gminy czy miasta. Nie należy ich utożsamiać wyłącznie z projektami realizowanymi przez samorząd.

Podane liczby odnoszą się do podpisanych umów o dofinansowanie projektów unijnych i uwzględniają koszty niekwalifikowalne.

Chodzi o fundusze ze środków UE na lata 2014-2020, dostępne w ramach krajowych programów operacyjnych, takich jak Infrastruktura i Środowisko, a także programów regionalnych, po które mogą sięgać beneficjenci na obszarze danego województwa. Natomiast w zestawieniu nie wzięto pod uwagę Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) i PO RYBY.

W aktualnej perspektywie finansowej (2014-2020) Polska zainwestuje w ramach środków z polityki spójności 82,5 mld euro. Jest to najwięcej spośród państw członkowskich UE. Z przedstawionej przez Komisję Europejską propozycji dotyczącej przyszłego budżetu unijnego wynika, że w przyszłej perspektywie Polska miałaby otrzymać 23 proc. środków mniej niż obecnie. Cięciom w polityce spójności na poziomie UE sprzeciwiają się państwa skupione w inicjatywie przyjaciół polityki spójności, Parlament Europejski oraz Europejski Komitet Regionów, który jest unijnym ciałem doradczym.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Ruszył na ochroniarza z siekierą. Teraz proces

/ Jan Steiner from Pixabay

  

W Sądzie Okręgowym w Szczecinie rozpoczął się proces mężczyzny, który zaatakował w sądzie ochroniarza siekierą, a następnie wniósł do budynku kanistry z benzyną. Szymon S. zeznał, że atak był próbą samobójczą, ponieważ nie miał już sił, aby walczyć o swoje dzieci.

Mężczyzna, z zawodu lekarz-psychiatra, oskarżony jest o usiłowanie zabójstwa ochroniarza, którego zaatakował w szczecińskim Sądzie Okręgowym 12 października 2018 r.

Uderzył go siekierą w głowę i tułów, co spowodowało u pokrzywdzonego m.in. otarcia i powierzchowną ranę. Jak wskazała prokuratura, napastnik miał w znacznym stopniu "ograniczoną zdolność rozpoznawania znaczenia czynu" z powodu zaburzeń osobowości "o cechach paranoicznych , niestabilności emocjonalnej, histrioniczności oraz przewlekłych zaburzeń depresyjnych". Drugi zarzut związany jest z usiłowaniem spowodowania niebezpieczeństwa przez próbę wysadzenia kanistrów z benzyną.

Jak wyjaśniała prok. Elżbieta Muniak, Szymon S. wszedł do przedsionka Sądu Okręgowego przy ul. Małopolskiej (gdzie mieści się m.in. wydział rodzinny), "mając zakryte kartkami papieru narzędzie w postaci siekiery, zmierzał do pokrzywdzonego" i dwukrotnie go uderzył. "Później wybiegł z siedziby sądu, udał się do samochodu zaparkowanego nieopodal, przyniósł dwa kanistry benzyny i próbował dokonać podpalenia sądu" – powiedziała prok. Muniak. Dodała, że w zatrzymaniu i obezwładnieniu mężczyzny pomogli świadkowie.

Oskarżony powiedział podczas rozprawy, że nie przyznaje się do czynów "tak opisanych, jak w akcie oskarżenia". Przyznał, że chciał obezwładnić ochronę i doprowadzić do użycia broni – wszystko po to, aby zginąć na miejscu. "Nie miałem ani sił, ani środków, aby dalej walczyć o moje dzieci" – powiedział Szymon S. Gdy zorientował się, że ochrona nie ma broni, poszedł do samochodu po kanister, aby się podpalić.

Jak mówił, wydarzenia z 12 października 2018 r. były wynikiem pięcioletniej batalii o możliwość kontaktu z synami. Wskazywał, że sąd był stronniczy szczególnie w przypadku matki starszego z nich, obecnie 7,5-letniego. Zaznaczył, że matka młodszego chłopca za możliwość kontaktu z dzieckiem domagała się pieniędzy.

"Apogeum tych nieszczęść w tygodniu poprzedzającym (zdarzenie z sądu) było uprowadzenie młodszego syna przez jego matkę" – mówił oskarżony.

Jak powiedział, udając się do sądu "wiedział, że zginie". - Poszedłem tam w koszulce z napisem naszej organizacji "Dzielny Tata", a także "Stop dyskryminacji ojców". I skoro ochrona mnie nie zastrzeliła, pozostało mi wysadzić siebie w tym sądzie – powiedział mężczyzna.

44-latek przeprosił ochroniarza, którego ranił, dodając, że "to wszystko było bardzo niefortunne, lecz było efektem wieloletniego działania sądów". Zaznaczył, że przez 20 lat trenował fechtunek średniowieczny, a zatem gdyby rzeczywiście chciał skrzywdzić pracownika sądu, zrobiłby to.

Podkreślił, że nie pamięta dokładnie momentu ataku i tego, w jaki sposób zadawał ciosy, ale ocknął się, gdy zobaczył, jak ochroniarz "przerażony i bezbronny" skulił się przy ścianie. "I to był straszny widok" – powiedział Szymon S. "Stałem nad nim, ten człowiek był bezbronny, więc odstąpiłem od niego. Wydaje mi się, że powiedziałem wtedy, że kto może – powinien budynek opuścić, i poszedłem po kanister" – relacjonował mężczyzna.

Oskarżony miał ze sobą także młotek ciesielski i nóż, a w samochodzie więcej kanistrów z benzyną. Tłumaczył, że gromadził jej zapasy na wyjazd do Szwecji, gdzie pracował.

Zapytany przez sędziego, czy krzywdy, których – jak podkreślał – doznał "warte były tego, aby narazić na śmierć wiele innych osób", oskarżony odpowiedział, że przekroczył "linię posługiwania się racjonalnymi kategoriami". "Ale przez wiele lat, a w końcówce przez wiele miesięcy robiłem wszystko, żeby tej krzywdzie zapobiec cywilizowanymi metodami".

O samej próbie samobójczej mówił, że chciał zaznaczyć w ten sposób swoją "miłość i oddanie do dzieci". "W ten sposób chłopcy pewnego dnia dowiedzieliby się, że ojciec się nie poddał i o ich lepszą przyszłość walczył do końca" - mówił.

"Najważniejsza w tym wszystkim była demonstracja i pokazanie mojej desperacji" – podkreślił mężczyzna.

Oskarżonemu grozi nawet dożywotnie więzienie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts