W wywiadzie opublikowanym w "Rzeczpospolitej" poseł PiS Tadeusz Cymański pytany o to, czy Małgorzata Kidawa-Błońska powinna przeprosić za tych, którzy zakłócali uroczystości Andrzeja Dudy stwierdził, że byłoby to "bardzo eleganckie z jej strony. Byłoby to wzorem dla adwersarza i głównego przeciwnika" - powiedział Cymański.

W jego opinii, polityk w takiej sytuacji powinien do kamery powiedzieć "proszę państwa, bardzo proszę o opanowanie emocji, nie używajmy takich słów".

"Nie musimy patrzeć na Moskwę czy Berlin, sami potrafimy się wykończyć, jeśli jako naród nie będziemy się trzymać razem i siebie szanować. Walka polityczna to jedno, ale to woda na młyn dla przeciwników – tych, którzy chcą słabej Polski. Polska jest silna i może być potężna, ale polityka wywołuje negatywne emocje"

- podkreślił poseł PiS.

Z kolei pytany o byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, którego wygwizdywano na cmentarzu stwierdził: "czy było to inspirowane, organizowane, spontaniczne, czy było tak jak w Pucku, że osoby przyjeżdżają z Warszawy? Czy my byliśmy lepsi czy gorsi? Nie będę w to wchodził, mówię generalnie. Jeżeli było coś złego – przepraszam. Do pani Kidawy mogę powiedzieć, że byłoby to bardzo miłe, ale nie mam prawa żądać tego od niej, bo ona powie >>a wy co?<<. To jest na zasadzie, kto w kogo pierwszy" - mówił w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Wskazał jednocześnie, że nie da się takich zachowań wyeliminować ze świata. Natomiast można i należy robić wszystko, żeby z nimi walczyć i je ograniczyć.

Poseł był też pytany o to, czy kwestia zaostrzenia kursu w sprawie praworządności zaszkodzi Andrzejowi Dudzie. Zdaniem Cymańskiego nie wiadomo, czy można mówić o zaostrzaniu, bo to trudny temat, a "sędziami będą ci, którzy staną z kartami przy urnach".

"Podkreślam w całej sprawie sądownictwa kwestię, która jest ważna, a mało się o niej mówi, nie wyolbrzymiając jej ponad miarę: znaczenie werdyktu wyborczego"

- zaznaczył Cymański. Odwołał się również do wypowiedzi senatora Kazimierza Ujazdowskiego.

"Ze smutkiem przyznał, że musimy kilka lat poczekać, żeby to wszystko zmienić i naprawić. Te słowa są znamienne. Przemawiają przez nie doświadczenie i respekt dla demokracji. Miliony ludzi na to patrzy, ale nie wszyscy rozumieją kwestię Sądu Najwyższego od strony prawnej. My bez wątpienia to robimy. Mamy mandat, ale za chwilę są wybory prezydenckie. Jeżeli taki straszny jest prezydent Duda, odwróci się od niego społeczeństwo i wybiorą innego, panią Kidawę" - wskazał.