- Tu nie chodzi o żadną praworządność, tu nie chodzi o żadne zagrożenie dla wartości demokratycznego państwa prawnego, tylko o rywalizację i tutaj dosyć charakterystyczne jest to, że polska gospodarka się rozwija, że polskie przedsiębiorstwa rosną w siłę, a co za tym idzie stanowią konkurencje dla tych z tzw. starej UE - powiedział europoseł PiS.

We wtorek wieczorem Parlament Europejski przeprowadzi kolejną debatę na temat stanu praworządności w Polsce. Kilka godzin przed tą dyskusją szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej w PE Manfred Weber oznajmił, że problemem tym powinien zająć się szczyt UE. Jak poinformował, zwrócił się w tej sprawie do przewodniczącego Rady Europejskiej Charles'a Michela.

- Pan Weber wygaduje rzeczy zupełnie oderwane nie tylko od rzeczywistości, ale od obowiązujących traktatów. Wszyscy wiemy, że ten spór, który toczy się w Polsce znajduje swoje odzwierciedlenie w Brukseli i Strasburgu i to nie kto inny jak koledzy pana Webera z frakcji EPL, polscy eurodeputowani wzywają, a niektórzy wręcz błagają o interwencję Unii i proszą o nałożenie kar finansowych na Polskę

- oświadczył Brudziński.

W jego ocenie szef frakcji EPL odpowiada po prostu na apel eurodeputowanych Platformy Obywatelskiej: Radosława Sikorskiego, Róży Thun, Magdaleny Adamowicz, którzy - jak to określił Brudziński - wzywają swoich partnerów politycznych w Brukseli do działań wymierzonych w rząd i społeczeństwo polskie.

Polityk PiS nie przykłada przy tym wielkiej wagi do zaplanowanej na wtorkowy wieczór debaty o stanie praworządności w Polsce. Jak ocenił, będzie ona miała taki sam skutek jak wszystkie wcześniejsze dyskusje prowadzone w europarlamencie od 2016 roku.

- Przy pustej sali paru rozemocjonowanych i rozegzaltowanych przedstawicieli europejskiej lewicy, w sukurs którym przyjdą na 100 proc. przedstawiciele PO, czy polskiej lewicy, będą wygadywać niestworzone rzeczy o rzekomym łamaniu praworządności w Polsce

- przewiduje Brudziński.

Jego zdaniem każdy, kto jest przy zdrowych zmysłach, widząc w Polsce jak traktowani przez rządzących, czy policję są przedstawiciele opozycji, związków zawodowych, czy innych grup społecznych zdaje sobie sprawę, że nie może być mowy o łamaniu praworządności. Zwrócił w tym kontekście uwagę na brutalne zachowania policji we Francji, czy Hiszpanii wobec protestujących w tych krajach.

Uważa, że przeprowadzanie kolejnych debat o sytuacji w Polsce jest wymierzone w rząd PiS, który może się nie podobać wielu choćby przez swoje działania dotyczące uszczelniania systemu podatkowego.

-To jest rząd, który zatrzymał transfer setek miliardów euro do kieszeni różnego rodzaju korporacji ponadnarodowych. Truizmem jest to stwierdzenie: „jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”

- powiedział eurodeputowany.

Odnosząc się do apeli zagranicznych europosłów, który podkreślają, że konieczne jest powiązanie dostępu do środków UE z gwarantowaniem zachowania rządów prawa powiedział, że to kolejna próba osłabienia Polski w negocjacjach nad wieloletnimi ramami finansowymi.

- Gdyby to miało zostać wdrożone, to zastanawiam się, czy jakakolwiek forma finansowego wsparcia powinna płynąć do Francji, czy innych państw tzw. starej UE, gdzie obrazki wręcz maltretowanych czy to opozycjonistów, czy ludzi protestujących są niezwykle porażające. Proszę to zestawić z tym co się dzieje podczas różnego rodzaju protestów na ulicach Warszawy

- zaapelował były szef MSWiA.