Karta została opracowana w ramach projektu prowadzonego przez Radę Gmin i Regionów Europy w 2006 r. Zobowiązuje ona europejskie samorządy lokalne i regionalne do użycia ich kompetencji i wpływów w celu „osiągnięcia większej równości w swojej społeczności”.

Za przyjęciem Europejskiej karty równości głosowało we wtorek 23 radnych, przeciw było 10 - radni PiS i jeden radny Koalicji Obywatelskiej.

W uzasadnieniu uchwały podkreślono, że przyjęcie karty ma być "formalnym wyrazem zaangażowania Miasta Poznania w propagowanie zasady równości kobiet i mężczyzn w życiu lokalnym, a także deklaracją wdrażania na terenie Miasta wynikających z niej zobowiązań".

W trakcie dzisiejszej sesji o nieprzyjmowanie karty apelowali m.in. opozycyjni radni Prawa i Sprawiedliwości. Szef klubu radnych PiS Przemysław Alexandrowicz wskazał, że "słowo sex w rozumieniu płci biologicznej pojawia się w karcie cztery razy, słowo gender w rozumieniu płci kulturowej - ponad 50 razy".

- To też budzi nasz niepokój, ponieważ wiemy, jak ta idea - rozumienia płci jako płci kulturowej a nie biologicznej - funkcjonuje w wielu krajach zachodniej Europy

-  podkreślił.

Na sesję przybyło kilkadziesiąt osób, by zaprotestować przeciw inicjatywie. Protestujący mówili m.in. o zamachu na rodzinę i seksualizacji dzieci. Mieli ze sobą krzyż, różaniec, świecę oraz flagi Polski i transparenty: "LGBTQ molestuje nas poznaniaków psychicznie za zgodą radnych miasta! Wstyd i hańba", "Stop dla fałszywych ideologii", "Nie zamykajcie ust normalności, mówią, że dziś to nienormalność".

O komentarz ws. przyjętej Karty poprosiliśmy redaktor naczelną Polskiego Forum Rodziców, członka Rady Rodziny przy Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbietę Lachman.

- Poznańskie środowiska rodzinne mają dziś fatalny dzień - rozpoczęła.

- Podczas dzisiejszej sesji podnosiliśmy argumenty, które powinny zdyskwalifikować tę inicjatywę. Karta ta nie dotyczy ani kobiet, ani mężczyzn, tylko tych, którzy się "za nich" czują. Nie chodzi o płeć biologiczną, tylko o tzw. płeć społeczną. W Karcie słowo „gender” przewija się kilkadziesiąt razy. To, co dziś przegłosowano w Poznaniu, będzie dotyczyć całej Polski

- mówiła w rozmowie z naszym portalem, precyzując, że w Poznaniu jest ponad 100 tys. studentów z całej Polski oraz mnóstwo uczniów z okolicznych powiatów.

Nasza rozmówczyni wskazała, że poznańscy rodzice obawiają się o to, czy dalej będą mogli wychowywać dzieci zgodnie z własnym światopoglądem. - Zajęcia antydyskryminacyjne i równościowe są niczym innym jak wielką promocją LGBT. Właśnie to środowisko w Karcie określa się mianem „niestereotypowego”, a w karcie zawarto punkt walki ze stereotypami - oceniła.

Lachman podkreśliła, że ważnym ogniwem wśród niezgadzających się na Europejską kartę równości byli dziś przedstawiciele Polskiej Izby Biznesu Wielkopolskiej Izby Gospodarczej. Ci podzielili się swoimi obawami dot. wpływu Karty na środowiska biznesowe. Przedstawili konkretne zapisy z Karty:

- Czytając te artykuły rodzi się obawa, że może dochodzić także do łamania prawa gospodarczego. Do umów o zamówieniach publicznych będzie trzeba dołączyć punkty, w których realizator zlecenia będzie musiał zapewniać o swoim podejściu do równości płci. To w praktyce może oznaczać np. zatrudnianie pracowników ze względów innych niż kwalifikacje zawodowe

- tłumaczyła nam redaktor naczelna Polskiego Forum Rodziców.

- Rodzina w tej karcie przedstawiana jest jako środowisko opresyjne. Matka, ojciec, macierzyństwo, ojcostwo… w tym dokumencie nie ma o tym słowa! - bulwersowała się.

- Podatki ponad 97 proc. poznaniaków mają być kierowane na potrzeby społeczności, która stanowi 3 proc. ogółu. Poznań w całej tej sytuacji, zamiast się rozwijać, zacznie skręcać w kierunku, który doprowadzi do osłabienia na wielu polach - podsumowała Elżbieta Lachman w rozmowie z portalem niezalezna.pl.