W poniedziałkowej audycji w Radiu Plus wiceszef MS Sebastian Kaleta został zapytany, czy prawdą jest, że w obozie władzy mówi się, iż po wyborach prezydenckich może nastąpić "miękki, kontrolowany odwrót" od reform w wymiarze sprawiedliwości.

Raczej nie spodziewam się tego, żeby nasz obóz rezygnował ze zmian w wymiarze sprawiedliwości, w szczególności w sądownictwie

- zapewnił Kaleta.

Zaznaczył jednocześnie, że przez ostatnie cztery lata nastąpił ogrom zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości, natomiast "serce reform sądownictwa", czyli reforma Krajowej Rady Sądownictwa, spotyka się z gigantycznym oporem części środowiska sędziowskiego.

I tutaj, odpuszczenie tej sprawy spowodowałoby, że ziściłyby się słowa Andrzeja Rzeplińskiego (b. prezesa Trybunału Konstytucyjnego) sprzed kilkunastu lat, że żadna reforma sądownictwa nie uda się bez reformy KRS

- dodał.

Kaleta podkreślił także, że obóz szeroko rozumianego Prawa i Sprawiedliwości powstał na kanwie potrzeby reformowania polskiego sądownictwa.

To jest jakby mit założycielski naszego obozu politycznego i dlatego też nie wydaje mi się, by z tak kluczowej sprawy zrezygnować, tylko dlatego, że nie podoba się to części środowiska sędziowskiego wspieranego przez opozycję

 - powiedział.

Dopytywany o krytykę dokonywanych reform wyrażoną przez instytucje unijne, Kaleta przypomniał, że dokonano korekt w kilku drobnych elementach. "Do kilku drobnych korekt doszło, ażeby pokazać, że nasze środowisko nie było nastawione totalnie bezkrytycznie i bez jakichkolwiek hamulców chcieliśmy reformować sądownictwo" - powiedział.

Natomiast, jak zaznaczył Kaleta, "okazuje się, iż strona polska wystawiła palec, a teraz Komisja Europejska chciałaby połknąć całą dłoń". "Dlatego też z perspektywy czasu można ocenić, że te kompromisy w sprawie SN okazały się być kompromisami niewiele wnoszącymi, ponieważ odwlekły w czasie tę sytuację, którą mamy obecnie" - ocenił. Jak wyjaśnił, źródłem konfliktu ze środowiskiem sędziowskim jest KRS i Izba Dyscyplinarna w SN, a to, z czym mamy do czynienie obecnie, jest odwlekaniem tej dyskusji, która toczyła się na przełomie 2017 i 2018 roku.

Jak mówił, Komisja Europejska wbrew traktatom, próbuje uzurpować sobie pewne kompetencje.

My zrozumieliśmy część racji prezentowanych przez drugą stronę sporu, ale naszych racji konsekwentnie nikt nie próbuje nawet zrozumieć

 - powiedział.

Pod koniec ubiegłego tygodnia "Rzeczpospolita" napisała, że TSUE chce astronomicznej kary dla Polski za Izbę Dyscyplinarną SN. "Aż dwa miliony euro dziennie kary może grozić Polsce, jeżeli 'nie zamrozi' działania Izby Dyscyplinarnej SN" - dowiedziała się nieoficjalnie "Rzeczpospolita".

Dopytywany o ewentualne kary dla Polski, Kaleta powtórzył, że Unia Europejska nie ma kompetencji do oceniania organizacji wymiaru sądownictwa w państwie członkowskim. "A zatem nie ma kompetencji, by nakazywać, zakazywać powoływania, odwoływania takich izb, jak Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym" - podkreślił. "Gdybyśmy pod groźbą kar, sankcji (...), zrezygnowali z Izby Dyscyplinarnej, to utracilibyśmy część swojej suwerenności, wbrew zobowiązaniom, które podjęliśmy" - zaznaczył. Jak dodał, w ramach podjętych zobowiązań, nie zostały przekazane kompetencje do organizacji sądownictwa.